Czy sceny w Canto Bight były zbędne?

Spotkałem się z licznymi opiniami mówiącymi, że scena ukazująca kasyno w mieście Canto Bight była dla fabuły Ostatniego Jedi zbędna. Nie była. Stała się bardzo istotna dla tego, jak postrzegamy galaktykę jako całość.

Od Gwiezdnych wojen oczekujemy, że pokażą nam nie tylko główne wydarzenia, ale też wszechświat jako taki, stąd też sławna scena w kantynie w Mos Eisley. Po raz pierwszy wtedy zobaczyliśmy, że galaktyka zapełnia całe mnóstwo istot, a każda z nich ma swoje sprawy. Podobnie było w przypadku Łotra 1 pokazującego nam Rebelię, która nie jest szlachetna i pełna ideałów, a raczej składa się z niezależnych grup, w zasadzie tylko cudem trzymających się “w kupie” i nie tworzących zorganizowanego organizmu. Co więcej nawet – niektóre jej komórki przypominają wręcz dżihadystów! Już takie pokazanie buntowników było dość odważne, ale scena w kasynie w Ostatnim Jedi będzie jeszcze mocniejsza, gdy tylko ją zrozumiemy.


Scena jest wstrząsająca

Musimy zdać sobie sprawę z jednego faktu: autorzy filmu właśnie zagrali na nosie wielkiemu konfliktowi pomiędzy jasną i ciemną stroną reprezentowaną przez Ruch Oporu i Najwyższy Porządek. Postacie siedzące w kasynie, oddające się zabawie i traceniu (lub zarabianiu) grubych milionów kredytów, mają gdzieś konflikt toczący się na drugim końcu galaktyki. Niezależnie od tego kto wygra, ich życie nie kończy się (przynajmniej na razie), a dzięki wojnie zarobią jeszcze więcej.

Scena w kasynie kojarzy mi się ze słynną “operową” sceną w Zemście Sithów. Tam też trwała wielka galaktyczna wojna, Anakin przeżywał katusze skrywanej miłości, a bogacze z planety Coruscant oglądają kosmiczny balet. To na tym tle odbywa się jedna z najważniejszych rozmów pomiędzy młodym Skywalkerem a Palpatine’em, w której skrywający swoją tożsamość Sith wyjawia własną wiedzę na temat ciemnej strony Mocy. A spektakl? Nie zostaje przerwany, światła nie gasną, a reszta widowni nawet nie wie, że taka ważna rozmowa miała miejsce.

Możemy nawet się nieco zagalopować…

Kasyno na Canto Bight to chyba najbardziej polityczny motyw w historii Gwiezdnych wojen, bo jest jednocześnie komentarzem do wielu rzeczy, które dzieją się na świecie, nawet do obiecywanego przez Trumpa muru, który ma oddzielić Meksyk od USA. Z jednej strony pojawia się ktoś walczący o życie, a z drugiej – wygodniej tego nie widzieć albo zadowolić się obrazem fragmentarycznym. Przykłady można mnożyć.

Rose i Finn czują się tam obco i ich naiwna wiara w ideały zostaje mocno nadszarpnięta, kiedy okazuje się, że obecni w kasynie handlarze broni sprzedają towar obydwu stronom konfliktu. Przeżywają jeszcze większy wstrząs, kiedy DJ wyjawia im, co się naprawdę liczy. Pieniądze. Dla zapłaty zdradza ich i odchodzi, zabrawszy skrzynie z gotówką. Wydaje nam się to zupełnie nieprawdopodobne, w końcu w Nowej nadziei Han Solo też zabiera wypłatę i odlatuje (ale pieniądze dostaje za uratowanie księżniczki, a nie za wsypanie kolegów). Niemniej – w pełni rehabilituje się i wraca, bo chęć walki za sprawę przeważa. Nowe Gwiezdne wojny są pod tym względem znacznie bardziej paskudne i mniej czarno-białe.

Dla walczących całe życie to dziwna odmiana

Wyobraźcie sobie, co czuje Finn, kiedy trafia do kasyna. Od dziecka był szkolony do walki – najpierw jako szturmowiec Najwyższego Porządku, a potem po stronie Ruchu Oporu. Nagle trafia do świata pełnego przepychu, na całkowicie neutralnej planecie. To musiał być szok kulturowy! W ważnej misji dla ratowania galaktyki kto by się przejmował poprawnym parkowaniem statku kosmicznego! A jednak! Okazuje się, że na tej planecie wszyscy mają gdzieś wojnę i Finn wraz z Rose zostają zgarnięci do więzienia za złe parkowanie. Śmieszne? Nie. To po prostu pokazanie wprost priorytetów. Wy macie swoją wojnę, ale tutaj musi być porządek!

Powiem Wam, że takie przewartościowanie konfliktu galaktycznego do mnie przemawia, bo zawsze gdzieś z tyłu głowy raziła mnie dodana w 1997 roku do Powrotu Jedi scena radości z upadku Imperium. Na Coruscant, poza nielicznymi, którzy cieszyli się z upadku Imperatora, wielkiego święta i zwalania pomników raczej nie było.

