„Rebels 3×17: Through Imperial Eyes”

Taraissu: Zdecydowanie w serialu Rebels zaczyna się dziać. Odcinek Through Imperial Eyes już na samym początku przykuwa uwagę perspektywą gracza FPS i mimo szybkiego powrotu do normalnej optyki, widz się nie nudzi. W końcu ponownie spotykamy Thrawna i wracamy do wątku Fulcruma. Jakby się uprzeć, to odcinek nie ma słabych punktów, zawiera też kilka smaczków jak dekoracja z jaszczurkami w gabinecie admirała, które od razu przywodzą na myśl isalamiry. Bardzo podoba mi się praktyczne użycie cylindrów kodowych – standardowego elementu wyposażenia oficerów, które do tej pory wystawały jedynie z kieszonek w mundurze, pełniąc funkcję dekoracyjną i generując pytanie: do czego to właściwie jest potrzebne?

Twórcy Rebels ponownie stawiają na recykling idei i postaci, wprowadzając do gry Wullfa Yularena. Wizualnie pułkownik (wraz ze zmianą stanowiska dorobił się nowego stopnia) bardzo kojarzy się z Giladem Pellaeonem, tradycyjnie łączonym z Thrawnem i gwiezdnym niszczycielem „Chimerą”. Wygląda na to, że Yuralen zajął w nowym kanonie miejsce Pellaeona, tworząc dodatkowy pomost między serialem i Nową nadzieją, gdzie widzimy Yularena na pokładzie Gwiazdy Śmierci. Chociaż zawsze bardzo ceniłam postać Pellaeona, to wymiana ta wydaje się logiczna. Jedynym minusem odcinka (jeśli chciałoby się jakiś wskazać) jest zagmatwanie fabularne. O ile dorosły widz w lot pojmie, o co chodzi i będzie się świetnie bawił, to dziecko może mieć z tym problem. Osobiście nie wyobrażam sobie swojego dziewięcioletniego siostrzeńca, który zrozumie cały plot twist, zwłaszcza, że już sama zmiana stron przez Kallusa z wcześniejszych odcinków była dla dziecka trudna do ogarnięcia. Niemniej z mojej strony 8,5/10 i mam nadzieję, że taki poziom utrzyma się już do końca!

ogłoszenie
Przedsprzedaż BATTLEFRONT 2! Najbardziej wyczekiwana gra Star Wars tego roku! Jeszcze więcej zawartości i, przede wszystkim, kanoniczna historia opowiedziana w kampanii dla pojedynczego gracza! Iden Versio czeka na Twoje rozkazy! Kup klucz w wersji ORIGIN (wer. angielska).
dalsza część artykułu ↓

JediPrzemo: Odcinek faktycznie był bardzo ciekawy. Nie mieliśmy w nim za wiele walki, ale nie była ona potrzebna, żeby utrzymać nas w napięciu. Thrawn jak zwykle trzyma poziom, tym razem poznaliśmy jeszcze jego zdolności bojowe. Bądź co bądź, stawienie czoła dwóm Dark Trooperom i pokonanie ich o czymś świadczy. Powrót kolejnej z postaci z The Clone Wars i Oryginalnej Trylogii na plus, aczkolwiek Yularen nie wywarł najlepszego wrażenia, skoro dopiero Thrawn go uświadomił, że to Kallus jest szpiegiem. Jak na pułkownika wywiadu, to dosyć łatwo dał się przekonać grze nowego Fulcruma. Co do zrozumienia plot twistu przez dzieci… Ja wychodzę z założenia, że skoro my musimy się męczyć z bzdurnymi i infantylnymi wątkami (mieczokoptery dalej mi się śnią w koszmarach), to dzieciaki również mogą przyjąć pewne wątki z pomocą dorosłych widzów 😉 Daję 8/10, ponieważ oglądało mi się naprawdę dobrze.

Dark Dragon: Nowy odcinek skupia się na postaci agenta Kallusa i próbie wydostania go z Imperium. Prawie cała akcja rozgrywa się na powierzchni imperialnych statków. Dzięki temu mamy szansę podziwiać więcej imperialnych elementów, niż zwykle, przykładowo wyższych oficerów walczących w zwarciu. Chociaż walka treningowa Thrawna z punktu widzenia zawodnika sztuk walki miała swoje wady (utrata momentu obrotowego przy kopnięciu 360 stopni, zbyt głęboki sierpowy), to z pewnością ukazała go jako groźnego wojownika

