6 najgorszych scen „Ostatniego Jedi”

Ostatni Jedi miał sporo epickich, wzruszających i zaskakujących scen – ale tu ich na pewno nie znajdziecie. Są tu za to sceny, o których chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć: żenujące, głupie lub po prostu źle nakręcone. Oczywiście zestawienie zawiera spoilery.

Poe Dameron samodzielnie niszczy uzbrojenie pancernika

Bitwy w Star Wars bardzo często balansują na granicy zawieszenia wiary i czystego bezsensu. Wiele da się wyjaśnić specyfiką odległej galaktyki, ale pewne sceny bitewnie nie dają się nijak obronić. Takim przypadkiem jest rajd Poe Damerona na siedmioipółkilometrowy pancernik typu Mandator IV, który kończy się zniszczeniem 26 dział przeciwlotniczych – całego (!) uzbrojenia tego gigantycznego okrętu. Po pierwsze, kto projektuje okręty tej wielkości z tak mizernym uzbrojeniem obronnym? Po drugie, czemu na zniszczenie każdej z wież wystarczą dwie (!) wiązki z działek X-winga? Po trzecie, gdzie do jasnego Hutta podziały się tarcze? O ile jeszcze jestem w stanie to trzecie wytłumaczyć możliwością, że tarcze pancernika nie zostały jeszcze włączone (co samo w sobie jest bezsensu) lub wieże wystają poza nie, to dwa poprzednie, w połączeniu z fartem Damerona w unikaniu TIE Fighterów, sprawiają, że nie sposób nie patrzeć na tę scenę z wyrazem zażenowania na twarzy. [Nadiru]

Pomiatanie Huxem przez Snoke’a

Nie da się ukryć, że generał Armitage Hux nie jest wojskowym na miarę Veersa czy jakiegokolwiek innego imperialnego dowódcy. Młody, zachowujący się raz jak führer, raz jak przedszkolak (rywalizacja z Kylo przypomina walkę w piaskownicy o łopatkę), swoimi występami raczej wzbudza śmiech niż podziw, o szacunku nie wspominając. Niestety, Najwyższy Przywódca Snoke nie podbudowuje jego autorytetu, a wręcz konsekwentnie go niszczy. Publiczne wycieranie podłogi generałem może i jest widowiskowe (a na pewno higieniczne patrząc na idealny porządek panujący na pokładzie), ale także żenujące – nie tylko dla obecnej na mostku załogi, ale także widza. Czemu to ma służyć, nie mam pojęcia, ale wiem jedno: nie chciałabym ponownie czegoś tak idiotycznego oglądać. Gdzie te czasy, gdy na mostku panowała duszna atmosfera, kara za niesubordynację była jedna (i bardzo ostateczna), a awanse zyskiwano równie szybko jak tracono życie w niewidzialnym uścisku Dartha Vadera? Na koniec, mam nieśmiałą nadzieję, że w kolejnym epizodzie Hux chociaż raz pokaże charakter, czego mały przedsmak mieliśmy w Ostatnim Jedi. W końcu nie został generałem tylko za piękne oczy. [Ithilnar]


Dojenie thala-syreny

W pełni rozumiem, że „najdłuższy film w historii Star Wars” trzeba było jakoś wypełnić treścią, stąd mamy i kompletnie bezsensowną misję na Canto Bight, i sekwencję pt. „Życie codzienne Luke’a Skywalkera”. Teoretycznie samowystarczalny (tylko ciekawe, że obsługują go strażniczki świątyni), łowi rybki, doi krów… yyyy… no coś generalnie doi. Zbliżenie na pysk stworzenia u starszego widza naprawdę budzi bardzo nieciekawe skojarzenia, a następna scena została chyba nakręcona specjalnie pod reklamę „Got milk?” Po co to w ogóle było? Tak, wiemy, spartańskie warunki. Tak, wiemy, Luke nie zajmuje się niczym Wielkim. Drżę na myśl o tym, że w Epizodzie V ktoś mógłby wpaść na pomóc wydłużenia scen na Dagobah, pokazując Yodę zbierającego korzeniuszkę. [Cathia]

Leia w próżni

Od momentu odejścia Carrie Fisher fani zastanawiali się, jak zostanie zakończony wątek Lei. Kiedy zobaczyłem zniszczenie mostku „Raddusa”, to pomyślałem przez chwilę coś w stylu: czyli tak to rozwiązali… A potem przyszła absolutnie najgłupsza scena w całych Gwiezdnych wojnach – księżniczka na otwiera oczy i w pozycji lecącego Supermana wraca na okręt. Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem, a podczas drugiego seansu mojego facepalma chyba było słychać w całym kinie. Leia, która znała podstawy podstaw używania Mocy – jeśli Luke w ogóle ją czegoś uczył – przeżywa w próżni i lewituje. Już pomijając nawet logiczny aspekt to scena wygląda zwyczajnie źle, a dało się to zrobić zdecydowanie lepiej, jak chociażby zamknięte oczy i brak tej wyciągniętej ręki. Sytuację by też poprawiło jedno zdanie, że brat ją nauczył otaczania się Mocą! Cokolwiek! Ta scena jest gorsza od stracenia woli życia a to już trzeba się postarać. [Jedi Przemo]

