Recenzja „Zaginionych słońc”

Recenzja ta została pierwotnie opublikowana w grudniu 2011 roku – przypominamy ją w ramach projektu Kompendium Legend.

Grudniowy numer kwartalnika Star Wars Komiks Extra przedstawia historię powiązaną z wydarzeniami z gry The Old Republic. Na Zaginione słońca składa się pięć zeszytów tworzących jedną spójną historię republikańskiego agenta o imieniu Theron Shan. Jest to chronologicznie trzecia seria należąca do komiksowej serii The Old Republic, ale w Polsce wydano ją jako pierwszą i zarazem jedyną.

Pierwszym negatywem natychmiast rzucającym się w oczy jest okładka. Rozumiem, że polskie wydanie komiksu ma spełniać rolę reklamy dla gry, ale mimo wszystko muszę zaznaczyć, że oprawa powinna mieć więcej wspólnego z zawartością. Jeśli ktoś jest nieobeznany z marką i nie zagłębia się w nią na tyle, aby wiedzieć, co przedstawia ten komiks, okładka może wprowadzić go w duży błąd. Zresztą będąc już w tematyce reklamy, w środku znajdziemy całkiem przyjemny artykuł wprowadzający czytelnika w czasy Starej Republiki. Dla niezorientowanych w tematyce z pewnością będzie to duże ułatwienie, służące zrozumieniu sytuacji panującej w galaktyce.

Nieoryginalna fabuła i schematyczne postacie

Niestety fabuła nie powala. Po całkiem ciekawym rozpoczęciu, zapowiadającym ciekawą akcję, dostaliśmy to, co zawsze. Tajna broń oraz trzy, całkowicie różniące się od siebie charakterem postacie, zmuszone do wykonania praktycznie samobójczej misji? Brzmi trochę za bardzo znajomo. Jeśli ktoś spodziewał się po Zaginionych słońcach oryginalności, srogo się zawiedzie.

Postacie są schematyczne i nie przekonują do siebie. Zresztą rola niektórych z nich, jak Satele Shan, aż woła o pomstę. Mam wrażenie, że jak na te niewiele ponad sto stron, najzwyczajniej zabrakło miejsca do ich dokładnego określenia. Doprowadza to do sytuacji, w której nie dbamy o to, co się z nimi stanie i nie mamy najmniejszej motywacji, aby zobaczyć jak potoczy się ich los. Myślę, iż starano się przekazać zbyt wiele treści, przez co czytelnik gubi się w tym motłochu. Czytając ten komiks czułem się tak, jakbym miał do czynienia z pijakiem. Bełkotliwe przedstawianie sytuacji i wybieranie do tego celu niezbyt trafionych momentów akcji, to w Zaginionych słońcach norma.

Takie sobie rysunki dopełniają średniej całości

Do szaty graficznej również mam sporo zastrzeżeń. Poziom kadrów bardzo się od siebie różni. Chociaż same postacie zostały stworzone całkiem znośnie, to otoczeniu brakuje szczegółowości i charakterystyczności. W komiksie widzimy wiele miejsc, ale w sumie gdyby nie zostało wyraźnie napisane, gdzie obecnie tkwią bohaterowie, to raczej sam bym do tego nie doszedł. Dodatkowo dochodzi jeszcze dziwne rozłożenie kolorów na niektórych kadrach. Nie można jednak powiedzieć, że sytuacja jest całkowicie tragiczna, gdyż większa część komiksu jest utrzymana na przyzwoitym poziomie.

Reasumując, Zaginione słońca to pozycja bardzo średnia. Jeśli ktoś szuka czegoś nowego i niepowtarzalnego, niech nawet nie próbuje sięgać po ten tytuł. Ciężko jest mi go również polecić wszystkim, szukającym i pragnącym poszerzyć swą wiedzę na temat Starej Republiki, gdyż w tej strefie o wiele lepsze są książki. Jedynie ci, którzy chcą dowiedzieć się nieco więcej o rodzinie Shan, mogą poczuć się po lekturze zadowoleni. Ja akurat do tej grupy nie należałem.

Share on Facebook43Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone