O „Przebudzeniu Mocy” po raz ostatni

„Tragedia. Profanacja. Prymitywne kino dla miłośników efektów specjalnych.  Najgorsze, co przytrafiło się Star Wars w historii.  Odtwórcza wydmuszka.” Tak mniej więcej wygląda sporo opinii, które przeczytać można na różnych forach i fanpage’ach na temat Przebudzenia Mocy. Z drugiej strony gdzieś tam po dziś dzień przemykają głosy zadowolonych fanów, którzy dobrze bawili się przy przygodach Rey i spółki. Jak część czytelników może pamiętać, zawsze deklarowałem swą przynależność do tej drugiej grupy. I od dawien dawna słyszałem różne głosy, które próbowały mnie przekonać. Żebym się zastanowił, że to na pewno hype mnie poniósł. Że wad ten film ma naprawdę sporo. I, szczególnie ostatnio, że nie może się podobać komukolwiek, kto widział Łotra 1Po kolejnych seansach filmu na moim laptopie i przemyśleniu różnych argumentów za i przeciw stwierdzam, że… mają trochę racji. I choć po roku pewne rzeczy dużo bardziej kłują w oczy, nadal bardzo lubię ten film. Ale zanim znowu zwrócę uwagę na jego pozytywne aspekty – trochę na temat tego, co się zmieniło w moim postrzeganiu tego obrazu. Zapraszam do lektury mojego ostatniego tekstu poświęconego Epizodowi VII.

Kto z kim, dlaczego?

Przede wszystkim: tło. Mamy konflikt, w którym główną rolę odgrywają resztki Imperium zebrane w Najwyższy Porządek oraz starającą się uniknąć konfliktu Republikę, której niektórzy członkowie wspierają Ruch Oporu – niewielką grupę idealistów, którzy nie dają wiary w to, że zawieszenie broni między stronami potrwa wiecznie. Pomysł niby ciekawy, realizacja jednak wydaje mi się teraz taka sobie. Informacje na temat konfliktu są przekazane dość chaotycznie przez porozrzucane w całym filmie strzępki informacji. Brakuje jakiegokolwiek wprowadzenia do relacji między Republiką a Ruchem Oporu, zarysowania ówczesnych nastrojów choćby w najmniejszym stopniu. I nie chodzi mi tu o rozwlekłe i ciągnące się w nieskończoność wywody rodem z Nowej Trylogii, a o kilka krótszych scen, które co nieco by uporządkowały i pokazały relacje między stronami „tych dobrych” i samą Republikę, zanim pokazano nam jej zagładę.

Ogólnie jestem zdania, że ta trójka dostała jeszcze za mało szans, by się wykazać. Mam nadzieję, że dostaną je w kolejnych epizodach, bo potencjał pokazali niemały.

Miszmasz wśród dramatis personae

Inna sprawa: ci źli. Moje zdanie o Kylo pozostaje niezmienne – najpewniej będą z niego jeszcze ludzie, choć jako symbol zła nie spisał się wcale. Hux – tutaj mam jedną, niewielką uwagę. Postać jest dobrze zagrana (kontrast między nim, przemawiającym z pasją i płomienną nienawiścią do wrogów i jego błogą twarzą, w zadumie patrzącą na promień Starkillera) , widać, że jest całkowicie oddany sprawie i bezwzględny.  Ale niestety niepotrzebnie pokazano go płaszczącego się przed Snoke’iem. Moim zdaniem właśnie to nieco „upupiło” tę postać i odrobinę zepsuło wrażenie. Gdyby pokazano go tylko nadzorującego kolejne operacje i próbującego zdławić wrogów, a kontakty ze Snoke’iem zostawił tylko Kylo Renowi, na pewno wrażenie byłoby dużo lepsze.  A sam Snoke? Za wcześnie, by go oceniać. Wizualnie nie powala (jedynie głos zapada w pamięć), poza mądrzeniem się z tronu wiele nie zrobił. Podobnie z kapitan Phasmą – wygląda nieźle, ale poza tym nic więcej o niej powiedzieć się nie da. Szkoda, że nie pokazano nam żadnych starszych członków Najwyższego Porządku – każdy z jego ludzi był bardzo młody. Z jednej strony dobrze było zobaczyć, że idee Palpatine’a nie giną i wciąż przekonują do siebie wiele osób, ale z drugiej… ktoś starszy stażem zdecydowanie by się przydał. I dopiero po Łotrze 1 zdałem sobie sprawę, jak bardzo tam brakowało kogoś pokroju Krennica czy Tarkina.

Z drugiej strony Han i Leia spełnili swoją rolę rewelacyjnie, a pomysł ukazania ich jako bardzo kochających się ludzi, którzy mimo wszystko do siebie nie pasują i musieli podążyć innymi ścieżkami za zrealizowany dobrze. Luke’a z oczywistych względów pomijam. A nowi?

Przede wszystkim – nie. Rey nie jest Mary Sue. Przynajmniej jeszcze nią nie jest. Jest bardzo sympatyczną i świetnie zagraną postacią, do której po dwóch godzinach zdążyłem się przywiązać. Moim zdaniem w całym filmie rozsiane jest wiele wskazówek, co do tego, że wcale nie jest prostą zbieraczką złomu. Dziwnym trafem w scenach, w których pada pytanie o jej tożsamość nagle zawsze pojawia się wielce tajemnicze cięcie. Nagłe ocieplenie się Hana Solo w momencie, w którym poznaje jej imię i króciutkie ujęcie, w którym po zachwycie Rey nad Takodaną i mnogością zieleni patrzy na nią, jakby coś wiedział i było mu jej strasznie żal tylko mnie w tym utrzymują. No i dodatkowo Rey sobie wyobraża wyspę na oceanie, do której dobrał się grzebiący jej w głowie Ren – może to jakieś wspomnienie z dawnych lat?

Scena budzi niemałe emocje, imponuje starannym wykonaniem. Mam nadzieję na równie udaną powtórkę w wykonaniu już w pełni wyszkolonych władców Jasnej i Ciemnej Strony.

Ponadto dziewczyna zna się na walce bronią białą. Bez tego nie przeżyłaby na Jakku pół dnia. Zna się na budowie statków kosmicznych, bo rozkładała je większość życia. Pilotuje statki ponieważ… tu się zgodzę, mogli przynajmniej wspomnieć to, czego dowiadujemy się dopiero ze źródeł pozafilmowych, że miała w swoim „domu” symulator lotów znaleziony w jednym z wraków – choć to i tak takie sobie wytłumaczenie. A walka z Kylo Renem? On przecież był ciężko ranny, zdruzgotany emocjonalnie po zabiciu ojca i nie chciał jej zabijać, a raczej przeciągnąć na swoją stronę. Plus – zawierzyła Mocy i dopiero wtedy uzyskała przewagę. Dokładnie tak, jak Luke, który dopiero, gdy zawierzył Mocy mógł oddać precyzyjny strzał i zniszczyć Gwiazdę Śmierci. I naprawdę nie rozumiem, jak osoby klnące na tę scenę puszczają mimochodem dziewięciolatka, który, mimo że po raz pierwszy zasiadł za sterem myśliwca, zniszczył wielki okręt Federacji Handlowej.

Inna sprawa – Finn. Bardzo sympatyczny facet z ciekawymi motywacjami – osoba, która nagle zdaje sobie sprawę, że od urodzenia była w złym miejscu i nie jest w stanie poświęcić swego człowieczeństwa na rzecz ideologii. Która bardzo chce znaleźć swoje miejsce i wykazać się, choć bierze się do tego przesadnie porywczo. Bez wątpienia, zanim zazna upragnionego spokoju, czeka go jeszcze spora przemiana, jest w nim wiele potencjału.  Ale jednocześnie to postać zepsuta przez wysilony „nastoletni” humor w postaci przesadnie komicznych ekspresji oraz niektórych drętwych żartów (scena, w której konfrontuje się z Phasmą była… w krępujący sposób infantylna). Znakomicie za to wypada jego relacja z Poe Dameronem – czuć, że jakimś zrządzeniem losu panowie w moment byli w stanie się polubić.  I właśnie Poe – najskromniej nam pokazany, ale w stopniu, który pozwala go polubić i obudzić głód poznania jego kolejnych przygód w nadchodzących filmach. Bardzo sympatycznie wypadła też Maz Kanata – pełna ciepła i humoru, wzbudzająca uśmiech na twarzy. Aż szkoda, że jej rola w filmie urwała się nagle i bez godnego zamknięcia jej wątku.

