Dwór Imperatora

Żadna ważna szycha nie obejdzie się bez służących, tak samo jak kariera rządzących nie będzie jakoś szczególnie owocna, jeśli wokół nich nie będzie doradców i ludzi odpowiedzialnych za papierkową robotę. W każdej chwili władca może zostać „zaatakowany” przez chmarę upierdliwych paparazzich i przydadzą się ochroniarze, którzy bohatersko odpędzą wściekły tłum. Marnie wyglądałoby życie rządzących, gdyby nie otaczali się całą masą ludzi odwalających za nich brudną robotę. Taki był nawet Imperator Palpatine.

Mądrale, mądrale i jeszcze raz mądrale

Bo jak inaczej można nazwać wielkich moffów, którzy dużo wiedzą, a mało robią? Znajdzie się tu oczywiście kilka wyjątków (patrz Tarkin), ale większość snuła w ukryciu złowieszcze plany mające prowadzić do śmierci Imperatora (z których i tak nic nie wychodziło). Pozostali uczestniczyli w naradach, zebraniach i z pozoru posłusznie spełniali marzenia Palpatine’a.


Oprócz nich naszemu Imperatorowi pomagali doradcy, tacy jak np. Sate Pestage. Jego głównym zadaniem było… właściwie wszystko. Dla swego władcy próbował nawet jego jedzenia, gdyby komuś przyszło do głowy dosypać mu jakąś truciznę. Zajmował się również zarządzaniem kalendarzem Imperatora, a gdy Palpatine był jeszcze senatorem, Pestage tuszował jego nielegalne wybryki. Jak więc widać, doradcy nie są wyłącznie od doradzania swym przełożonym, ale też od torowania im drogi na wyższe stanowiska.

Inner_circle

Do zaufanych doradców byłego kanclerza należał także niejaki Kren Blista-Vanee, odznaczający się ogromną lojalnością wobec Imperatora. Wyjątkowo niesympatyczny typ, pogardzał i szydził z ludzi, których uważał za gorszych od siebie, w czym nie był odosobniony, bo podobne poglądy wyznawała większość jego współpracowników. Jednym z nich był Janus Greejatus. W przeciwieństwie do pana opisanego wyżej, ten tutaj był, warto zaznaczyć, ambitnym adeptem Ciemnej Strony. Władanie Mocą pozwalało mu na manipulację osobników o słabszych umysłach. Do istot rasy innej niż ludzka miał ten sam stosunek co Palpatine – nienawidził ich, bez konkretnego powodu. Zginął razem z połową dygnitarzy Imperium podczas ataku na drugą Gwiazdę Śmierci.

Ochrona, strażnicy, gwardie, faceci w czerwieni czyli gwiezdnowojenny BOR

Formacją wojskową, która została stworzona specjalnie z myślą o Imperatorze, była Gwardia Imperialna. Powstała zaraz po mianowaniu Palpatine’a kanclerzem i przetrwała do jedynastego roku po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci. Ich ubiór różnił się od klasycznego umundurowania szturmowców i tak miało być, pewnie nie tylko ze względów praktycznych. Widok uzbrojonych facetów w czerwieni, maszerujących za najpotężniejszym człowiekiem w galaktyce, wzbudzał respekt (a niekiedy i strach) w oczach zwykłych, szarych obywateli. Na co dzień towarzyszyli Imperatorowi podczas wizyt w teatrach, biurach senatu, muzeach, bazach wojskowych, no i oczywiście wszelkiego rodzaju „wycieczkach” poza planetę. Zazwyczaj monarchę otaczało dwóch strażników, ale czasem liczba ta rosła do kilkunastu Gwardzistów. Co ciekawe, dokładną liczbę Gwardzistów w ciągu tych wszystkich lat istnienia Imperium znał tylko Palpatine i kilku najwyższych dowódców. Z jakiegoś powodu ta informacja była tajna, chociaż może to i dobrze, bo niektórzy zamachowcy rzuciliby się na nich jak psy na mięso. A właśnie, zamachowcy!

royal guard

Gdzie Imperator nie może, tam Rękę pośle

Najlepszy sposób na pozbycie się niewygodnych polityków – Ręka Imperatora. Zamachowiec, szpieg, złodziej, ochroniarz i porywacz w jednej osobie, krótko mówiąc – tajny agent. Oprócz rozmaitych broni, każda Ręka potrafiła posługiwać się Mocą, a jedną z zalet ich pracy było to, że nad sobą mieli tylko Palpatine’a, przed którym odpowiadali. Niestety, nie było łatwo załapać się na tę pracę. Przede wszystkim, trzeba było być człowiekiem. Twi’lekom, Zeltronom, Wookieem, Trandoshanom i Gunganom mówino stanowcze „nie”. Po drugie, trzeba było urodzić się Ręką, czyli we wczesnym dzieciństwie zostać „odwiedzonym” przez panów w białych pancerzach. Właśnie dlatego tajni agenci Palpatine’a nie byli zbyt liczną grupą, a z imienia i nazwiska znanych jest zaledwie około jedenastu. Najprawdopodobniej było ich więcej, co sprawiało, że Imperator musiał bardziej się natrudzić, by każda Ręka czuła się wyjątkowa i najważniejsza dla swego władcy. Tylko dzięki temu lojalnie mu służyli i wypełniali każdy rozkaz, choćby było nim zbombardowanie najpiękniejszej planety w galaktyce. W każdej misji brała udział tylko jedna Ręka, bo przecież gdyby posłano ich więcej, dowiedzieliby się o istnieniu kolegów po fachu, co mogłoby doprowadzić do pewnych niesnasek.

Best friend forever

Bo przecież nawet władca galaktyki musi mieć przyjaciela! W tym przypadku jest to Darth Vader, który na dworze Imperatora odgrywał istotną rolę. W początkowym okresie trwania Imperium zajmował się przede wszystkim eliminacją niedobitków zakonu Jedi, jednak im bliżej do końca wojny domowej, tym częściej Vader przebywał z Palpatinem. Ostatecznie okazało się, że najwierniejszy sługa został zdrajcą, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda?

Nie licząc śmierci Imperatora z ręki najbliższego współpracownika, wszystko na dworze tego władcy działało tak poprawnie i zmyślnie, że bardziej się już nie dało. Ochrona funkcjonowała z najwyższą skutecznością, agenci robili, co do nich należało, doradcy podsuwali byłemu kanclerzowi same świetne pomysły i co tu dużo mówić, gdyby nie Luke Skywalker z jego Rebeliantami, Imperator i jego zwolennicy bezproblemowo rządziliby galaktyką po wsze czasy.

lisa

 

Spotkaj się z nami na Facebooku!