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook183Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Zakrza

    Ten film jest tak bezdennie głupi, że doszukiwanie się w nim jakiejś głębi jest bezcelowe.

    • Jest tak samo bezdennie głupi i pozbawiony głębi, jak reszta filmów „Star Wars”… Serio, o każdym filmie SW można tak powiedzieć, mógłbym o każdym napisać artykuł na kilkadziesiąt stron. A dlaczego tego nie robimy? Bo w większości filmy (jak i uniwersum) są wewnętrznie spójne i sensowne, a wszystko da się w ten czy inny sposób wyjaśnić. A o głębi to już nie będę nawet wspominał, bo to rzecz na dłuższą rozprawkę. Epizod VIII nie jest w tym odmienny.

      • Zakrza

        Last Jedi jest wewnętrznie spójne i sensowne?

        No tak, przecież w każdym epizodzie postaci, które nie trenowały używania Mocy latają sobie po kosmosie 😀

        • Napisałem: w większości 🙂 Dotyczy to każdego filmu; bez przewodników, adaptacji książkowych i innych wiele elementów i wątków z Klasycznej Trylogii nie miałoby sensu, co ciekawe dotyczy to głównie „Imperium kontratakuje”. Jakoś nikt teraz nie dyskutuje o tym, że TIE Bombery zrzucają bomby tak jak bombowce Ruchu Oporu, że w środku kosmicznego ślimaka jest grawitacja, że pozbawiony hipernapędu „Sokół” przelatuje w parę dni trasę z Hoth na Bespin… „Ostatni Jedi” ma takich bezsensów tyle samo, jeśli nie mniej, a film ich nie tłumaczy, dopiero książki.

          Co do używania Mocy w ten sposób, jest to łatwe do wytłumaczenia nawet w kontekście czysto filmowym: istoty potężne w Mocy potrafią ją wykorzystywać intuicyjnie. Robili tak Anakin, Luke i Rey, dlaczego więc Leia też nie miałaby tego potrafić? I to w sytuacji, gdy jej życie jest zagrożenie? A może instynkt przetrwania Lei manifestuje się właśnie używaniem Mocy w taki sposób?

          • Zakrza

            Last Jedi jest pełen debilizmów. Żaden inny film Star Wars tylu nie ma. Jakoś nie przypominam sobie, żeby Luke, Rey czy Anakin zmartwychwstali i latali w kosmosie.

            Zresztą to z Leią to tylko przykład jeden z wielu. Dlaczego Najwyższy Porządek nie zaatakował statku Lei tylko ślimaczył się za nim kilkanaście godzin? Serio oni nie dysponowali niczym szybszym? Zachowanie Luke również jest bez sensu z punktu widzenia świata przedstawionego. Tak jak i to, że bohaterowie kilkadziesiąt razy (nie ma w tym przesady) w ostatniej milisekundzie unikali śmierci. I sposoby w jaki ich unikali – „hej tam są takie kryształowe liski, idźmy za nimi”.

            I nie porównuj Imperium Kontratakuje do Last Jedi. Po pierwsze wtedy inaczej kręciło się filmy. Przecież takie Indiany Jonesy, Powroty do Przyszłości itp. też są naiwne i pełne debilizmów. Dzisiaj filmy robi się zupełnie inaczej. Po drugie cała klasyczna trylogia (i prequele w sumie trochę też) mają konwencję baśni. Last Jedi ma konwencję c*uj wie czego

          • Widzisz, nieuważnie oglądałeś film, bo Leia absolutnie nie zmartwychwstała – cały czas była żywa. Wessało ją w próżnię, co przeżyła instynktownie używając Mocy, by ochronić się przed efektem dekompresji i częściowo przed skutkami wystawienia na próżnię (przeżycie w próżni jest jak najbardziej możliwe; człowiek zachowuje
            przytomność nawet do 20 sekund, a ginie dopiero po 2 minutach). Czy to brzmi aż tak niewiarygodnie? Chyba nie, a mówimy o świecie Star Wars.

            Przykład z pościgiem jest dobrym przykładem gwiezdnowojennego bezsensu, tego nie zaprzeczam, ale jak mówiłem jest to zarazem nic nowego w Star Wars. Tak dla przykładu w bitwie o Hoth totalnym kretynizmem jest brak jakichkolwiek sił powietrznych po stronie Imperium. Gdzie są te TIE Fightery, które bez problemu poradziłyby sobie ze snowspeederami? Albo które uderzyłyby w odlatujące z Hoth transportowce? Imperium, które miało nad planetą pięć ISD i jeden SSD dysponowało ok. 500 myśliwcami i bombowcami, tymczasem na ekranie nie widzieliśmy ani jednego.

            Jak zachowanie Luke’a jest bezsensu i w którym momencie? To samo pytanie mam do bohaterów, którzy uniknęli śmierci. Podaj przykłady.