Pocałunek Rose i Finna

Finn przeszedł długą drogę od początku Przebudzenia Mocy do końcówki Ostatniego Jedi. Z uciekiniera, który nie marzy o niczym innym, niż o schowaniu się przed Najwyższym Porządkiem, przerodził się w bojownika o rebeliancką sprawę Ruchu Oporu. Heroiczne poświęcenie w obronie bazy na Crait wydawało się godnym pożegnaniem z tą postacią. Tym bardziej, że sprawiało wrażenie bardzo prawdopodobnego – Ostatni Jedi niejednych przecież fanów zaskoczył. Jednak, jak to często w filmach akcji bywa, w ostatnim momencie bohater został uratowany przez swoją nową przyjaciółkę, Rose. Już samo to wydało się dziwne. Wszak poświęcenie Finna dałoby szansę na przeżycie wszystkim bojownikom Ruchu Oporu. Jakby tego było mało, widzów czekała jeszcze dziwniejsza wymiana zdań między dwójką ocalałych rebeliantów i coś na wzór wyznania miłości ze strony Rose. Koniec końców scena zakończyła się jednym z najdziwniejszych pocałunków w sadze Star Wars. Sprawiał wrażenie zupełnie niepotrzebnego, wymuszonego, a na domiar złego tłem dla niego była widowiskowa eksplozja bramy bazy na Crait, zniszczonej przez działo Najwyższego Porządku. Fajerwerki jakie zagwarantował wybuch kazały się widzom zastanowić, czy oto mają przed sobą scenę humorystyczną, romantyczną czy może raczej podniosłą. Ostatecznie jej niejednoznaczność plasuje ją w niechlubnym panteonie najgorszych scen filmu. [Suweren]

Dzieci na Canto Bight

Najmłodsi członkowie obsady Ostatniego Jedi pojawili się na dwie sceny. W czasie ucieczki Rose i Finna nie są może bardzo irytujący – to zbiórka sztampowych elementów, które po stokroć widzieliśmy w rozmaitych scenach o ubogich, wyzyskiwanych przez przeciwnika głównych bohaterów everymanów, którzy w kluczowym momencie opowiadają się po właściwej stronie. Ale niestety. Druga sekwencja z ich udziałem okazała się (przynajmniej dla mnie) maksymalnie irytująca. Po pierwsze – jak dla mnie oczywiste jest, że to była scena nakręcona jako scena po napisach. Nijak się nie komponuje, dorzucona jest wręcz na siłę. Po drugie – mimo, że szanuję pomysł pokazania tego, że legenda Rebelii i rycerzy Jedi trwa i podnosi na duchu ludzi w mroczniejszych zakamarkach galaktyki, muszę stwierdzić fatalne wykonanie tych kilkudziesięciu sekund. Jawi mi się jako kiczowate, pretensjonalne (na domiar złego – ta beznadziejna muzyka!) i kompletnie niepasujące do reszty filmu. [Vidar]

 

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook203Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Zakrza

    HA! I co?! nawet Wasz redaktor przyznaje, że ta scena z Leią była durna. Ja od samego początku twierdzę to samo: gdyby wyjaśniono, że Leia trenowała na Jedi wtedy ok, ujdzie. W przeciwnym razie nie ma ona najmniejszego sensu.

    • Jest to powszechna opinia, w mojej redakcji też. Ja natomiast z tym polemizuję na podstawie tego, co twierdziłem pod tamtymi komentarzami. A ponieważ inni tego nie czytali, to się powtórzę. Tę scenę można obronić (pod względem logicznym, to jak wygląda jest osobną kwestią), jak się zacznie ją dogłębnie analizować, jak się założy pewne rzeczy (w przypadku braku źródeł można jedynie spekulować), i jak się odbetonuje swoje spojrzenie na Moc i jej użytkowników. Filmy, a tym startowe ANH, jasno pokazują, że niektóre unikatowe jednostki, takie jak Luke, Anakin czy Rey potrafią korzystać z Mocy instynktownie i bez żadnego lub minimalnego treningu. Dlaczego Leia miałaby być inna? Anyway, nie chcę się produkować na ten temat w komentarzach, napiszę w tym temacie artykuł.

      • Zakrza

        Kluczowe słowa: „założy”, „spekulować”. Zakładasz i spekulujesz, że ta scena jest logiczna, ale jak ktoś zakłada, że jest na odwrót to to założenie odrzucasz. To ja też się powtórzę, bo nie wszyscy czytali:P

        Po co Jedi używają statków kosmicznych, skoro można sobie latać w przestrzeni kosmicznej? Dlaczego Jedi giną, skoro w obliczu zagrożenia śmierci potrafią utrzymać się przy życiu? Po co jest trening, jeśli można działać cuda tylko będąc silnym Mocą?

        A Luke, Anakin, ani Rey nigdy nie zrobili nic porównywalnego do wyczynu Lei.

        • Nie zakładam, że scena jest logiczna – ja ją tłumaczę korzystając z logiki i logicznych założeń/spekulacji, a także tego, co widzimy na ekranie, a co nie jest jasno pokazane. Szczegóły będą w artykule, który opublikuję, jak tylko przejdzie korektę. Będzie tam i o porównywalności czynów, i o treningu. Stay tuned 😉

          • Paweł

            Powiem tak: Macie rację, że istnienia tego „cudownego lotu” przez próżnię Generał Organy już nie cofniemy – ale Zakrza ma rację jeśli będziemy takie bzdury tolerować będzie ich więcej. Raczej tego nie chcemy. Sam film zresztą cierpi na masę fabularnych bzdur. Skoro zakładamy, że Leia dokonała tego cudu bo było zagrożone jej życie to jak wytłumaczyć wejście z hukiem przez zablokowane drzwi na mostku dowodzenia? Może coś mi się przywidziało ale jak dla mnie to ewidentnie był force push (a przecież Leia treningu mocy nie przeszła co argumentujecie w komentarzach).
            Kolejną przynajmniej dla mnie niewiadomą jest śmierć Luke’a – nie został fizycznie przebity przez Kylo Rena bo go tam nie ma. Więc czym jest ona spowodowana? Chyba jedynie manią reżyserów Nowej Trylogii do masowego mordowania postaci ze Starej Trylogii. O ile na śmierć pani generał liczyłem z wiadomych względów (aktorka nie żyje więc po co trzymać postać i wskrzeszać ją sztucznie poprzez CGI o ile użycie Tarkina w Łotrze 1 było zrozumiałe tak zarówno epizod IX jak i VIII były jeszcze w miarę elastyczne) a tak jest kicha – postać, która cudownie przeżyła w kosmicznej próżni zniknie ze sceny bo tak! Oczywiście ktoś powie – przecież mogą ją uśmiercić w książce czy w komiksie. Zgadza się – tylko jaki procent osób oglądających filmy czyta również książki i czy te książki będą dostępne przed wejściem epizodu IX do kin? To tyle z mojej strony.

          • Josh

            Drzwi zostały zwyczajnie wysadzone. Luke poświecił się, zabiła go projekcja mocy na taka skale. W filmie jest o tym mowa w jednej ze scen gdy Kylo po raz pierwszy porozumiewa się z Rey pyta się jej czy ona tu jest po czym stwierdza, ze to niemożliwe bo to by ja zabiło

          • Paweł

            Film widziałem raz i utkwiła mi w głowie scena: Leia stojąca w drzwiach z wyciągniętą ręką – możliwe, że mi się przywidziało. Chętnie to sprawdzę jak będę miał płytkę w domu na spokojnie.

          • Josh

            W jednej ręce trzyma pistolet a w drugiej laskę. Przywidziało Ci się, ale najlepiej jak sam to sprawdzisz

        • Błażej Wyka

          Prawie się nie wypowiadam w internecie, bo to zwykle źle się kończy, ale zaryzykuję, bo zdanie mam podobne, jak Nadiru i uważam, że należy je promować. :’)

          Odpowiem Ci jednak na Twoje pytanie.
          Po co Jedi używają statków kosmicznych, skoro można sobie latać w przestrzeni kosmicznej?
          Bo korzystanie z Mocy jest wyczerpujące i nie można tego robić nieustannie. Poza tym statki kosmiczne są wygodne, po prostu :’) No i nie zapominajmy, opierając się tylko na tej scenie i odrzucając wszystko co wiemy z Legend, to było raptem parę, paręnaście sekund. Trudno tu mówić o „lataniu w przestrzeni kosmicznej” ot tak sobie. Raczej o desperackim wyczynie.

          Dlaczego Jedi giną, skoro w obliczu zagrożenia śmierci potrafią utrzymać się przy życiu?
          Zapewne odnosisz się tylko do tych Jedi, którzy giną w przestrzeni kosmicznej. Mimo, iż wcześniej czepiasz się zakładania przez Nadiru czegokolwiek to pozwolę sobie założyć, że uwzględniłeś w swoich rozważaniach wszelkie inne przypadki, jak przebicie mieczem, postrzał z blastera, zgniecenie, zmiażdżenie etc. i skupiłeś się jedynie na tym konkretnym rodzaju śmierci.
          A zatem giną, bo nie są tak potężni jak Leia. Nawet wyszkoleni. Odrzucając ten argument. Giną, bo okoliczności ich śmierci są inne (przebicie, posiekanie etc. przez odłamki myśliwca – wiele różnych czynników). Leia miała kupę szczęścia w tym momencie, plus zadziałał instynkt i Moc, o której bardzo niewiele wiemy (wiedza z Legend jest już nieaktualna, być może teraz Moc działa zupełnie inaczej?).

          Po co jest trening, jeśli można działać cuda tylko będąc silnym Mocą?
          Najprościej, by móc te cuda czynić świadomie w momentach, w których się tego chce. Następnie, nie każdy jest silny Mocą. Kolejno by poznać Moc, zrozumieć ją, nauczyć się nad nią panować (to w sumie powtórzenie pierwszego argumentu, jednak rozszerzony… na wszelki wypadek ;)). I w końcu trening Jedi to nie tylko Moc, a nawet nie miecze świetlne, to znacznie więcej :’)

          „A Luke, Anakin, ani Rey nigdy nie zrobili nic porównywalnego do wyczynu Lei.”
          Jeszcze tylko z tym lekko spróbuję polemizować, bo wydaje mi się, że nie doceniasz wyczynów Luke’a, Anakina i Rey (jak na ironię).
          Luke, chłopak rolnik, który owszem był świetnym pilotem, trafił w maleńki otwór (niestety nie pamiętam dokładnej wielkości, a znalezienie zajmuje mi już ponad 10 sekund, więc odpuszczę dokładność) z pojazdu, którego maksymalna prędkość to 1.050 km/h. Załóżmy, że osiągnął połowę tej prędkości podczas ataku. Miał wyłączone systemy celownicze. Zrobił to na czuja. I trafił. Pierwszy strzał, trafienie precyzyjne.
          Z systemami celowniczymi nie dokonał tego Garven Dreis, dowódca „czerwonych”. Wydaje mi się, że takim dowódcą nie zostaje się za nic. Że trzeba być na prawdę dobrym… Ale oczywiście, jak zawsze mogę się mylić :’)
          W każdym razie… Taki strzał to na prawdę jeden na milion. A może i więcej… Jak dla mnie to znacznie większy wyczyn niż Lei z TLJ. Choć może mniej efektowny/efekciarski ;’)

