Odcienie bieli Rebelii… część 1

Jesteście więc rebeliantami. Tak? Stoicie po jasnej stronie Mocy. Jesteście zwolennikami pokoju, demokracji i szeroko pojmowanego „dobra”. Nie jesteście? Ale mimo to popieracie Sojusz Rebeliantów. Uważacie, że są nieskazitelni.

Cóż. Mylicie się. Bo myślicie, że Sojusz to dobro, a Imperium to zło? Ale jak to możliwe? Powiedźcie mi, dlaczego to Imperium zasłużyło sobie na to wszystko? Czemu Rebelia jest tak gloryfikowana i pomija się jej niecne występki, doprowadzając niemal do stworzenia religii, w której Luke Skywalker jest Mesjaszem niosącym Dobrą Nowiną Wyzwolenia, wyzwolenia się spod tyranii Imperium?

ogłoszenie
Przedsprzedaż BATTLEFRONT 2! Najbardziej wyczekiwana gra Star Wars tego roku! Jeszcze więcej zawartości i, przede wszystkim, kanoniczna historia opowiedziana w kampanii dla pojedynczego gracza! Iden Versio czeka na Twoje rozkazy! Kup klucz w wersji ORIGIN (wer. angielska).
dalsza część artykułu ↓

1. My mamy bohaterów walczących o sprawę, oni tylko zachłannych skąpców patrzących zysku

Propaganda Sojuszu wylansowała imperialnych oficerów i dowódców na niczym nieskrępowane bestie, pragnące zaspokoić tylko swoje nieograniczone żądze. Inaczej rzecz ujmując, Imperium to banda poczwar dążących tylko do zdobycia większych wpływów i zysków.

Naprawdę myślicie, że gdyby sytuacja w Imperium rzeczywiście tak wyglądała, to zdołałoby się ono utrzymać przez tak długi czas? Serio? Zdaje się Wam, że wszystko to było tylko dla zysku?

Kto zna Kira Kanosa? Czy on kiedykolwiek chciał czegoś dla siebie? Czy on chociaż raz pomyślał o swoim interesie? Czy chciał władzy? Czy chciał pieniędzy? Nie. To człowiek honoru, który walczył za sprawę, w którą wierzył. Mógł spokojnie zająć się sobą ach, byłby wyśmienitym łowcą nagród. Nawet Boba Fett by mu nie dorastał do pięt. Z pewnością by dużo zarobił. Ale nie. Skupił się na tym, by wymierzyć sprawiedliwość podłym kreaturom, które niszczyły Imperium od wewnątrz.

Dalej, Soontir Fel. Zawsze wierny ideałom i honorowi. Nigdy nie liczyły się dla niego osobiste korzyści. Przypomnę chociażby bitwę o Brentaal IV, kiedy to Fel potępił luźny i rozrzutny „styl” Lona Isoto. Z niesmakiem odnosił się do niego. Dla Isoto najważniejsza była jego własna skóra, kiedy to Fel był gotów poświęcić swoje życie dla sprawy Imperium.

Jeszcze ktoś? Gilad Pellaeon. Ten sam, który doprowadził do pokoju z Waszym Sojuszem, zatrzymując przelew krwi. Był to mężczyzna, który zawsze spoglądał najpierw na interes państwa siebie stawiał na końcu.

Także to nie jest tak, że tylko Wy macie Luke’ów, Leie czy Hanów. Nieskazitelnych bohaterów, którzy walczyli o swoje ideały. Imperium też miało takich ludzi. Tylko niestety, to ta negatywna i zła strona Imperium została wypromowana, przyćmiewając tą dobrą.

A zastanówcie się teraz nad Sojuszem! Przecież tam również jest wiele złych i podłych przedsiębiorców oraz biznesmenów! Szczególnie kiedy przyszło do demokratycznego parlamentu, gdzie wiele stronnictw patrzyło tylko czubka własnego nosa. Jak było z wojną z Yuuzhan Vongami? Ci zajmowali coraz to więcej planet, a Sojusz nie był zdolny cokolwiek zrobić! Pozwalał na zagładę następnych planet. Dopiero w ostatnim momencie Nowa Republika zdecydowała się działać. Za panowania Imperium taka sytuacja nie miałaby miejsca. Vongowie zostaliby starci w pył, a wiele miliardów istnień byłoby uratowanych.

2. Imperialni to oszuści, ale my jesteśmy uczciwi

Czy ktoś kojarzy bitwę o Ilezję, która miała miejsce około dziewięciu miesięcy przed bitwą o Yavin?

W takim razie wyobraźcie sobie, że był to wspólny atak Sojuszu i przemytników na tą planetę. A wszystko dlatego, by zniszczyć przetwórnie przyprawy należącej do Huttów. Zdobycze i zyski miały zostać podzielone pomiędzy partnerów tej zbrodni. Ale Rebelianci uznali, że zatrzymają wszystko dla siebie. Perfidnie oszukali przemytników, którzy dostali przysłowiową figę z makiem. Decyzja ta była oczywiście spowodowana brakiem funduszy na prowadzenie wojny z Imperium.