            Eee? Teraz robi się filmy zupełnie inaczej? Czy Ty oglądasz współczesne blockbustery? Bo ja tak i sorry, ale te filmy mają tyle samo debilizmów i bezsensownych scen, co produkcje sprzed 40, 30 czy 20 lat. Ba, odnoszę wrażenie, że teraz jest ich więcej, bo reżyserzy często przedkładają efekciarstwo nad logikę…

          • Zakrza

            Jakoś nie przypominam sobie, żeby którakolwiek postać w 9 poprzednich filmach (a nawet serialach, książkach i komiksach) przeżyła w próżni. Nie przypominam sobie też, żeby jakikolwiek Jedi, będąc nieprzytomnym, instynktownie używał Mocy.

            Luke jest całkowicie pozbawiony swojego własnego charakteru, co zresztą przyznawał wielokrotnie sam Hamill, a reżyser nie potrafi tego sensownie uzasadnić.

            Jeśli oglądałeś film to doskonale wiesz, że taki Finn powinien zginąć co najmniej 3 razy, Rose dwukrotnie, Poe tyle samo. Przykłady: Rose i Finn mają zostać straceni, ale akurat w ostatnim momencie Pani admirał dokonuje ataku na statek, Finn dokonujący samobójczego ataku w ostatniej chwili powstrzymane przez Rose. O lisach już pisałem. Te sceny są debilne zarówno z punktu widzenia świata filmowego, jak i naszego. W poprzednich filmach też bohaterowie mieli sporo szczęścia i często byli ratowani niemal w ostatniej chwili, ale jeszcze nigdy nie miało to takiej skali i nie było tak bezdennie głupie.

            Może źle się wyraziłem jeśli chodzi o filmy kręcone kiedyś i dzisiaj. Kiedyś filmy były naiwne i głupie, ale za to miały unikalny klimat, ciekawe postaci, różne ciekawe rozwiązania fabularne, dlatego były uznawane (i wciąż są) za dobre. Dzisiaj nakręcenie tak samo naiwnego i głupiego filmu zawsze kończy się krytyką (chyba, że ma się 13 lat lub mniej albo jest się amebą umysłową), bo tak jak piszesz „reżyserzy często przedkładają efekciarstwo nad logikę…”. I skoro porównujesz Last Jedi do tych blockbusterów, które mają więcej debilizmów niż filmy sprzed lat to zwyczajnie sam zaorałeś ten film.

          • Argument, że w poprzednich filmach nie widzieliśmy jakiejś techniki Mocy czy specyficznego sposobu używania Mocy, więc w kolejnych filmach nie mają prawa się pojawić to chyba jeden z najbardziej idiotycznych argumentów dotyczących Star Wars. Z takim podejściem możemy zanegować dosłownie wszystko i uznać, że wszystko nam się nie podobało, bo nie było tego w poprzednich filmach… No serio, bądźmy poważnymi ludźmi. Nawiasem mówiąc, skąd wiesz, że Leia była nieprzytomna? Zamknięte oczy mogą być oznaką intensywnej koncentracji, co w tym wypadku jest bardziej, niż prawdopodobne.

            Skoro wyciągasz Marka Hamilla, to powinieneś wiedzieć, że w ostateczności zgodził się z wizją reżysera i po obejrzeniu filmu uznał, że jego postać ma sens. W każdym razie dla mnie charakter Luke’a w TLJ jest bardzo wyraźnie nakreślony. To facet, który przegrał w dużej części z własnej winy, jest zgorzkniały, odwrócił się od przyjaciół i chce po prostu umrzeć.

            Słuchaj, nie ma co dyskutować o debilnościach scen, bo to mija się z celem. Wszystkie filmy Star Wars mają ich pełno, a przykłady można wymieniać w nieskończoność. Problem polega na tym, że Ty się nie chcesz zgodzić co do tego, że w TLJ jest ich tyle samo, bo po prostu film Ci się nie spodobał jako całość.

            To jest takie typowe patrzenie przez różowe okulary nostalgii. Stare filmy były dobre, bo były stare, pierwsze miały pewne wątki czy postacie, miały „klimat” etc. Żaden nowy film nie ma szans w starciu z takim nostalgicznym nastawieniem do przeszłych produkcji kinowych. I to jest prawdziwy powód, dla którego tak samo naiwny i głupi film dostaje dziś większe bęcki, niż starsze produkcje. A żeby było śmieszniej, każdy z tych starych filmów dostawał dokładnie takie same bęcki za te same błędy w momencie premiery – różnica jest taka, że wtedy nie było internetu, za pomocą którego można było wyrazić swoją opinię. Najlepszym przykładem jest właśnie TESB, które w oczach fanów stało się najlepszym filmem SW dopiero po wielu, wielu latach; w dniu premiery podzielił fanów, a jego recenzje wcale nie były tak entuzjastyczne, jak nam się dzisiaj wydaje.

          • Zakrza

            Argument nie jest idiotyczny. Jest logiczny, bo pokazuje, że to idiotyzm wymyślony na potrzeby tego filmu, a nie żadna sensowna scena, jak próbowałeś na początku sugerować.