          Anakin jako 10 letni chłopiec prowadził pojazd, który rozwija prędkości rzędu 950 km/h. To jest coś niesamowitego, nie wiem czy nie potężniejszego od wyczynu Lei. Taki refleks… Dlaczego każdy z nas nie prowadzi bolidu F1, który – w porównaniu do podracerów – rozwija skromne 300-350 km/h? Bo do tego potrzebny jest niesamowity refleks i masa innych umiejętności. A skoro porównujemy świat Gwiezdnych Wojen do naszego to porównujmy wszystko. Anakin jako 10 latek prowadził pojazd, który rozwija prędkość 3 razy większą niż prędkość bolidu F1. Podczas tego wyścigu działo się wiele innych rzeczy (spadki mocy silników, odpięcie się zaczepów, lot z toru awaryjnego) i to również był w stanie ogarnąć. Co więcej… Wygrał ten wyścig. Człowiek. Ten czyn to dla mnie coś niesamowitego.
          Zwłaszcza, gdy pomyślę o tych wszystkich biednych ludziach, którzy tracą panowanie nad samochodem przy prędkościach rzędu 60-100 km/h i giną, bo nie reagują dostatecznie szybko i odpowiednio.
          Znów znacznie większe wyzwanie niż to co zrobiła Leia. Choć tu akurat ciężko zarzucić mniejszą efektowność ;’)

          Na Rey wielu psioczyło po Przebudzeniu Mocy. Oj ile było lamentów o przekonanie szturmowca do wypuszczenia jej, pilotowanie Sokoła w tak trudnych warunkach, idealne zamknięcie grodzi w czasie ucieczki przed Rathtarami, oparciu się włamaniu się do umysłu, walce i pokonaniu Kylo Rena. Jak to możliwe, że dziewczyna znikąd potrafi tak wiele?!
          Ano potrafi. Ano nie wiemy czemu. Ale czy to powód do bicia piany i wylewania swojej frustracji i złości?
          Prawdopodobnie kiedyś się dowiemy. Być może z filmów. Być może z książek lub komisków.

          Spróbuj, dla eksperymenty, obejrzeć wszystkie filmy z założeniem, że nie wiesz kompletnie nic o Gwiezdnych Wojnach. Nic nie czytałeś, nic nie słyszałeś. Znajdziesz masę głupot, nielogiczności, niedociągnięć, przegięć, braku sensu, niewyjaśnionych rzeczy…

          Bo to jest piękne w Gwiezdnych Wojnach one są tajemnicze i niewyjaśnione. Dzięki temu sami możemy sobie tworzyć swoje teorie jak coś działa, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Polecam tu na przykład wspaniały artykuł o fizyce w Gwiezdnych Wojnach, który znajdziesz w tym portalu. Gdzie w filmach było to wyjaśnione? No nigdzie właśnie. I tak, można na to przymknąć oko bo to pierdoły, a to co zrobiła Leia to jest coś… Ale właściwie dlaczego? To też nielogiczność, to też brak sensu. Innego kalibru, ok…
          Ale czy na prawdę warto bić pianę, psioczyć, narzekać, kląć i złorzeczyć, bo czegoś nie rozumiemy, bo coś zostało zrobione inaczej niż nam się wydawało, bądź wydaje, że powinno być zrobione? Że nie trzyma się do końca kupy?
          (Nie piję teraz personalnie do Ciebie, ten post może przeczytać wielu zatem mam nadzieję, że każdy czytelnik się nad tym zastanowi).

          Gwiezdne Wojny to wspaniały świat, który kochamy, i na którym nam zależy. Inaczej by nas tu nie było. Cieszmy się więc z tego, że są kolejne części, kolejne książki, komiksy… Że ten świat żyje. Oburzajmy się, gdy coś się nie trzyma kupy, pewnie… Ale nie warto toczyć o to świętą wojnę, bo niektórych rzeczy się nie zmieni, nie cofnie. Tak już jest. To jest kanoniczne. I trzeba się z tym pogodzić.
          Też miałem początkowo takie „WTF?! JAK ONA…?”. Ale wystarczy mi pierdołowate wyjaśnienie „Jest Skywalkerem. Oni już tak mają” i wszystko jest na miejscu. Bo kocham ten świat i nie chcę sobie tej miłości psuć aspektami, na których zmianę nie mam żadnego wpływu.

          Jak pięknie napisał Mrożek w Tangu „Nie można nienawidzić tego, co konieczne. Trzeba polubić.”

          Pozdrawiam serdecznie i życzę czerpania, jak największej przyjemności z obcowania z tym niesamowitym uniwersum.

          PS. Posiłkowałem się oczywiście Wookieepedią w aspektach technicznych ;’) Nie posiadam tej encyklopedycznej wiedzy o Star Wars, ale na potrzeby dokładnego wyłożenia swojego punktu widzenia postanowiłem przyłożyć się do argumentacji :’)

          PS2. Dopiero po opublikowaniu zobaczyłem, jak bardzo się rozpisałem… Ugh… Potok myśli płynął szybko i niespodziewanie przerodził się w mini felieton ^^’ Mam nadzieję, że to nie odstraszy za bardzo ;’)

          • Zakrza

            Wyborcze argumenty. Dopasowujecie wszystko do swojej teorii.

            Kiedy twierdzę, że Moc nie pozwala na takie rzeczy jak zrobiła Leia to upieracie się, że to, że nie pokazali, tego w innych filmach nie znaczy, że tak nie można. Ale jednocześnie negujecie wykorzystanie Mocy w innych sytuacjach. Idąc waszą logiką Moc pozwala na Zmartwychwstania, klonowanie siebie i innych, zmianę rozmiaru, niszczenie i tworzenie całych wszechświatów, podróże w czasie. Bo to, że tego nie pokazano w poprzednich filmach nie znaczy, że to niemożliwe 😀

            Dlaczego nie pokazano rzeczy takiej jaką zrobiła Leia wcześniej? Odpowiedź jest prosta : bo to bzdura wymyślona na potrzeby tego miernego filmu.