Sami imperialni zostali przedstawieni należycie. Wspomniana wcześniej zbytnia naiwności Wullfa Yularena można łatwo wytłumaczyć sentymentem do Kallusa. Pewnie nigdy wcześniej nie spotkał się ze zdradą jednego ze swoich wychowanków. Sama obecność tego oficera Imperialnych Służ Bezpieczeństwa jest na duży plus. Thrawn natomiast… to Thrawn, czyli wszystko jest na swoim miejscu. Ze strony graficznej nie mam praktycznie nic do zarzucenia – recykling w granicach rozsądku. Na pochwałę zasługują na pewno takie smaczki jak znak chimery na naramiennikach szturmowców oraz masa artefaktów w gabinecie Thrawna (w tym Święty Graal z Indiany Jonesa!). Ogólnie całokształt bardzo mi się podobał, a moje imperialne serce jest zadowolone.

Nadiru: Through Imperial Eyes zapowiadało się nieźle, ale nie przypuszczałem, że efekt końcowy będzie tak znakomity. Koledzy i koleżanki są odrobinę powściągliwi jeśli chodzi o wystawianie najwyższych ocen, ale dla mnie jest to najlepszy odcinek trzeciego sezonu, w pełni zasługujący na 10/10. Wielki admirał Thrawn przeprowadza klasyczne dla siebie śledztwo (bądź co bądź Zahn częściowo wzorował jego postać na Sherlocku Holmesie) i naturalnie dochodzi do jedynego słusznego wniosku, przez cały odcinek oglądamy Imperium takie, jakiego byśmy sobie życzyli w całym serialu, a do tego dostajemy Yularena, cylindry kodujące w akcji (po tylu latach!), „Chimerę” i kilka smaczków wymienionych przez moich przedmówców. Through Imperial Eyes jest niesamowicie klimatyczne i chyba każde z nas marzy o tym, by tego typu odcinków było jak najwięcej. Jak już wspomniałem, w moim wypadku ocena nie może być niższa niż 10/10.

Kaelder: Odcinek Through Imperial Eyes jest na chwilę obecna jednym z najlepszych w tym sezonie Rebeliantów. Już sam wstęp to świetna próba prześledzenia otaczającej rzeczywistości z perspektywy agenta Kallusa. Zabieg co prawda potrwał jedynie kilkadziesiąt sekund, niemniej dawał widzowi możliwość poczucia się, jak bohater filmu lub gry z gatunku FPS. Drugą pozytywną stroną tego odcinka było pokazanie siły i umiejętności wielkiego admirała Thrawna w bezpośrednim starciu z Dark Trooperami. Okazuje się on być nie tylko wybitnym strategiem i analitykiem, lecz także wojownikiem doskonale kalkulującym każde swoje posunięcie oraz potrafiącym skutecznie wyeliminować swojego przeciwnika. Mamy tu bardzo dobrze wykonany epizod, pełen akcji i smaczków widocznych dla każdego fana Expanded Universe. Ze strony graficznej i fabularnej nie da się zarzucić czegokolwiek. Prawdę powiedziawszy byłbym zadowolony, gdyby kolejne odcinki były tworzone z taką dbałością o szczegóły i w taki sposób pozwalały na wprowadzenie popularnych postaci. Ode mnie zasłużone 9/10.

Zapraszamy do przeczytania naszych recenzji pozostałych odcinków trzeciego sezonu Rebels.

Share on Facebook25Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Heian Jaing Ordo

    Co do tych cylindrów. To jestem 99% pewien, że w EU powiedziano o nich, że drzwi sczytują je przed wejściem osoby. Co dawało możliwość wejścia jedynie osobom z danym cilinderkiem. Wsadzanie w dziurki źle mi się kojarzy patrząc na roboty, które wszędzie je wtykają. Mi tam byłoby smutno tak bardzo niszczyć psychikę młodszych… Ale ja nie żyję w USA 😉

    Co do Jajeczek, to się zgodzę. Niektóre były tak cwane, że nawet tego hełmu klona nie zauważyłem…

    Chociaż według mnie, to takie wyszkolenie ww walce oficerom jest w dużej części niepotrzebne, jeśli patrzymy na walki kosmiczne. Bądź co, to Thrawn dowodzi ze swojego niszczyciela, a nie w polu. Generał to nie to samo co Admirał, lecz stwierdzę, że w Nowym Kanonie mają z tym olbrzymi problem. Nawet większy niż w Oryginalnej Trylogii. Tam generałów dostali Leia, Lando i Luke, co można uznać, że za zasługi na polu bitwy. Jednak formacje marynarki są zupełnie odbiegające od walki lądowej, bo piloci TIE nie są szturmowcami i odwrotnie. Sądzę, że ktoś nigdy nie rozpisał całego drzewa dowodzenia w Imperium. Imperatora, Tarkin i Vader to nie jedyni dowódcy, co widzimy na załączonym obrazku.