            Luke trenował pod okiem Obi-Wana i Yody, Anakin był uczniem Obi-Wana i Palpatine’a, ale nawet oni nie wyczyniali takich rzeczy. A tu mamy Leię nietrenowaną przez nikogo, która nagle potrafi jednocześnie poruszać się w przestrzeni kosmicznej i jeszcze utrzymać się przy tym przy życiu!

            Skąd wiem, że była nieprzytomna? No chyba była tam dłużej niż te 15 sekund, nie? Chyba można zakładać, że ciało ludzkie w uniwersum Star Wars zachowuje się tak samo w próżni. No, chyba, że chcesz mi powiedzieć, że w kosmosie Star Wars można swobodnie oddychać albo nie wiadomo co jeszcze. Wtedy to Ty musisz to udowodnić przykładami, a nie bzdurnym: „to, że nie pokazali tego w poprzednich filmach nie znaczy, że tego nie ma”. Idąc tym tokiem rozumowania można zaakceptować każdy debilizm.

            Za stary jestem, żeby uwierzyć w to, że Hamill nagle zmienił zdanie. Po prostu producenci go naprostowali, że zbliża się premiera i ma nie ma robić złego PRu. Zresztą on sam też dostaje jakiś procent z zysków, więc powinno mu zależeć na dobrej opinii filmu, bo to w jakimś stopniu przekłada się na zyski.

            Najpierw próbujesz wmówić, że filmy są sensowne, teraz już piszesz, że każdy film Star Wars ma debilizmy. To się zdecyduj.

            Jakoś Przebudzenie Mocy i Łotr 1 mi się podobały, więc argument o tym, że wolę starsze, bo były starsze jest całkowicie nietrafiony.

            To ciekawe, że po TESB tak jechano, a teraz wszyscy fani je kochają. Gdzie jest ta rzesza przeciwników Imperium Kontratakuje? Zmarła? Czy zmieniła zdanie, bo film ma 28 lat? Sugerujesz, że Last Jedi po 30 latach będzie uznawany za najlepszy film sagi?

            Próbujesz obronić coś czego obronić się nie da.
            -sam ton filmu wskazuje, że jest on przeznaczony dla dzieciaków i targetu, którzy jarają się Transformersami czy Szybkimi i Wściekłymi.
            -czytałem kilkadziesiąt wypowiedzi reżysera i wszystkie wskazują na to, że koleś nie jest specjalnie inteligentny, a Star Wars nie czuje w ogóle. Albo zwyczajnie trolluje.
            -nie widziałem żadnej sensownej recenzji, która by ten film chwaliła. Większość pozytywnych opinii ogranicza się do jednego, dwóch słów, typu: „super”, „dobry film”, a opinii, które jako plusy uznają Porgi czy inne humorystyczne rzeczy nie ma co brać na poważnie. Czytałem za to masę recenzji, które punkt po punkcie masakrują każdy zły punkt filmu, który zauważyłem i ja.

          • Ty i ja ewidentnie inaczej pojmujemy logikę. Wszystko Ci dokładnie wytłumaczyłem, a Ty dalej swoje, że to idiotyczna scena, bo założyłeś sobie, że tak Mocy nie można używać i nie da się jej używać bez szkolenia. A Luke, Anakin i Rey udowadniają, że da się, i to w sposób równie epicki.

            Luke zniszczył Gwiazdę Śmierci, Anakin zniszczył okręt dowodzenia Federacji i wygrał niemożliwy do wygrania przez człowieka, co dopiero dzieciaka wyścig, a Rey wygrała walkę z Kylo Renem i użyła sztuczki umysłowej na szturmowcu. Żadna z tych osób nie przeszła wówczas szkolenia, z małym wyjątkiem paru minut nauki Luke’a u Bena na pokładzie „Sokoła”. Nawet jeśli założymy, że Leia nie nauczyła się u Luke’a absolutnie nic (książka „Więzy krwi” mówi, że nie przeszła szkolenia, co nie oznacza, że Luke tego i owego jej nie nauczył), jest w stanie zrobić to samo, co jej ojciec i brat.

            Zakładam, że Leia od razu użyła Mocy, by przeżyć w próżni – ochroniła się w ten sposób i przed zamarznięciem, i uduszeniem, i dekompresją. To nie jest tak, że przez XX sekund była nieprzytomna, nagle się obudziła i dopiero wówczas użyła Mocy, bo to faktycznie byłoby niemożliwe. Mogę jeszcze przyjąć opcję, że użyła Mocy tuż przed uderzeniem rakiet, straciła przytomność, ale Moc nie przestała w tym czasie działać (a dowód w postaci braku konieczności utrzymywania koncentracji na danej technice Mocy, by ona działała, jest w „Przebudzeniu Mocy”, gdzie zatrzymana przez Kylo Rena wiązka z blastera wisi tam przez cały czas trwania sceny). Film nie daje jasnych odpowiedzi, co się wydarzyło, ale jak się odrobinę pomyśli, to można tą logiczną i sensowną odpowiedź znaleźć samemu, a nie rzucać „Jezu, jaka to idiotyczna scena, to nie miało prawa się wydarzyć!”