            Ok, w takim razie po co Jedi jakiekolwiek skafandry czy coś takiego? Przecież przez kilkanaście sekund można spokojnie przeżyć w przestrzeni kosmicznej. I to jeszcze latając.

            Aha. Czyli wystarczy być silnym Mocą, żeby działać cuda. Cała teoria o Jedi i Sithach właśnie legla w gruzach.

            „Najprościej, by móc te cuda czynić świadomie w momentach, w których się tego chce.”
            Jaka jest różnica między świadomym, a nieswiadomym ratowaniem sobie życia. – hej, jesteś silny Mocą. Bez treningu będziesz mógł przeżyć w przestrzeni kosmicznej. Ale lepiej wstąp do Zakonu i przejdź ascetyczny trening z miliardem zakazów, trwający kilkanaście lat, wtedy będziesz to robił świadomie!

            Luke wiedział dużo o Jedi, a miecz dostał jeszcze na Tatooine. Wiadomo też, że trenował na Sokole. Proszę mi podać źródła, które mówią o jakimkolwiek treningu Lei. I będę się upierał, że przeżycie w przestrzeni kosmicznej + jednoczesne poruszanie się w niej to większe osiągnięcie niż strzał jeden na milion. Podobnie jak refleks. Nawet w naszym świecie są ludzie o niesamowitym refleksie. A ilu ludzi w naszym świecie potrafi latać w próżni?

            Rey większość rzeczy związanych z Mocą zrobiła po swoich wizjach, wskazówkach Maz, itp. No i wiadomo, że wiedziała co nieco o Jedi od dawna. Proszę o źródła mówiące o jakimkolwiek pojęciu Lei. Bez nich wszystko to jedynie Wasze insynuacje, które w żaden sposób nie są lepsze od moich (że Leia nie umie w Moc).

          • Błażej Wyka

            Nie będę Ci szukał niczego, nie będę przytaczał dokładnych cytatów. Jeśli wolisz się oburzać i bulwersować, i obrzydzać sobie to uniwersum, proszę bardzo. To twoja decyzja, do której masz pełne prawo :’)

            Ale tego co widziałeś już nie zmienisz. Na zawsze będzie to w kanonie. Tak Leia przetrwała wyssanie z mostka i pobyt w próżni kosmicznej i leci niczym Superman ponownie na okręt, dzięki czemu przeżywa.
            Albo się z tym pogodzisz, albo będziesz bardzo nieszczęśliwy za każdym razem, gdy tylko o tym usłyszysz :’) Bo zmienić tego już na pewno nie zmienisz :’)

            Wyraziłem jedynie swoją opinię mając nadzieję, że pozwoli komuś spojrzeć na poruszoną problematykę z innej strony. Tobie, być może komuś innemu, kto przeczyta tę dyskusję. Broń Mocy nie mam zamiaru walczyć o swoja rację i przekonywać do niej kogokolwiek. Jest mi to zupełnie zbędne, niepotrzebne.
            Zatem życzę raz jeszcze tego samego co poprzednio :’)

          • Zakrza

            Uniwersum to mi obrzydził Rian Johnson, a nie ja sam.

            To, że lubię Star Wars nie znaczy, że mam się godzić z wszystkimi durnotami jakie wymyślają twórcy.

          • Daniel Szymon

            Akurat już mieliśmy Jedi w kosmosie. Dwa razy.
            W serialu „Wojny klonów”: https://www.youtube.com/watch?v=tLU6kM9KNCA
            W serialu „Rebelianci”: https://www.youtube.com/watch?v=JZTZQgBKGKg
            Plo Koon przeżył w przestrzeni kosmicznej dosyć długo, dzięki masce. Kanan Jarrus krótko, ale szybko wrócił. Dla Jedi było to więc możliwe. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że obaj panowie niezbyt się przy tym spocili. 😉

            Wydaje mi się też, że używanie skafandrów jest po prostu bezpieczniejsze. Jedi nie byli pozerami, narażali swoje życie, kiedy było to konieczne.

            Informacje o treningu Leii pojawiają się w „Więzach krwi” Claudii Gray, ale jest tam powiedziane, że Luke pokazał jej podstawy podstaw i w związku z tym używanie Mocy nawet w małym stopniu było dla niej trudne. Właśnie dlatego Rian Johnson postanowił dać do filmu scenę, w której księżniczka znajduje się w sytuacji ekstremalnej. Bo chciał przedstawić, jak wykorzystuje Moc, ale ponieważ nie miała wyćwiczonych zdolności, pokazał moment, w którym działa całkowicie instynktownie, wykorzystując potencjał, jaki całe życie w sobie nosiła.

          • Zakrza

            W dyskusji z Nadiru kilkukrotnie prosiłem mi o podanie jakichś przypadków gdy ktoś przeżył w przestrzeni kosmicznej. Oglądam oba seriale, ale nie pamiętałem tych sytuacji. Dopiero gdy przypomniałeś mi te dwie sceny przypomniałem sobie mojego facepalma kiedy widziałem tę sytuację z Kananem.

            Ok, zatem punkt dla Was. W przestrzeni kosmicznej da się przeżyć jeśli jest się użytkownikiem Mocy. Tyle, że Plo-Koon i Kanan to kilka leveli wyżej we władaniu Mocą. Poza tym jeśli filmy mają teraz brać przykład z tych pożal się Boże serialików to chyba faktycznie dam sobie spokój z całym Gwiezdnymi Wojnami.