Przyjemny hołd fabularny. Ale wystarczy

Tyle o postaciach. Teraz fabuła. Podkreślę raz jeszcze to, o czym pisałem w poprzednich artykułach – nie odczułem, że Przebudzenie Mocy to bezmyślne ksero Nowej nadziei, jak wielu krzyczy. Owszem, analogie są bardzo wyraźne i większość aluzji do starych filmów odnosi się właśnie do debiutu Star Wars. Nawet nowe elementy niekoniecznie są nowatorskimi, wszystko to gdzieś już było. Niemniej porównałbym  to z jedzeniem nowej pizzy. Wszystkie składniki (a zwłaszcza ciasto) znamy. Ale ich kompozycja i układ sprawiają, że czujemy świeży, nieco inny od dotychczas nam znanych smak. I choć osobiście mi to pasuje, jestem w stanie zrozumieć,  dlaczego innym takie podejście nie odpowiada. Utworzenie hołdu dla przygodowych korzeni uniwersum Star Wars mogło się nie spodobać i wywołać reakcję „znowu to samo”. I przede wszystkim – jeden tego typu hołd wystarczy. Od Epizodów VIII i IX oczekuję, że zachowają ducha oryginału, a jednocześnie spróbują się nieco wybić pomysłami i ambicjami poza to, co do tej pory widzieliśmy w poprzednich trylogiach. Drobne kroki w tym kierunku podjął Łotr 1  i mam nadzieję, że The Last Jedi pokaże nam już dużo nowego.

 Na swym wystąpieniu w ramach projektu TED  J. J. Abrams opowiedział, jak lubi kreować fabułę swych dzieł. Daje dobry obraz tego, jakiego rodzaju kroków można spodziewać się w kolejnych odsłonach Gwiezdnej Sagi.

Dyskusyjną sprawą jest też sposób kreowania fabuły. W pierwszej części obrzucono nas pytaniami i niejasnościami, które w kolejnych filmach będą stopniowo wyjaśniane. Szkoda, że przez to nie mamy co liczyć na kolejne „I am your father” – przez politykę „tajemniczego pudełka” J.J. Abramsa wiemy, że zwrotów akcji należy spodziewać się w dużej ilości. I choć mogą być oryginalne i trzymają nas ciągle głodnych ciągu dalszego, na pewno nie wzbudzą w nas takich emocji, jak legendarna scena na Bespinie.

Pamiętne sceny – te dobre, te złe…

Poza tym, odniosę się do słów jednego ze znajomych z fandomu. Osoba ta stwierdziła, że Przebudzenie Mocy nie posiada scen, które na dłużej zapadłyby w pamięci, i do których chciałoby się wracać. Ośmielę się nie zgodzić. Po dzień dzisiejszy lubię wracać do sceny otwierającej film – świetnie dobrana muzyka, efekty świetlne, rewelacyjnie przestawiono żołnierzy Najwyższego Porządku jako naprawdę złych; w końcu mordują całą wioskę pełną niewinnych istot. Przelot „Sokoła Millenium” – uczta dla oczu. Bitwa o Takodanę – kwintesencja radości z podziwiania walk w świecie Star Wars, w tym świetne ujęcia walczących myśliwców, strzelanina na gruzach zamku, słynne „Traitor!”… Niestety, niektóre sceny zapadną mi w pamięć również negatywnie. Moją opinię o  scenie w kantynie Maz już kiedyś wyraziłem, teraz tylko podkreślę – to nie tylko zmarnowany potencjał, ale i kompletny brak szacunku dla osób, które włożyły ogromny wysiłek w jej przygotowanie. No i scena odpalenia Starkillera i zagłady systemu Hosnian. Gra aktorska Gleesona, widok tłumu salutujących szturmowców – duży plus. Efekty wizualne i skomponowanie tego z muzyką – również. Pokazanie reakcji zarówno ofiar, jak i widzów – rewelacja. Co nie zagrało? Przede wszystkim to, że nie wiemy prawie nic o Nowej Republice poza tym, że jest i stara się nie wychylać. Te wszystkie postacie są zupełnie anonimowe i jakoś trudno się było nimi przejąć. Ponadto jestem zdania, że twórcy mieli tu szansę, by osiągnąć wielkość. Gdyby pokazali nam zagładę znanej już nam stolicy galaktyki – Coruscant, którą poznawaliśmy w starych filmach – byłby to jeden z większych zwrotów akcji w historii marki i jedna z najbardziej pamiętnych scen w filmowych Star Wars.  A wystarczyłoby, by w bazie Ruchu Oporu padły inne słowa.

Marudzę, marudzę… a było fajnie!