            Czy Hamill zmienił zdanie, bo mu kazali czy nie, nie ma żadnego znaczenia. To jest opinia subiektywna jednej osoby, tym bardziej subiektywna, że to aktor, który bierze też pod uwagę swoje pozakadrowe wrażenia, jak też i wrażenia z czytania scenariusza czy odgrywania scen wyciętych.

            Napisałem „w większości filmy (jak i uniwersum) są wewnętrznie spójne i sensowne, a wszystko da się w ten czy inny sposób wyjaśnić”. Podkreślam użycie słów „w większości”. Tym, czym nie jest większość są wspomniane przeze mnie debilizmy i naiwne sceny. Czy ja to muszę tłumaczyć tak łopatologicznie?

            Sam sobie odpowiedz na pytanie o to, dlaczego Ci się TFA i R1 podobały, ja pisałem jedynie o tym, że najwyraźniej (bo Cię nie znam, wnioskuję to tylko na podstawie Twoich wypowiedzi tutaj) bardziej Ci się podobają starsze filmy. Czy to od razu oznacza, że nie podobają Ci się wszystkie nowe? No chyba nie 😉

            Niczego takiego nie sugeruję. Za to sugeruję, że przeciwnicy TESB szybko przestali być fanami Star Wars albo z czasem zmienili zdanie o tym filmie, np. po obejrzeniu go drugi czy trzeci raz.

            Bronię sceny z Leią? Bronię i podałem już wszystkie argumenty. Natomiast co do filmu, jego odbiór jest indywidualną kwestią gustu – i tyle. Co do wypowiedzi reżysera, szczerze? Interesują mnie one tak samo, jak wypowiedzi aktorów. Czyli guzik. Dzieło funkcjonuje niezależnie od jego twórcy. Często twórcy są idiotami, czy np. rasistami czy homofobami. I co z tego? Czy to zmienia w czymkolwiek dzieło? Nie.

            Mówisz o internetowych „recenzjach” czy prawdziwych recenzjach, pełnoprawnych tekstach publicystycznych? Bo coś czuję, że tych drugich nie czytałeś, a nie nie możesz znaleźć 😉 Zajrzyj na Rotten Tomatoes czy Metacritica, poczytaj recenzje krytyków, nie userów, i wtedy możemy dyskutować dalej.

          • Zakrza

            Nic nie wytłumaczyłeś. Założyłeś sobie, że to fajna scena i na siłę jej bronisz. To nie ja założyłem, że tak nie można używać Mocy, tylko poprzednie filmy.

            Po co Jedi używają statków kosmicznych, skoro można sobie latać w przestrzeni kosmicznej? Dlaczego Jedi giną, skoro w obliczu zagrożenia śmierci potrafią utrzymać się przy życiu? Po co jest trening, jeśli można działać cuda tylko będąc silnym Mocą?

            Jeśli komuś w kolejnej części odrośnie noga, dzięki Mocy, to również uznam to za idiotyczne, bo jakoś Luke’owi i Anakinowi ręce nie odrosły. Jeśli bohaterowie zaczną się cofać w czasie i zmieniać wydarzenia dzięki Mocy to również uznam to za debilne, bo jakoś wcześniej nikt we filmach tego nie robił (a mógłby). Jeśli zmartwychwstanie ktoś używający Jasnej Strony to też uznam to za bzdurę. Chyba, że tych rzeczy dokona ktoś naprawdę mega-potężny i będzie jasno powiedziane, że zrobił to jako pierwszy.

            Luke otrzymał podstawy treningu od Obi-Wana. Jeszcze na Tatooine mówi o Jedi i pokazuje mu miecz świetlny. Wiemy też, że trenował na Sokole. No i podczas lotu na Gwiazdę Śmierci otrzymał mega-ważną wskazówkę.

            Przecież Anakin wygrał wyścig, bo cała reszta się rozbiła. W którym miejscu niszcząc okręt używał broni? Zresztą to i tak nie jest poziom tego co zrobiła Leia. Poza tym sceny są niemal tak samo durne jak lot Lei

            Rey nie wygrała walki z Kylo Renem. Będąc dokładnym to był remis i walki nie dokończono. Poza tym ten był ranny, a przed chwilą zamordował własnego ojca, co z pewnością musiało zrobić na nim wrażenie. Ponadto Rey doskonale władała tą swoja pałką. Wiadomo też, że słyszała o Skywalkerze i Jedi, więc jakieś podstawy znała. Później Maz powiedziała jej co nieco o Mocy itp., itd. Sztuczka umysłowa wyszła jej dopiero za którymś razem. No i to też nie ten poziom co Leia. Sztuczka umysłowa, obok przesuwania rzeczy to chyba pierwsza rzecz, jakiej uczą się Jedi.