            „Więzów krwi” nie czytałem. Jedni mówią, że jest tam powiedziane, że treningu nie przeszła, teraz Ty piszesz, że jakichś tam podstaw Luke ją nauczył. Pytani czy latanie w kosmosie to podstawy 😀

          • Daniel Szymon

            Właściwie, to przyjmuje się, że człowiek może przeżyć w przestrzeni kosmicznej do dwóch minut. Wbrew temu, do czego przyzwyczaiły nas filmy, osoba wystawiona na działanie próżni nie zamarzłaby w ciągu sekundy, ani nie rozpadłaby się na kawałki. Po prostu udusiłaby się z braku tlenu (chyba że miałaby płuca wypełnione powietrzem, wtedy te by pękły), a dopiero potem jej ciało przyjęłoby temperaturę, w której praktycznie nie następuje rozkład.
            https://m51.pl/astronautyka/co-sie-stanie-z-czlowiekiem-przebywajacym-w-prozni-kosmicznej-bez-kombinezonu
            https://www.crazynauka.pl/czlowiek-ktory-przezyl-w-prozni-jak-to-naprawde-wyglada/

            Przytoczę jeszcze słowa Riana Johnsona:
            „Powtarzała mi [Kathleen Kennedy], że Leia jest Skywalkerem, że Luke powiedział jej >>ty też masz ten potencjał<<. Ukazanie w praktyce, jak ona faktycznie używa tych swoich umiejętności wydawało mi się czymś niezwykle emocjonującym. Podobał mi się pomysł, że to wszystko polega na kwestii instynktu. To takie działanie na zasadzie rodziców brzdąców uwięzionych pod samochodami, którzy zyskują na chwilę siłę Hulka, by ich uwolnić. U Lei to był taki moment, w którym ona pokazała, że jeszcze się nie poddała, nie przestała walczyć. I niczym tonąca, która stara się wrócić na powierzchnię, po raz pierwszy zamanifestowała tak otwarcie swój potencjał."

          • Zakrza

            Tak, czytałem.

            Jeśli odwołujemy się do naszego świata to warto zauważyć, że te same naukowe źródła podają, że przytomność straciłoby się już po kilkunastu sekundach z powodu braku tlenu. Leia została wypchnięta ze statku, w takich sytuacjach raczej się wydaje jakiś okrzyk, syk, cokolwiek, więc myślę, że śmiało można założyć, że Leia powietrza w płucach nie miała. Brak powietrza = brak przytomności. No chyba, że za pomocą Mocy utrzymywała przytomność. Pamiętajmy jednak, że musiała też za pomocą Mocy chronić swoje płuca przed eksplozją, dbać o prawidłową pracę serca i jeszcze przy tym lewitować! Śmiem twierdzić, że wykonywanie kilku czynności na raz, z pomocą Mocy jest trudne.

            Co do Johnsona to czytałem wiele jego wypowiedzi. Moim zdaniem koleś nie błyszczy inteligencją, a do tego kompletnie nie czuje świata SW. Mieć potencjał, a go wykorzystać to dwie różne sprawy. Jeśli biegacz ma potencjał, żeby być rekordzistą świata, ale nie trenuje, prowadzi niesportowy tryb życia itp. to w obliczu zagrożenia życia on nie stanie się tym rekordzistą. Adrenalina sprawi, że będzie biegł szybciej niż zazwyczaj, ale do rekordu zabraknie mu bardzo wiele. Tak samo gdyby Leia użyła Mocy, żeby rzucić jakimś przedmiotem byłoby ok. Ale całkowita kontrola nad wieloma czynnościami swojego ciała, bez powietrza, i do tego dryfowanie. Szacun.

            Nie sądzę, żeby ten przykład był adekwatny. Sytuacja, o której pisze reżyser mogłaby się przydarzyć każdemu. To nie jest „siła Hulka”. To jest normalna siła mięśni. Tyle, że adrenalina i inne hormony i enzymy w organizmie sprawiają, że tę siłę mięśni można wykorzystać szybciej i sprawniej, powodują, że nie czuje się bólu, zmęczenia itp. Czy to można porównać do posługiwania się jakąś mistyczną Mocą? Czy każda istota w świecie SW jest w stanie zrobić to samo co Leia jeśli wyleci w próżnię? No chyba nie.

          • Viktor Hark

            Ale jedyne co zrobiła Leia to zwyczajnie przyciągnięcie się do statku. Przecież używanie mocy w charakterze telekinezy jest de facto wizytówką tego fenomenu. A tych twoich wyssanych z palca przykładów nie pokazano w żadnym filmie więc nie mam pojęcia o co ci chodzi.

            Dlaczego imperator użył Force Lightning dopiero w Return of the Jedi? Odpowiedź jest prosta : bo to bzdura wymyślona na potrzeby tego miernego filmu. – tyle wart ten twój argument. Gdyby twórcy serii mięli twoją mentalność to byśmy mielili różnego rodzaju kopie A New Hope po dziś dzień bo przecież „Manipulacja przedmiotami na odległość? Absurd, wcześniej tego nie było!”

            Sam sobie odpowiedziałeś. Kilkanaście sekund to dosyć krótko a poza tym w dwóch z trzech zarejestrowanych przypadków(dotyczących ludzi) po tym całym szybowaniu osoby te były w raczej marnym stanie(Leia na skraju śmierci).

            Niby czego legła w gruzach? „Wystarczy” być silnym mocą? Tak samo jak „wystarczy” w kilka godzin przeczytać podręcznik do fizyki kwantowej żeby ją w pełni zrozumieć albo „wystarczy” skreślić kilka odpowiednich liczb w totka by zostać milionerem.

            Źródła mówiące o treningu Lei? Jest taka jedna scena w The Last Jedi w której Leia, używając mocy frunie przez próżnię wśród szczątków zniszczonego mostku okrętu by ratować swoje życie. Moja pierwsza myśl to było „Ok, debilnie to wygląda ale przynajmniej wiem że ktoś przez te wszystkie lata dzielące trylogie nie próżnował i nauczył się czegoś nowego”.