Podsumowując.  Widać, że można było lepiej. Widać, że można było odważniej, oryginalniej. Widać, że film miał być hołdem dla korzeni filmowego Star Wars, ostrożnie łącząc go z nowocześniejszą otoczką i efektami specjalnymi ( byłbym zapomniał – połączenie efektów praktycznych i komputerowych wyszło rewelacyjnie. W przeciwieństwie do Nowej Trylogii naprawdę czuć, że tego wszystkiego można by dotknąć), by zbudować podwaliny pod nowy świat Gwiezdnych wojen i przykuć do formuły nowych widzów. I choć idealnie nie jest – nie wstydzę się tego filmu kłaść obok płyt ze Starą Trylogią. Bo dostarcza mi podobnych dawek frajdy, jak one.  I przyznaję, że niestety Epizod VII nie sprawdza się zupełnie jako spadkobierca tradycji Expanded Universe. Tu lepiej sprawdziło się Rogue One, z którego – mam nadzieję – nieco przykładu wezmą nadchodzące filmy i śmielej będą grały z konwencją i bezpiecznymi, sprawdzonymi rozwiązaniami.

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook328Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Matixsb

    Dobry film.
    ALE jako film a nie część tej odległej galaktyki.
    Tak jak za akceptowałem Łotra 1 wstawionego w miejsce trylogii A.C. Crispin’a łączącą zdobycie planów gwiazdy śmierci z przeszłością Hana nieświadomego sytułacji.
    Tak kataloguję ten film w moich zbiorach jako część „Legend”, tym samym pozostając przy kanonie Expanded Universe w części ABY (after battle of yavin- kalendarz EU uznaje ten moment za rok zerowy) i na razie nie uznaję działań disneya
    Osobiście jestem gotów dać im jeszcze jakąś szansę ale od dziś mają w moich opiniach mały margines błędu (obejrzałem sobie ostatni sezon Rebels i to co śmieli zrobić z Thrawnem – Trylogia Zahn’a zajmuje honorowe miejsce na mojej półce jako nr.1 mojej kolekcji SW zaraz obok kompletu filmów I-VI(filmy poza moim rankingiem))

    • Heian Jaing Ordo

      Czekam na VIII. Jeśli Ona nie da rady ogarnąć tego bajzlu, to tylko trzeba poczekać na NNK za 30 lat 😉

  • M.T.

    Jak każda cześć sagi „Przebudzenie mocy” nie jest produkcją idealną i posiada swoje wady, które można punktować. Jednym się podobało bardziej, innym mniej, ale chyba główny powód ogromnego hejtu, z jakim film ten się spotyka to reset kanonu. Poniekąd nawet rozumiem gorycz ze strony fanów, którzy przez wiele lat obserwowali rozwój świata wydając często nie to niemałe pieniądze tylko po to, by nagle to wszystko uznane zostało za niekanoniczne. Przypuszczam, że nawet gdyby film okazałby się oscarową produkcją na najwyższym poziomie, wielu fanów by go nie zaakceptowało dlatego, że zniszczył ich wyobrażenie o bohaterach. I nie mamy prawa jako entuzjaści filmu mieć o to do nich pretensji :).

    • Paweł

      Przede wszystkim za długo na to czekaliśmy i za mało dostaliśmy. Aktorzy kluczowi – Ford, śp Fisher, Hammil – na ich postaciach rósł Expanded Universe – Trylogia Thrawna, Dziedzictwo Mocy oraz komputerowe serie jak Dark Forces później Jedi Knight. I po tylu latach to wszystko poszło do kosza… Zrozumieć można, że było tego za dużo i nie do ogarnięcia przez ekipę Abramsa ale puścić taką ilość materiału z dymem i stworzyć kalkę Nowej Nadziei obecnej generacji… Żadna nostalgia czy oddawanie hołdu nie usprawiedliwi tego chorego mordu… Szczerze mówiąc gubię się w Disneyowskim SW – chociażby dlatego, że nie mam czasu śledzić serialu Rebels…co boleśnie odczułem w Łotrze 1 – o niby smaczek ale dla kogo? dla weterana SW czy dla młodzieży Disney’a?