            Książka nic nie mówi o szkoleniu, filmy nic nie mówią o szkoleniu, ale Ty zakładasz, że Luke ją trochę poduczył. Wymyślasz rzeczy, których nigdzie nie pokazano, a kiedy ja piszę, że ich właśnie nigdzie nie pokazano to mnie nazywasz nielogicznym 😀

            No sam widzisz, że Leia musiałaby zrobić z Mocą KILKA RZECZY na raz. W przestrzeni kosmicznej. I po raz kolejny sobie zakładasz, że było tak i tak, bo Ty tak sobie wymyśliłeś. To nie jest sensowne i to nie jest tłumaczenie. To jakieś bajdurzenie.

            Aha! Czyli jak „Skoro wyciągasz Marka Hamilla, to powinieneś wiedzieć, że w ostateczności zgodził się z wizją reżysera i po obejrzeniu filmu uznał, że jego postać ma sens” to słowa Hamilla są ważne, ale jak napisałem Ci dlaczego mógł zmienić zdanie to już Cię nie obchodzą słowa aktora. Miotasz się ze swoimi „argumentami”. Raz tak, raz tak.

            A to, że aktor czyta różne wersje scenariusza i gra w scenach, które ostatecznie nie znajdują się we filmie tylko pokazuje, że aktor ma większe pojęcie o postaci, którą gra niż widz.

            Tak, napisałeś, że te filmy są sensowne, a ja obaliłem wszystkie Twoje argumenty. Wniosek? Last Jedi sensowny nie jest.

            „ŻADEN nowy film nie ma szans w starciu z takim nostalgicznym nastawieniem do przeszłych produkcji kinowych.” vs. „Czy to od razu oznacza, że nie podobają Ci się WSZYSTKIE nowe?”.
            Znów sam sobie przeczysz. „Zemsta Sithów”, „Łotr 1” i „Przebudzenie Mocy” to trzy najlepsze filmy sagi. Najgorszy to, obok „Last Jedi”, „Mroczne Widmo”, który ma już 19 lat i jest starszy od trzech wymienionych. Najstarszy – „Nowa nadzieja” wcale nie jest u mnie nr 4. Czyli argument o tym, że bardziej mi się podobają te stare obalony po raz kolejny.

            Czyli teraz sugerujesz, że przeciwnicy „Last Jedi” szybko przestaną być fanami SW albo zmienią zdanie po kolejnym obejrzeniu? Dopytuję, bo po coś o TESB wspomniałeś w tej dyskusji. Napisz wprost jak opinie TESB się przekładają na te TLJ, bo znowu będziesz miał pretensje, że musisz tłumaczyć łopatologicznie.

            Argumenty podałeś, ale wszystkie je obaliłem. Wypowiedzi aktorów i reżyserów masz gdzieś, bo nie pasują do Twojej wizji tej sceny i całego epizodu. Jak wspomniałem kilka razy, jesteś wybiórczy. Wypowiedzi twórców, dodatkowe sceny, książki na temat danego filmu i wiele rzeczy dzieła nie zmienią. Ale mogą zmienić ocenę tego dzieła. Mnie wypowiedzi reżysera tylko pogorszyły opinię o Last Jedi. A co do tego czy jakiś twórca jest rasistą czy pedofilem to też mam to gdzieś i nie wpływa na moją ocenę. Ale już inteligencja ma bardzo duże znaczenie. Debil nie zrobi filmu dobrego, nawet przez przypadek.

            Mówię o opiniach i recenzjach (bez cudzysłowu) zwykłych ludzi. Ocena między krytykami, a widzami na obu wymienionych przez Ciebie portalach jest znacznie różna. Nie dało Ci to do myślenia? Nie słyszałeś o artykułach sponsorowanych albo recenzjach na zamówienie?

          • Sorry, ale jak ktoś zaczyna gadać o recenzjach na zamówienie i płaceniu za opinię, to ja kończę dyskusję – ze zwolennikami teorii spiskowych nie ma sensu rozmawiać. Szkoda mi też czasu na dyskusję z kimś, kto swoje osobiste opinie uważa za wiążące (TFA, R1 i RotS najlepszymi? Według kogo? W powszechnej opinii najlepsze są TESB i ANH), któremu mylą się sceny albo ich nie rozumie (Anakin wygrał wyścig, bo reszta się rozbiła? Czy Ty oglądałeś w ogóle „Mroczne widmo”? Rey nie wygrała walki z Kylo? WTF?), i który generalnie nie potrafi czytać ze zrozumieniem, a tylko wyciąga te kawałki, które mu pasują do kontrargumentu. Wybacz, ale mam lepsze rzeczy do roboty, niż dyskutowanie z Tobą.

            PS. Serio, następnym razem skup się, jak będziesz oglądać filmy Star Wars, bo pieprzysz o nich takie durnoty i tak Ci się wszystko myli, że głowa mała.

          • Zakrza

            Aleś się zagotował 😀 Widać, że cię ruszyło to, że wypunktowałem twój imbrcylizm i brak logicznego myślenia. Typowy śmieć idiota.

          • M.T.