    Chociaż wyszkolenie w walce, to OK. Jeśli jednak by nie były to roboty. Bądź co, bicie na gołe klaty z droidem mogłoby się skończyć średnio. Patrz Obi-wan vs Grievous. Jak przywalił nogą, to bolała jak diabli. Co nie jest dziwne. W TCW mamy klony, które wyrywają głowy i się biją, ok. Jednak oni mają zbroje, pancerze, a Thrawn robi to na gołe klaty.
    To mnie denerwuje już od początku Rebelsów. Uderzenie pięścią w hełm nie powoduje zbyt wiele bólu osobie trafionej. No chyba, że używasz w jakiś sposób Mocy, to ok.

    Co do samej walki, to Dark Dragon się trochę myli. Patrząc na resztę animacji z potyczek Kanana, to można łatwo wywnioskować, że to po prostu taki styl animacji i nic się nie da na to poradzić. Trochę uproszczono sam styl, aby nie psuć wyglądu 😉

    • Darth sheldon

      Thrawn jest typem osoby która jest gotowa na prawie wszystko, więc nie dziwne, że zna sztuki walki, w końcu musi być gotowy w razie gdyby wróg zaatakował bezpośrednio

      • Heian Jaing Ordo

        Czy to aż tak bardzo potrzebne, gdy posiada się broń zasięgową i to czasami o mocy niszczącej miasta, a walka wręcz odchodzi do czystego lamusa przez brak rycerzy Jedi (który podobno chcemy wymazać z kart historii)?
        To trochę dziwne. Jednak nie mówię, że złe. Po prostu to troszeczkę dziwne, gdy ma się blaster dziurawiący nawet pancerze bojowe.

        • Darth sheldon

          Broń palna nie uchroni cię przed zamachem. Wyobraź sobie, do Thrawna podchodzi oficer na krótki dystans i atakuje go np. wibroostrzem, za późno jest wtedy na blaster, więc Thrawn używa jednego ze swoich chwytów i unieszkodliwia zamachowca zanim ten zada śmiertelny cios.

          • Heian Jaing Ordo

            Ale wiesz… To jest taki ciekawy problem. Bo w Nowej Nadziei masz głównie Vadera, który posługuje się bronią białą [jako ten zły]. Następnie pojawia się Obi2Wan (ale umiera i masz babo placek[mylę się w chronologii, lecz idąc zgodnie z pokazami na filmie, to może, lecz to i tak mało ważne]) i masz trzeciego: Luke’a. Co właśnie przedstawia to, że bronie białe są staromodne i nieużywane. Tylko użytkownicy Mocy [nieliczni osobnicy] z nich korzystają, bo to takie… hmm, majestatyczne, staromodne, tajemnicze, mistyczne [o to właśnie słowo klucz].

            Blastera używa każdy, spójrz na Hana Yolo, który mówi, że https://youtu.be/5lQmx5vfUok?t=1m5s
            To właśnie pokazuje różnice społeczną-klasową w uniwersum. Lekką odmienność świata Gwiezdnych Wojen od Naszego, co jest właśnie najciekawsze.
            Jednak masz piki, z których korzystają Gwardziści Imperatora, chyba z nich strzelają, i wyglądają jak broń biała – czyli dawna, honorowa, paradna. Tylko osoby będące w grupkach wybranych z takich broni korzystają. Bądź co, to Gwardziści to nieliczna grupa.
            To trochę jak w dzisiejszych czasach. Czy ktokolwiek chodzi z średniowiecznym mieczem? Raczej nie. A broń w Ameryce ma prawie każdy. Jednak nie miecz, halabardę, pikę lub cokolwiek innego z broni białej. To właśnie odbicie części naszego świata w GW, to właśnie tak Nas do nich przyciąga.
            Jednak teraz nadaje się wszystkim zdolności walki wręcz; oficerowie Imperium, szturmowcy First Order itd. Wtedy masz duży problem. Każdy sobie może wziąć miecz świetlny i udawać geniusza walki. Przetnie wszystko! I każdego pokona albo trafi na lepszego od siebie [Finn]. Co za problem rozdać bronie z kyberem wszystkim? Jak w The Old Republic [dodatku]. To właśnie takie debilizmy powodują mój ból i złość odnośnie Nowych Gwiezdnych Wojen. Ktoś kto to tworzy w ogóle nie myśli nad szczegółami. Bawi się tylko w historię, którą kupi większość ludzi, ale nie wszyscy. Chodzi o sprzedaż w danej chwili. Nie w późniejszym czasie. Nie o opowieść na epoki. Chodzi tylko o kasę. Taka smutna prawda.