      • Heian Jaing Ordo

        Dla zwariowanych szaleńców 😀
        Jak większość Nowego Kanonu. To czysta nostalgiczna podstawa. Dlaczego? Wszystko się odnosi do wszystkiego, znaczy NK do EU. Ściągamy ile się da i jak się da. By dawać złudne nadzieje. Przykład: Thrawn? Jest. Genialny? Nie. Zwykły oficer pośród debili, więc wychodzi, że jest genialny, lecz w porównaniu do Rebeliantów nadal jest… półgłówkiem lub kimś na równi.
        To co wyczyniał łapiąc Mon Mothme lub jak zaatakował bazę Duchów, to po prostu zakrawa o pomstę do Nieba/Mocy! Thrawn z EU zastrzeliłby się na miejscu widząc to, co się wyczynia w Imperium 🙁

  • Millennium Falcon

    Tragedia to nie Przebudzenie Mocy tylko Łotr 1. Żeby się nudzić na gwiezdnych wojnach? Tylko na Łotrze 1.
    PB obejrzałem ponad 10 razy. Łotra 1 za drugim razem wyłaczyłem – NUUUDAAA!!!!

    • Heian Jaing Ordo

      Kto co lubi.
      Mnie głupota TFA bije od pierwszych minut. Niszczyciel fajny, ale potem groza i idiotyzm. Zdrada Finna to czysty debilizm. Nigdy nie zmienię zdania, dopóki ten głupi dzieciak nie uzyska dostępu do Mocy.

      • Dorian Rathenow

        Co jest debilnego w zdradzie Finna ?

        • Heian Jaing Ordo

          Znowu mam tłumaczyć? K***e, już rok zajmuję się wytłukiwaniem z głów ludzkich tego problemu.
          W skrócie:
          – Finna od dziecka szkolono, 5-6 lat miał jak go zabrano;
          – Szkoliła go organizacja mająca doświadczenie, bo Old Hux ogarniał wcześniej ten produkt, więc poprawił błędy, jak były;
          – Nikt inny nie zdradził. Nikt. Phasma to badziew, więc o niej nic nie będę mówił. Jeśli to jej wina, to tylko jej wina spowodowała zdradę 2187 [tego jednak nie wiemy];
          – Szturmowcy byli w ograniczonym środowisku, które pilnuje dostępu do informacji. Znał wiedzę, której potrzebował od Organizacji [w skrócie FO], więc nie miał wpływów z zewnątrz. To uniemożliwia chęć zdobywania wiedzy gdzie indziej. Każda inność oznacza niewiedzę, a niewiedza oznacza strach. Wszystko uzyskiwał od FO, stąd nie miał potrzeby poznawania czegokolwiek, bo na każde pytanie FO miało odpowiedź. Własną odpowiedź [zgodną z prawdą lub nie];
          Tak działa I N D O K T R Y N A C J A .
          Przykłady:
          – Orwell i „Rok 1984”, w którym widać, że TO wiedza o INNYCH spowodowała, że jednostka uznała, że chce się oderwać. Reszta nie wiedziała, więc miała to gdzieś. Zgodnie płynęła z nurtem narzuconym przez władze.
          – Nazistowskie Niemcy i Hiterjugend: Jeden z amerykańskich kapitanów, pod koniec wojny, stacjonował niedaleko Berlina, który właśnie zajmowali Rosjanie [to mniej ważne]. Złapano jednego z „żołnierzy”, którego wychowywano według Aryjskiego Kanonu od dziecka. Żył tym i tym istniał. Był z Hitlerjugend. Kiedy się go kapitan zapytał co sądzi o Zbrodniach i Holokauście, to oznajmił, że to przecież nie żaden problem, bo czyszczono przecież wyższą rasę. Pomagano całemu światu. Czyszczono po złych Żydach. Chłopak wiedział, co robiono w innych obozach, ale go to w ogóle nie ruszało. Nawet w momencie, gdy Ruscy już prawie docisnęli Hitlera do końca, to ten członek Hitlerjugend nieprzerwanie uznawał, że Niemcy zwyciężą. Kapitan się spytał: Jak? Chłopak odparł, że tak wierzy, bo to przecież Trzecia Rzesza, a ta zawsze przetrwa. Bo przecież Wódz jest niepokonany. Chłopaka zaaresztowano.
          – Wehrmacht wysłał swoje najmłodsze oddziały, prawie nieuzbrojone [bo niezbyt wiele zostało z arsenałów w Berlinie], na wojska Amerykańskie, by je zatrzymać, pod koniec wojny. Nikt z tych żołnierzy nie zaprzestał walki. Nawet nie mając ŻADNYCH szans. Przegraliby i tak. Jednak nikt się nie poddał.