            Patrząc na Twoje ostatnie komentarze pod innymi tekstami, to widzę, że to Ty żeś się zagotował 🙂 Poniekąd rozumiem, ale szkoda, że Wasza sensowna dyskusja polegająca na wymianie argumentów poszła w kierunku inwektyw.

          • Zakrza

            Poszła, ale zobacz kto zaczął. Obaliłem wszystkie jego argumenty to dziecko się obraziło i stwierdziło, że ma ciekawsze rzeczy do roboty i zaczęło obrażać.

          • Specjalnie zostawię tutaj Twoje komentarze, a resztę wrzutów jako moderator przykładnie skasuję, bo na SWEx nie tolerujemy takiego ordynarnego zachowania. Jesteś bowiem perfekcyjnym przykładem hejtera „Ostatniego Jedi”. Swoją opinię traktujesz jako słowo święte, a gdy odmawiam dyskusji z Tobą, bo nie potrafisz jej poprowadzić jak poważny człowiek i fan, zaczynasz rzucać inwektywami i wyzywać mnie od idiotów, imbecyli i śmieci. Serio? Nie jest Ci ani trochę głupio, że tak się zachowujesz, i przenosisz swoje zachowanie na inne komentarze?

            BTW. W żadnym momencie Cię nie obraziłem. Nazwałem Cię jedynie zwolennikiem teorii spiskowych, bo tym de facto jesteś, jeśli twierdzisz, że recenzje są pisane na zamówienie tj. producenci filmowi płacą krytykom filmowym za pozytywne opinie.

          • Zakrza

            Haha, jesteś żałosny 😀

            Nazwałem cię fanboyem Last Jedi (bo nim jesteś) to ty napisałeś, że jestem hejterem tego filmu. Zacząłeś obrażać i wyzywać – twierdzisz, że to ja zacząłem. Rzucasz jakimiś bzdurnymi argumentami – piszesz, że to ja nie potrafię prowadzić dyskusji jak normalny człowiek.

            To jest dziecinada na poziomie przedszkola. W tych czasach też głównym argumentem było: „chyba ty”. Nawet nie potrafisz wymyślić nic swojego, sensownego. Tak jak nie potrafisz obronić swojego zdania.

            I jeszcze próbujesz się wybielasz – „jako moderator przykładnie usunę posty”. Jasne, skasuj wszystkie moje wypowiedzi, gdzie wytykałem pisane przez ciebie bzdury 😀

          • Ach, czyli przywidziały mi się te wszystkie „idioto”, „imbecylu”, „śmieciu”, tak? Spójrz parę postów wyżej, jak nie pamiętasz, co pisałeś. Swój poziom dorosłości i generalnie wychowania wyraziłeś już dobitnie, traktując mnie tymi epitetami. Resztę komentarzy pod innymi postami skasowałem, bo sprowadzały się one właśnie do tego, do obrażania mnie. To ostatni mój komentarz do Twoich wypowiedzi, kolejne z epitetami będę kasował, a jak to nie pomoże, to po prostu Cię na SWEx zbanuję.

          • Zakrza

            Nie, nie przewidziały Ci się i za to mogę Cię przeprosić. Ale najpierw zobacz co sam pisałeś. Że coś nie tak u mnie z logiką, że czegoś nie rozumiem, że nie umiem czytać ze zrozumieniem. To mnie obraża bardziej niż gdybyś mnie nazwał śmieciem, bo jestem człowiekiem inteligentnym (to nie jest jakieś moje rozbuchane ego, bo są testy na iq i inne zadania, które obiektywnie pomagają oceniać inteligencję) i takie rzeczy bolą bardziej niż inne wyzwiska. Poza tym nie trzeba komuś wprost pisać, że jest debilem. Ty to bardzo wyraźnie sugerowałeś.

          • Zakrza

            A to, że powstają recenzje na zamówienie to fakty. Skończyłem dziennikarstwo na Uniwersytecie Gdańskim i sami wykładowcy, pracujący w branży to przyznawali. Zresztą nie raz to widziałem. Przykładowo po premierze „Smoleńska” media publiczne (które są kontrolowane przez PiS) czy media Rydzyka pisały jaki to ten film jest wspaniały. Chcesz mi powiedzieć, że to były obiektywne, niezależne recenzje? 😀

            A w USA poziom korupcji i zakłamania jest jeszcze większy niż w Polsce. Sądzisz, że portale należące do Disneya obiektywnie oceniają filmy produkowane przez ten koncern? No bądźmy poważni.

            Ale ok, wierz sobie dalej w uczciwość mediów i dziennikarzy. W to, że TVN i TVP to obiektywne, uczciwe telewizje też pewnie wierzysz? 😀

            Może tak jest na tej twojej Jugosławii, ale nie u nas.

          • W sumie to nawet nie powinienem był z nim podejmować dyskusji po tym, jak zaczął od zdania „film jest bezdennie głupi”, ale uznałem, że może nie będzie tak źle 😉 Niestety, to już kolejny przykład fana, który swoje oczekiwania i swoją wizję uniwersum Star Wars tak betonuje, że gdy przychodzi coś nieoczekiwanego i nowego, nie jest w stanie tego zaakceptować. No i kolejny zwolennik teorii spiskowych 😛

  • M.T.