            Strasznie psioczę ostatnimi czasy na wszystkie gry, filmy i książki w których autorzy mają palącą potrzebę by broń Boże nie zostawić widza z pytaniami, żeby nie musiał używać tej szarej papki między uszami i żeby wszystko było podane na tacy. A potem widzę jak wiele jest komentarzy tego typu i stwierdzam: jaki oni właściwie mają wybór?

          • Dzięki za głos wsparcia 🙂 Właśnie o to mi chodziło – i doskonale rozwinąłeś to, co miałem na myśli o wyczynach Luke’a, Anakina i Rey. Ja jeszcze w niedzielę w moim artykule dopiszę kilka rzeczy na temat sceny z Leią, ale Ty też to znakomicie ująłeś 🙂

          • Błażej Wyka

            Czekam w takim razie z niecierpliwością na ten artykuł :’)
            Odwalacie tu bardzo zacną robotę i zawsze z przyjemnością czytam wasze prace. A Twoje szczególnie, gdyż podejście jakie pokazujesz powinno być, moim zdaniem oczywiście, podejściem każdego fana. Pięknie ujęta fascynacja uniwersum, bardzo rzetelnie prowadzona myśl w każdym artykule, otwarta głowa na każdą możliwą interpretacje… Dobra to nie miejsce na takie słowa ^^’
            Choć jak już raz na X miesięcy napisałem coś w internecie to warto tę okazję wykorzystać ^^

            Dziękuję wszystkim zaangażowanym w rozwój SWEX, jak i całego fandomu Star Wars. Szerzmy nauki Mocy! ^^’ Dyskutujmy, nie kłóćmy się ;’)

            Pozdrawiam ciepło i serdecznie :’)

          • M.T.

            Na pewno pozytywnym skutkiem tych dyskusji, nawet ostrych jest ruch na stronie i w sumie nawet jeśli robi się lekko konfliktowo to i tak dobrze, bo to oznacza, że jest odzew i publikacje nie pozostawiają bywalców obojętnymi, wręcz przeciwnie, spełniają swoją rolę pobudzając do wymiany argumentów, bo smutne jest publikowanie tekstów, jeśli reakcji brak 😉

          • Błażej Wyka

            Prawda, prawda. Ciężko odmówić Ci racji :’)
            W sumie bardzo dobrze, że wiele kwestii wywołuje tak skrajne emocje. Bylebyśmy byli wstanie dyskutować na poziomie, merytorycznie i nie zamykać się w swoich wizjach świata na cztery albo i więcej spustów :’)

        • Dawid Leszczyński

          To nie było latanie a użycie prawdopodobnie Force Pulla, w uniwersum odchodziły już większe rzeczy a uniwersum to nie tylko filmy, więc przykro mi ale twój argument jest inwalidą, już w KotOR2 można było przeżyć dzięki mocy bez oddechu w jednej lokacji na Naar Shadaa. Po drugie twierdzisz że możliwe jest strzelanie piorunami z palców ale przeżycie w kosmosie już nie bardzo? Przestać oglądać filmy Sci Fi bo widać to nie gatunek dla ciebie.

          • Dawid Leszczyński

            Świetne argumenty i rozbudowana opinia. Widać że dyskusja z twoją osobą ma taki sam sens jak z betonem. :]

          • Koniec tego, Zakrza. Moja tolerancja na Twoje obraźliwe zachowanie właśnie się skończyła. Mnie możesz sobie obrażać do woli, po mnie to spływa jak po kaczce, ale nie będziesz tu już obrażać nikogo więcej. Każdy kolejny Twój post choćby z odrobinką czegoś podobnego będzie kasowany.

    • Mateusz Patalan

      Jeżeli chodzi o wizualny aspekt – owszem było tragicznie.
      Ale pamiętajmy, że to uniwersum raczej nie ma wiele wspólnego z realizmem. I takie zaklinanie się: „Ta scena nie ma sensu, bo jest nierealistyczna!” całkowicie mija się z celem.

      Moim zdaniem pokazuję ona potęgę Lei. I jest potrzebna.

      • Zakrza

        To chyba odpowiadasz nie temu gościowi co chciałeś, bo nigdy nie pisałem, że ta scena jest bez sensu z powodu braku realizmu. Ta scena jest bez sensu z punktu widzenia świata Star Wars (z naszego tym bardziej).

        • Viktor Hark

          Ale skoro użyła mocy to logiczne jest że ktoś ją tego nauczył.

          • Zakrza

            To teraz będziemy domyślać się fabuły na zasadzie założeń? Jak wyskoczy żywy Obi-Wam to napiszesz: „Ale skoro żyje to logiczne, że zmartwychwstał”? A jak Rey zacznie strzelać promieniami z oczu to przeczytam: „Ale skoro strzela promieniami z oczu to logiczne, że to potrafiła od samego początku”?

            Nawet psychofan filmu Nadiru, który tak zaciekle broni tej sceny przyznał, że w książce „Więzy krwi” jest wprost napisane, że Leia NIE przeszła treningu Jedi. Książka jest kanoniczna. Dlaczego Leia nie użyła Mocy w „Przebudzniu Mocy”? Myślę, że miałaby kilka okazji, kiedy to by się przydało. Dlaczego w obu filmach mówi się o tym, że Luke miał uczniów, których Kylo zabił albo przekonał do przejścia na Ciemną Stronę? Leia żyje i nie jest po Ciemnej Stronie, prawda? W książkowej Trylogii Aftermath, która ma być pomostem pomiędzy OT, a „Przebudzeniem Mocy”, a w której pojawia się Leia też jakoś nikt nie wspomina o jej treningu. Jeszcze inną przesłanką, która może wskazywać na brak treningu na Jedi jest to, że Leia ma męża i dzieci (w starym kanonie nowi Jedi mogli je posiadać, w nowym nie ma ani słowa). To serio za mało, żeby wywnioskować, że Leia NIE trenowała? Dlatego tak, oczekuję łopatologicznego pokazania, że jednak trenowała. I dlatego tę scenę uważam za bezsensowną. Jeśli kolejny film to w logiczny sposób wytłumaczy, wtedy zapewniam, że zmienię zdanie o tej scenie. Ale póki co mam opinię jaką mam.