          Tak działa INDOKTRYNACJA, ona wypiera jedne myśli i wtłacza drugie. Jak te indoktrynowanie od dziecka w GW działa inaczej, to ja nie wiem, jak to w ogóle tam działa.
          Generał Hux mówił, że szkolono ich od dziecka i Finn to potwierdza. Jednak szkolenie od wieku 6 lat, patrz Hitlerjugend, powoduje, że nie uzyskuje się wiedzy o czymkolwiek innym. Jest tylko Wódz, Rząd, Przełożeni, Organizacja [Społeczeństwo]. Nic innego nie istnieje i nie jest ważne. Wszystko inne jest obce i wrogie.

          Kolejny przykład mi wpadł do głowy. Islamscy terroryści. Ten sam schemat. Złapanie kogoś. Indoktrynacja i obiecanie nagrody, a ci zrobią wszystko dla przywódcy.

          Powtarzam, tak działa indoktrynacja. Wyłączenie z niej jest BARDZO trudne, gdyż ten, kto ma być od-indoktrynowany, nigdy nie znał innego świata.

          Istnieje tylko jedno wyjaśnienie: Moc. Jak Finn ją czuje, to OK! Może zdradzić. Jak nie. To jest to D E B I L I Z M! I fanfic Jar Jar Abramsa.

          Dziękuję za uwagę. Skończyłem już dywagacje o F2187.
          PS. Debilizm uznawany był kiedyś za chorobę.

          • M.T.

            Ogólnie zauważyłem, że problem sagi to niewykorzystanie potencjału, jaki mają w sobie pewne wątki przez co wypadają one nie zawsze tak jak powinny.
            Ale to w końcu „Gwiezdne wojny”, a one od zawsze nielogicznościami stały.
            Sam do niedawna boczyłem się na epizod VII, jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że filmy pod względem logiki i pewnej dozy realizmu, których wymagam nigdy moich oczekiwań nie spełniały, więc dlaczego inaczej miałoby być w przypadku „Przebudzenia mocy”? Jako fani możemy taki stan rzeczy zaakceptować, bądź nie, bo uniwersum poza paroma wyjątkami z pewnością zawsze takie będzie. 🙂
            Chociaż przy seansie TCW nie potrafiłem powstrzymać irytacji w momentach, gdy Jedi odpuszczali sobie walkę z grupą zwykłych zbirów, bądź bawili się w kotka i myszkę z przeciwnikami tylko dlatego, że nie mieli akurat przy sobie miecza. Jakby zapomnieli o czymś takim jak moc 🙂
            Również klonów ten serial dotknął. Ich mit jako profesjonalnych super-hiper-mega wyszkolonych żołnierzy runął 🙂

  • Heian Jaing Ordo

    Uwaga! Będzie długo.

    Jeszcze 5 lat albo mniej i przyznasz mi pełną rację, że ten film to czysty nostalgiczny majstersztyk. Jak zrobić film o niczym z nowym wyglądem. Nic nie wiemy? Nic. I się nie dowiemy do 8 lub nawet 9 części.