    Pełna zgoda, jeśli chodzi o sens pokazania Canto Bight, jednak forma moim zdaniem trochę zepsuła odbiór treści. Owszem, to kino rozrywkowe i ciężko oczekiwać, by stało się traktatem filozoficznym, ale uważam, że ten wątek był odrobinkę za bardzo przepakowany akcją. Nie sądziłem, że ta tajna misja zwróci uwagę tak licznych sił policji 🙂

  • Chomik

    Kwestia gustu. Ja bym ją wycięła, razem z Leią w kosmosie i połową potworków.

  • Εμπαθεων

    Wątek z Canto Bight był jednym z elementów najsilniej desakralizujących „Gwiezdne wojny”, pozbawił Mocy większego znaczenia. W sumie, to zabił cynicznie cały sens SW.

    • Hę? Co ma Moc wspólnego z Canto Bight? Tzn. ostatnia scena filmu ma dużo wspólnego, ale artykuł dotyczy wątku Finna i Rose, nie ostatniej sceny.

      • Εμπαθεων

        Opisałem to już w poprzednim komentarzu pod tekstem „Fan fanowi wilkiem?”. Nie wiem, gdzie się podział.

        Chodzi o to, że cały wątek z handlarzami bronią generującymi wszelkie konflikty w odległej Galaktyce, jak zostało zasugerowane przez DJ spostponował Moc. To nie Moc a kapitał rządzi przeznaczeniem w świecie Gwiezdnych wojen. Force-userzy to głupole służący interesom burżuazji takiej jak ta bawiąca się w Canto Bight, kapitalizującej swoje zyski na podsycanym religijnym konflikcie.

        Nie ma sensu brać udziału w tych wojnach, nie toczą się one o żadne sensowne wartości, po prostu po to, żeby ktoś sprzedał zwaśnionym stronom trochę X-Wingów i TIE Fighterów. Moc i przeznaczenie bohaterów pełni rolę służebną wobec interesów elit, które zresztą mają to wszystko w głębokim poważaniu.

        W dodatku są oni jedynymi zaprezentowanymi ludźmi o przekonującej motywacji, którzy nie wątpią w to co robią, ani nie kwestionują swoich poczynań – w przeciwieństwie Luke’ów Skywalkerów i Kylo Renów, chwiejnych i niezdecydowanych. Film jednoznacznie przedstawia kto tu jest kumaty, wie na czym polega życie i ma charyzmę. I nie jest to strona sakralno-mistyczna, tylko ta opychająca rządom amunicję.

        Jeżeli zechcę wychować dzieci na ludzi sprzedających broń zwaśnionym reżimom o podrzędnej reputacji, z pewnością będę im puszczał „The Last Jedi”.

        • Jeśli to był bardzo długi komentarz, to na pewno z tego powodu jest niewidoczny 🙁 Niestety, nie wiemy, na czym polega ten problem techniczny, ale staramy się coś temu zaradzić.

          Anyway, nie sądzisz, że nieco za bardzo nadinterpretujesz wydźwięk tej sceny? Film po prostu pokazuje, że tacy handlarze istnieją, a nie że rządzą galaktyką – nikt nigdzie nie mówi, że to oni powodują wojny, to byłby przecież czysty bezsens. A DJa nie ma też specjalnie co traktować jak wyrocznię, bo to zwykły neutralny oportunista zainteresowany tylko sobą.

          • Εμπαθεων

            Był dosyć długi.

            Oczywiście, że DJ to neutralny oportunista zainteresowany tylko sobą. I jeżeli jego perspektywa i modus operandi są zaprezentowane i poparte o wiele lepiej niż perspektywa kogokolwiek innego, to znak, że właśnie tryumfuje przesłanie dla neutralnych oportunistów stworzone przez innego neutralnego oportunistę – Johnsona.

            Na tym polega problem z moralistyką tego filmu. Jest on całkowicie nihilistyczną dekonstrukcją Gwiezdnych wojen, nie ma w nim żadnych postaci nienagannych moralnie, jakie można byłoby postawić za wzory, bo wszyscy w mniejszym stopniu są umazani błotem – zwłaszcza „bohaterowie” Starej Trylogii, niesprawdzający się kolejno w roli rodziców, wychowawców czy nawet przyjaciół. Tu nie ma konfliktu Jasnej i Ciemnej Strony Mocy. Jedynie konflikt sfrustrowanych przegrywów życiowych, których walka z lat ’70 i ’80 okazała się zupełnie bezcelowa, patrząc na to, jak skończyli, z niedojrzałymi, karykaturalnymi egotykami bez specjalnie zarysowanych motywacji.

            To już lepiej bawić się w kasynie, niż pociągać zielone mleko z cyca…

            Wygląda jakby ostateczny wydźwięk TLJ nadał ktoś podobny wczesnemu, cynicznemu Hanowi Solo z początku IV epizodu.