            Jednak gdzie moi Komandosi Republiki?! Gregor cisnął tak jak powinien.

          • Darth sheldon

            Wibroostrze to nie miecz świetlny, i jest on obowiązkowym wyposażeniem żołnierzy

          • Heian Jaing Ordo

            Gdzie to znalazłeś? Bo ja w filmie ani razu. W TCW nie widziałem żadnego wibroostrza. To legenda tak samo jak miecz plazmowy, było coś takiego u Jaxa Pavana, gdy stracił miecz.

          • Darth sheldon
          • Heian Jaing Ordo

            Jak już nóż od masła robi się wibroostrzem, to naprawdę jest źle 😀
            W serialu ani razu nie widać było klingi, która wibruje, cokolwiek się rusza. Po prostu zwykły miecz, kawałem zaostrzonego metalu. Komando-droidy na przykład.

            Jednak czy robienie broni do walki wręcz, ta tonfa, jest naprawdę potrzebne? Patrząc na jej użyteczność, to całkowicie można wyrzucić ją do śmietnika. Tylko nadaje się do pojedynków, bo tłum zmiażdżyłby tą osobę… No chyba, że wystarczy jej tylko dotknąć, to wtedy może działać jak włócznia. Taka grupa idzie i wystawia te tonfy z przodu… Ekr, to głupie 😉
            Sam trening, Ok, ale patrząc na szturmowców w serialu i filmach to mają takiego treningu 0%.

          • M.T.

            Patrząc na szturmowców można powątpiewać czy oni w ogóle przeszli stosowny trening w jakimkolwiek kierunku 😉

          • Heian Jaing Ordo

            Wypraszam sobie 😛
            Oddziały Szturmowców doskonale wyszkoleni są w kopaniu koszy z owocami. To naprawdę wielki wyczyn Imperialnej Myśli Wojennej!

          • M.T.

            Skoro postanowiliśmy znaleźć w ich formacjach jakieś walory, to nie zapominajmy o pewnej elitarnej jednostce, która opanowała nieosiągalną dla przeciętnego żołnierza umiejętność padania na ziemię pod ostrzałem wrogów. Niestety nawet oni nie są w stanie mierzyć się z tak niebezpiecznymi osobnikami jak wspinający się słabiej uzbrojony rebeliant. Tym bardziej należy docenić imperialne metody szkolenia, które spowodowały, że żołnierze w obliczu takiego zagrożenia postanowili pozostać na polu bitwy, zamiast salwować się ucieczką 🙂

          • Heian Jaing Ordo

            No ja się tutaj muszę zgodzić :S

            Szturmowcy Śmierci są wyśmienicie wyszkoleni. To miód pośród dziegciu. Najlepsi z najlepszych. Programowani od uro… Ach, to nie ten tekst 😀
            A tak na serio. To naprawdę to tylko oni potrafią się kłaść i mają troszeczkę lepsze uzbrojenie – granaty, zmutowane głośniki i lepszy image 😉

          • M.T.

            Nigdzie nie neguję tego, co piszesz. Zgadzam się z tym, że w skutek militarnych aspektów rozwoju technologii tradycyjne formy walki będą odchodzić do lamusa. Jednak mogą zdarzać się wyjątki, gdzie sprzęt zawiedzie lub jego użytkownik zostanie rozbrojony, a wtedy umiejętności walki wręcz mogą okazać się nieocenione. Na polu bitwy taka sytuacja jest mniej prawdopodobna, jednak w przypadku łowców nagród czy policjantów takie ryzyko może być minimalnie większe. Dlatego jestem zdania, że troszkę treningu w tym zakresie nie zaszkodzi 😉

          • M.T.

            W działaniach wojennych uniwersum faktycznie broń biała jest raczej rzadko używana, jednak w przypadku sił policyjnych częściej może dochodzić do walki w zwarciu, a wtedy dobrze mieć pod ręką jakąś pałkę ogłuszającą czy inny odpowiednik naszego ziemskiego paralizatora.

            Co do walki wręcz, to wydaje mi się, że nawet w tak przepełnionym różnymi odmianami blasterów świecie znajomość sztuk walki może okazać się bardzo przydatna, co pokazał chociażby Jango w walce z Kenobim 🙂

  • Darth sheldon

    Akurat Yularen powiedział, że Lyst jest zbyt oczywisty.