            Dla mnie ta scena próbuje na siłę zszokować widza. Podobnie jak Luke wyrzucający miecz (wszyscy spodziewali się, że będzie trenował Rey), zabicie Snoke’a, odkrycie kima są rodzice Rey, iluzja Luke’a i jeszcze kilka innych rzeczy. Moim zdaniem reżyser przedobrzył z próbą szokowania (a także z „humorem”, długością filmu i tymi wszystkimi lewacko-ekologiczno-równościowymi bzdurami).

    • Dawid Leszczyński

      Kolejny, potrzebujesz mieć wszystko wyłożone na stole? Ciężko interpretować rozumiem pewne rzeczy 🙂 Jeśli piszesz że coś nie miało sensu w SW to nie wiesz o czym mówisz to jest uniwersum SF, chcesz realizmu idz na dokument do kina. W tym uniwersum było wiele rzeczy cięższego kalibru, wiesz czym jest bitewna medytacja chociażby? Pewnie nie bo zapewne jesteś osobą która się wypowiada a nie ma pojęcia o samym uniwersum oraz kanonie. Wysunę prosty logiczny wniosek, te filmy nie są dla ciebie.

  • M.T.

    Mi osobiście najbardziej nie przypasowała scena z Leią. Pomijam już aspekt wizualny, który no ciut średnio wyszedł. Głównie liczyłem, że śmierć Lei(bo że dokona żywota, to raczej pewne) nastąpi w momencie, w którym została wessana w próżnię, podobnie jak na liczyłem na to, że ten strzał odda Kylo, co fajnie wpisałoby się w decyzje, jakie podejmował. Bardziej logiczny stałby się też punkt widzenia Luke’a na to, że dla siostrzeńca nie ma już nadziei.

  • Michał Dołharz

    Ostatnio śmiałem się z pewnej osoby, która stwierdziła, że TLJ jest dla „inteligentniejszej” części widowni, a teraz widzę jak ludzie potrzebują mieć powiedziane, że Leia umie korzystać z mocy. Użyła jej? I co z tego, powinno być powiedziane że ćwiczyła, przecież to, że jej użyła nic nie znaczy.

    • Dawid Leszczyński

      Osoba z której się śmiała miała rację, w twoim wywodzie nie ma ani ładu ani składu ani logiki. Naucz się formułować logiczną formę wypowiedzi a potem się wypowiadaj o inteligencji 🙂 Córka Vadera nie potrzebuje niczego ćwiczyć, w SW takie rzeczy nigdy nie miały dużej logiki, Anakin posługiwał się mocą bez treningu na Tatooine chociażby wspomagając nią talent do reperowania i konstruowania oraz ścigania się, Luke bez większego treningu był w stanie pokonać Vadera. Czepianie się tego typu rzeczy jest właśnie oznaką ujemnej inteligencji.

      • Michał Dołharz

        No i czemu tak niemiło. Ponoć ironia jest bronią ludzi inteligentnych. Przeczytaj co napisałem jeszcze raz, ale właśnie przez pryzmat ironii. Zrozumiesz, że właśnie wyśmiałem argument ludzi na bezsensowność tej sceny, który zakłada, że skoro Leia nic nie ćwiczyła (bo nikt nie mówi że tak było) to dlaczego teraz prawie perfekcyjnie się nią posłużyła.

        • Dawid Leszczyński

          Przykro mi twoja pierwsza wypowiedz nie ma ani rąk ani nóg. Argumenty masz podane wyżej, nie ustosunkowałeś się do żadnego, nie potrafisz nawet czytać ze zrozumieniem więc za ironię się nie bierz. 🙂 Tyle z mojej strony.

  • Grochu

    Najgorsza scena tego filmu jest od 00:00:01 do 02:30:00, najlepsza to napisy końcowe.

  • Wooki3

    Widzę, że w komentarzach rozgorzała gównoburza na temat Lei w kosmosie. Strach pomyśleć co będzie gdy opublikujecie coś o Luku. Chętnie porównałbym ze swoim materiałem: https://youtu.be/I-sdi4oZtg4

  • Adam Grochocki

    https://uploads.disquscdn.com/images/7607812310b98e3d2e3d179264c8b06f10c01b5e93ef9094fe03fc0c179e0cd3.jpg mam pytanie czy szturmowcy . w tej scenie są w próżni bo widze ze sa w normalnym stroju szturmowca

  • Karmena

    Ogólnie się zgadzam z zestawieniem, choć sama wykreśliłabym z niego sceny z Leią i z dziećmi.
    Scena z Leią jest zrobiona tak sobie, i przede wszystkim dziwi, że nikt się nie zdziwił. Poe, Connix i chyba ktoś jeszcze po prostu wciągają Leię do środka i tyle, zero zdziwienia. A przecież taki pokaz Mocy to coś 🙂 Ale do samego pomysłu na scenę nic nie mam. Leia też jest potężna Mocą i miło widzieć, jak się nią posługuje.
    Scena z dziećmi sympatyczna – widać, że poświęcenie Luke’a nie poszło na marne i jego legenda będzie dawać innym siłę. Do tego ten mały chyba posługuje się Mocą, miło widzieć, że w sequelach potrafi to ktoś poza głównymi bohaterami 🙂