Powiedźcie mi zatem, czy w imię wyższej sprawy można oszukiwać, mordować, a nawet kraść? Zapewne nikt z Was nie zdziwiłby się, gdyby przemytników oszukali Imperialni. Ale to nie oni. To nie Darth Vader, to nie Imperator Palpatine ucieleśnienie zła. To sami Rebelianci dopuścili się oszustwa. Jaka w tym wypadku zachodzi różnica między Sojuszem a Imperium? Czyżby tylko „wyższa sprawa”? Bo oni są źli, a my dobrzy? Zatem naprawdę jesteście gotowi wyzyskiwać innych, by osiągnąć pożądany „poważniejszy” cel? Co Was odróżnia od oprawców? Na pewno nie postępowanie, bo to jest dokładnie takie samo.

3. Jak to się zabija jednych, a ratuje drugich

Sam Wasz bohater uznał, że powinien zostać osądzony. Że czyny, których dokonał, nie kwalifikują się do znanego relatywistycznego powiedzenia cel uświęca środki. Jesteście zdania, że to Imperium dokonało największej eksterminacji żywych istot w galaktyce? Czy aby na pewno Wasze myślenie etyczne nie buntuje się, kiedy imperialnych oficerów czy wysoko postawionych dowódców skazuje się za ich zbrodnie, a rebelianckich przywódców czeka za dokładnie ten sam czyn nagroda?

Mówicie, że to nie możliwe? Że ja się mylę?

Pamiętacie, na pewno pamiętacie, co się zdarzyła w roku zerowym. I pewnie wiecie, że w tym dniu dokonano jednego z większych ludobójstw. Pozwólcie, że podam liczbę. 1 161 293 osób – indywidualnych, myślących i czujących osób. Dokładnie tyle ludzi wtedy zginęło w ciągu jednej sekundy. W tym samym momencie. Ludzi, wśród których znaleźli się cywile i żołnierze zmuszeni do służby. Mówię o Gwieździe Śmierci. Luke Skywalker jednym wystrzałem zabił nagle ponad milion żywych istnień. Część z nich nawet nie była zainteresowana konfliktem. Wspomnijmy tu chociaż obsługę cywilną. Memah Roothes – prowadziła kantyną na pokładzie stacji. Tak, ledwo udało jej się ocalić życie, ale jej podobnych było na pokładzie tej stacji o wiele więcej. I im nie udało się uratować życia.

Powiedźcie mi, czy nie stajemy się tacy sami, kiedy na brutalną siłę odpowiadamy brutalną siłą? W czym wtedy jesteśmy lepsi od naszych oprawców? Jaka będzie różnica? Ponieważ bronimy własnych interesów? Cóż, ci po drugiej stronie także to robią. Szturmowcy, którzy zginęli w bitwie o Yavin. Oni też mieli rodziców. Też mieli żony i dzieci, które stały się w ten dzień wdowami i sierotami. Również mieli przyjaciół. Czytali te same książki co inni, oglądali te same holodramaty. Niejeden zostawił w domu niedokończone sprawy, niejednemu została niespłacona hipoteka za dom. Każdy z nich utrzymywał swoją rodzinę. Siłą wydarto ich z domów i postawiono na polu walki. A inni, którzy sądzili, że są to potworne, nieludzkie bestie – zabijali ich. Mimo, że to byli tacy sami ludzie jak oni.

Właśnie. Zabijanie. Zabijanie nigdy nie będzie dobre. Nieważne, ile przesłanek było by za nim. Nieważne, jak zły ktoś by był. To też są ludzie. Tacy sami jak my. Ale jeśli już decydujemy się na ten krok, nie możemy o tym zapominać. Nie możemy gloryfikować masowych mordów. Nie możemy się z tego cieszyć. Możemy traktować to jako smutną i tragiczną konieczność, bo chcemy ratować własne życie. Ale nigdy zabicie mojego wroga nie będzie można nazwać czynem dobrym. Niemożemy usprawiedliwiać zła złem.

Bo czym wtedy się staniemy i co nas będzie odróżniać od tych złych?

Share on Facebook33Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • batiuszka

    Po pierwsze dziwi mnie taka ilość wyzywających pytań sugerujących, że opinia o „dobrym” Sojuszu jest powszechna. Generalnie zgadzam się z uwagami zawartymi w artykule z jednym, acz sporym, wyjątkiem, to jest ze zniszczeniem Gwiazdy Śmierci. Nie można zakwalifikować zniszczenia stacji BOJOWEJ, dokonanego podczas działań bojowych jako ludobójstwa, no ludzie, ręce opadają. Argument iż nie cały personel stacji był wojskowy czy zainteresowany konfliktem jest bezzasadny. Każdy z personelu powinien zdawać sobie z podwyższonego ryzyka pracy na jednostce czynnej zaangażowanej w działania wojenne, żaden cywil nie był do służby przymuszony a przypuszczam, że wynagrodzenie ryzyko to rekompensowało. Zresztą chętnych nie brakowało. Czy wspomniana Memah Roothes byłaby w stanie zarobić porównywalną kwotę prowadząc jakaś kantynę w mieście? Wątpię.

    I wracając do Sojuszu czy Republiki, nie miał ten ustrój wiele wspólnego z demokracją. Senat był tylko fasadą a ważne decyzje podejmowane były przez zakulisową klikę – Radę Jedi, bez konsultowania z niczym i nikim. Han Solo nieskazitelny bohater? Wyjęty spod prawa przestępca poszukiwany listami gończymi zarówno przez Imprerium jak i mafie, udzielił wsparcia Sojuszowi za pieniądze i niekaralność, no świetnie. Generalnie jakbym miał decydować to znacznie bardziej wolałabym być obywatelką Imperium niż „Republiki”.