    Gdzie Imperium? Bo ja nie wiem. Jak pamiętam, to coś tam wspominano w Bloodlinie, że Imperium i Nowa Republika dzieli galaktykę na dwoje. Jak? Jakku to miał być ostatni bastion, a potem rozdział… Po co? Z jakiego powodu? Republika wygrała, więc miała przewagę… Pytania. Pytania.
    Rey to Marysia Zuzanna, czemu? Lata? Ok! Chociaż Sokół to najbardziej przerobiony statek w galaktyce. Nie zrobisz na jego podstawie lotniczego symulatora, bo ilość konfiguracji wykracza ponad schematy. Nawet Han Yolo zawsze w filmie zaskakiwał się działaniem statku. Bo był bardzo… inny niż reszta.
    No jednak zostawmy to pilotowanie, bo może Rey to Skywalker i ma gen latania. OK! Chociaż jak ona jest „Chodząca w Chmurach”, to wychodzę z kina. Bo to czysty debilizm. Chyba! Że to BARDZO inteligentnie wyjaśnią czemu Luke to dupek. Gorszy od skrzywionego brakiem ojca, matki i rodziny Hana.
    [parafraza do Hana przemytnika] Chociaż wracającego do bycia elektrykiem Wałęsy, to ja nie rozumiem i nie zrozumiem.
    Walka bronią białą… Ekhm. Porozmawiaj z kimkolwiek znającym się na broni. Stwierdzi, że walka kijem to nie walka mieczem świetlnym. Why? Może dlatego, że kij ma dwa końce? Własny ciężar? Polega na bezwładności? Miecz świetlny tego nie ma i kropka.
    A Kylo to nastolatek mający 30 lat… Aha, tego to nigdy nie ogarnę. Można być skrzywionym. Jednak on zabija innych od tak! Nie może być rozchełstanym nastolatkiem, bo po każdym morderstwie to siedziałby przy hełmie dziadzia i płakał. No weźcie nie róbcie ze mnie idioty! On nie ma 16 lat. Rozumiem izolację, lecz on już sobie „sam” radzi od 5 LAT!
    Może czytanie w myślach? Od tak! Strzelanie? Od tak! Chcesz kolejne argumenty?
    Przekłamanie w sprawie młodego Wybrańca. Anakin był mistrzem latania. Zawsze. Był świetnym mechanikiem od dziecka. Nie był mistrzem walki. Nie był mistrzem strzelania. Samo wystrzelenie do droideków uznawał za czysty fart losu, tak samo zniszczenie statku dowodzenia. A Rey? Ta to po prostu weszła w Nurt i jedzie!
    Jak mówicie, że to Ok. To dodam coś jeszcze. Nie miejsce pretensji do Luke’a Skywalkera z EU kiedy rozwala tysiące przeciwników i staje się nieprzebijalną kulą, gdy używa dwóch mieczy. W ogóle nie miejcie jakichkolwiek pretensji do Legend, których”niektórzy” tak nienawidzą, za niespójność i głupotę. Bo łykacie bez problemu, to co Disney wrzuci. Ja mam wony to EU, oj mam. Jednak nie latały aż tak w bajkowe wytłumaczenie wszystkiego. Wyjaśnienie: Bo tak! To można wpisać czasem. Jednak jak wszystko się tak tłumaczy, to wszystko staje się bezsensem.

    Dobra. Skończmy z agresją. Ciemna Strona na bok.
    Ja nie czuję głodu informacji. Nawet przestaje mnie to już interesować. Bo nie interesuje mnie kto to Rey. Bo mam 100 innych pytań, które też są ważne. Może ważniejsze niż złomiarka.
    Dlaczego NR to debile? Minęło dopiero 30 lat. A Imperium dalej za ścianą sobie samowolnie hasa lub to już zupełnie FO… Nie wiemy tego? NIE!
    Czemu Imperium, które istnieje, siedzi cicho? Czemu NR nie stara się łączyć galaktyki? Czemu Luke to gówniarz, który nie jest wart rangi mistrza? Czemu Han Solo udaje przemytnika, gdy jest Bohaterem Wojennym, Legendą Galaktyki? Czemu FO nie produkuje czegoś lepszego niż TIE? Czemu Szturmowcy nadal są deklami? Czemu NR udaje, że nie ma żadnych szpiegów? Można nie robić czegoś publicznie. Jednak rząd ma obowiązek chronić obywateli, nawet pod przykrywką. Przykładem jest wysłanie Rycerzy Jedi w Mrocznym Widmie. Czemu FO walczy z R od 5 lat? Czemu nie zniszczono ich[R] od razu? Czemu nie wysłano nadajnika z jakimś lotnikiem [jak Vader zrobił z Leią w ANH]? Kto to Najwyższy Lider Snoke? Są jeszcze inni liderzy? Czemu Hux dowodzi ważną misją, MOŻE NAJWAŻNIEJSZĄ, gdy to niekompetentny idiota jak 99% oficerów za czasów Imperium? Czemu Finn będąc programowany i uczony od dziecka, zgodnie z polityką Hitlerjugend, uznał, że świat jest inny niż ten, który uznawał zawsze za prawdziwy? Itd. Itd.

    Mogę wymieniać godzinami. Serio. Jednak to nie ma sensu. Box Jar Jar Abramsa jest zbyt duży. Nawet latami go nie zapełnimy dostatecznie. Gorszy niż Lucasowe pomysły. Jego polegały na błędnym reżyserowaniu, które można było wytłumaczyć książką lub książkami, a Abrams zapoczątkował koło, które nie skończy się nigdy toczyć rozrzucając wszędzie błoto. Tylko, że na to błoto można kłaść tylko kolejne warstwy gipsu, lecz zaraz ono wycieknie i znowu będzie problem. I tak w koło Macieju…

  • Wojciech Ciężobka

    Artykuł ciekawy, choć zdanie mam odmienne w wielu kwestiach. Całkowicie nje zgodzł się z pomysłem zagłady Coruscant! To jeszcze bardziej podzieliłoby fanów SW, byłoby politycznie nieopłacalne dla najwyższego pożądku. No i nie wiem czy fizycznie byłoby to możliwe, gdyż odległość Coruscant od nieznanych regionów jest znaczna…

    • Heian Jaing Ordo

      Co za problem? Strzelają w Nadprzestrzeń, więc pociski dolecą wszędzie. Czemu tego nie zrobili?
      Kolejny głupotki Jar Jar Abramsa, jak większość z tego filmu. Fanfik, jak nic 😉

      Pytanie najważniejsze, Imperium według Bloodline istnieje. Więc czym jest FO? Pytania. Pytania. Pyt…

      PS. Wiem, że mi usunęliście komentarz, lecz nie mam pretensji 😉

      • Muszę się zgodzić z moim redaktorem – zniszczenie Coruscant byłoby czymś, tymczasem z Hosnian Prime nie czujemy żadnego emocjonalnego związku, bo to zupełnie nowo stworzona planeta. Niby Alderaan w „Nowej nadziei” też był nowy, ale to jednak trochę inny przypadek.

        Skoro czytałeś „Bloodline” (albo „Empire’e End”), to powinieneś wiedzieć, czym jest Najwyższy Porządek 😉

        Nic nie wiem o żadnym usuniętym komentarzu. Być może ktoś inny z redakcji coś usuwał, ale o ile nie było tam wulgaryzmów, to nie widzę powodów do kasowania czegokolwiek.

        • Heian Jaing Ordo

          Sektą? Frakcją? Nie wyjaśniono w jaki sposób działa Prawdziwe Imperium po Upadku. To nadal tajemnica. Bo jeśli Republika nie ma floty, a jak miała, to wystarczył jeden strzał ze Starkillera, by ją zniszczyć, to co przeszkadzało Imperium zniszczyć tych Wrogów wcześniej?
          Dlaczego 29 lat udaje się, że nic się nie dzieje w galaktyce, oprócz Nowej Republiki która sobie politykuje, dopóki nie pojawił się Liderek Snoke ze Swoimi dzieciaczkami?
          Jak mówiłem, pytania i pytania. Nie jest Imperium w sensie stricto. Jak Imperium pozwala na istnienie FO, to z jakiego powodu nie włącza od razu w siebie?
          Czy FO to już Imperium w 25, kiedy Kylo Renek zdradza czy nie?
          Książki tylko udają wytłumaczenia. Niczego nie tłumaczą, tworzą historyjki o niczym. Taka prawda. Powiększanie uniwersum, ale nie wyjaśnianie dlaczego z Tego [OT] zrobiło się To [NK].

          Stawiam, że komentarz był zbyt długi i zwiły, więc się komuś nie spodobał 😉

          • M.T.

            Bez przesady, to raczej nie portal dotykający spraw politycznych, że usuwa się niewygodne komentarze 🙂 Stawiam na pomyłkę.
            Na przeczytanie komentarza się załapałem i w sumie sam się zastanawiałem, gdzie przepadł.

          • Heian Jaing Ordo

            A to ciekawe… Może po prostu wstrętne Rebelianty zrobiły atak na Stronę?
            Pewnie zbyt Imperialna jest i macie pewnie jakiegoś Kallusa u Siebie, który lubi zmieniać strony 😀

            Ale, ok. Szkoda, bo bym sobie podywagował z Wami… a tak, to troszkę już nie pamiętam o co dokładnie tam się tłukłem 😀
            Chociaż pewnie o to, że TFA to nadal film mający zbyt wiele pytań przez swoje 30 lat od OT 😉

    • M.T.

      Dlaczego zniszczenie Coruscant miałoby być nieopłacalne przy założeniu, że to właśnie tam Republika ma stolicę?

  • Matixsb

    Mały apel do osób używających skrótu NK (nowy kanon)
    Nie sądzicie że lepiej pasowało by DK (disney’owski kanon – skrót pasuje też po angielsku disney’s kanon)

    • Nie, bo nowy kanon nie tworzy Disney, a Lucasfilm Story Group – Disney nie ma nic do gadania w sprawie kanonu i jego kształtu 🙂

    • Darth sheldon

      New kanon ma taki sam skrót.

  • Radek 765

    przebudzenie mocy to fajny film