Pelerynki z odległej galaktyki

Można zaryzykować tezę, że w Gwiezdnych wojnach Imperium pelerynką stoi. Nie od dziś wiadomo, że dobrze skrojona peleryna dodaje +50 do szyku i minimum +100 do zajebisto… elegancji. A czego jak czego, ale imperialnym elegancji odmówić nie sposób. Właściwie nie sposób jej odmówić tym wszystkim negatywnym postaciom cyklu, które w mniejszym lub większym stopniu są z Imperium (lub przyszłym/przeszłym Imperium) związane.

Czy Darth Vader wyglądałby tak mrocznie, gdyby nie dodatek w postaci powiewającej za nim spektakularnie peleryny (przypomnijcie sobie choćby jedną z ostatnich scen Łotra 1)? Czy dyrektor Krennic (znów Łotr 1 się kłania) prezentowałby się tak spektakularnie bez peleryny? No dobrze, w jego przypadku to akurat tylko ładny dodatek, bo sam dobrze skrojony mundur wywiadu wystarczy.

ogłoszenie
Przedsprzedaż BATTLEFRONT 2! Najbardziej wyczekiwana gra Star Wars tego roku! Jeszcze więcej zawartości i, przede wszystkim, kanoniczna historia opowiedziana w kampanii dla pojedynczego gracza! Iden Versio czeka na Twoje rozkazy! Kup klucz w wersji ORIGIN (wer. angielska).
dalsza część artykułu ↓

Jak wspomniałam, peleryny to domena czarnych charakterów. A więc jeśli zobaczycie na zdjęciach promocyjnych postać w pelerynie, na 99% możecie być pewni, że to łotr (i to nie jeden). Nieprzypadkowo Kylo Ren w Przebudzeniu Mocy nosi płaszcz, by w kolejnym epizodzie przywdziać pelerynkę właśnie (jeśli nie wierzycie, zerknijcie na zdjęcia promocyjne filmu albo po prostu doczytajcie ten tekst do końca).

Co ciekawe, w większości przypadków długość peleryny determinuje poziom łotrostwa postaci – nieprzypadkowo ta należąca do Vadera niemal ciągnie się po ziemi, a ta, w którą odziewał się Lando Calrissian (tak, tak, o nim też będzie mowa), sięga zaledwie do połowy łydek. Dodatkowo z filmu na film omawiana część garderoby wydaje się coraz bardziej komplikować. Prostotę widoczną w przypadku Vadera zastąpił skomplikowany krój peleryny Orsona Krennica. Pytanie tylko, na ile odpowiada to charakterom postaci, a na ile wielkości budżetu, jakim dysponowali kostiumolodzy.

Poniżej znajdziecie zestawienie (super)bohaterów w ich powiewających pelerynach. Zaczniemy od pelerynek przedimperialnych, separatystycznych, bo jak wiadomo, nie od razu Gwiazdę Śmierci zbudowano, a więc i początki mody bywały różne.

Hrabia Dooku a.k.a. Darth Tyrannus

Jak wiadomo tytuł szlachecki zobowiązuje, a bycie Sithem to już w ogóle nie przelewki, bo ta pozycja wymaga odpowiedniej prezencji. Arystokrata z Serenno, podobnie jak inny znany z popkultury hrabia (ten, który obawiał się o swoją cerę i wychodził głównie w nocy oraz nigdy nie pijał wina), gustował w pelerynie z podszewką. Na szczęście nie krwistoczerwonej, a jasnobrązowej i bez fantazyjnego kołnierza, ale za to z ładnym srebrnym zapięciem. Bierzcie z niego przykład, drodzy Sithowie, bo wygląda stylowo i odpowiednio do swojego wieku. Na dodatek nie oznajmia swoim strojem wszem i wobec, że jest oddany Ciemnej Stronie Mocy i dopóki nie włączy miecza świetlnego (równie stylowego), jest w stanie zmylić przeciwnika i zmącić mu w głowie.

Generał Grievous

Nie od dziś wiadomo, że cyborgi i trepy gustu nie mają. A jak połączy się jeszcze oba w jedno, uzyskamy idealną ilustrację tej tezy – Grievousa. Khaleesi… tfu, kaleeshański (on na szczęście smoków nie miał, to zdecydowanie nie ta bajka i typ urody) generał dowodził armią droidów, a więc i nie musiał reprezentacyjnie wyglądać. Ciało niemal w całości wykonane z duranium to jest to, co droidy lubią najbardziej. I co prawda cztery ręce to nie dwie i  jego wyglądowi już niewiele może zaszkodzić, ale… Ubrać się w koc? I to jeszcze pikowany od wewnątrz? No wybaczcie.

Darth Vader

 Jak na Mrocznego Lorda przystało, peleryna Vadera musi być… mroczna. W końcu nie zostaje się prawą ręką Imperatora tylko za piękne oczy. Ale nawet Lord Sithów zmiennym jest i jego gust nieznacznie ulega modyfikacjom, co widać wyraźnie w filmach. No, może nie tyle gust, bo uwielbienie dla eleganckiej czerni było widoczne przez wszystkie epizody, w których się pojawiał, ale najwyraźniej Mroczny Lord nie mógł się zdecydować, w jaki sposób układać swoją pelerynę i jaką dobrać długość spinającego ją łańcuszka. W Zemście Sithów wyraźnie widać, że ma ją usytuowaną bardziej z tyłu, w Łotrze 1– poły zakrywają całe ramiona, a nawet niemal cały przód pancerza, a w Nowej nadziei– same ramiona. Czyżby lorda Sithów uwierała smycz, na której rzekomo trzymał go Tarkin? A może to własne aspiracje, których istnienie zarzucał dyrektorowi Krennicowi? Podobnie z tkaniną – co film, to inny materiał, raz lepszy, raz gorszy, choć niezmiennie czarny. Przynajmniej tym przekonaniom Darth Vader pozostał wierny aż do samego końca.

Dyrektor Orson Krennic

Biel nie jest zbyt praktyczna, o czym przekonał się każdy, kto nie ma w domu wybielacza, jednak w sterylnych warunkach panujących na stacji bojowej się sprawdza (gorzej, gdy wizytuje się gorącą i pełną lawy Mustafar czy piaszczystą Scarif). A jeśli do tego biała pelerynka jest doskonale skrojona… Cóż, nie ma co ronić łez nad kolorem (i litrami zużywanego wybielacza), gdy wygląda się w takim dodatku jak dyrektor Krennic. I uwierzcie mi, doskonale wiem, o czym piszę. Taka peleryna aż prosi się o choćby niewielki wietrzyk (na pokładzie Gwiazdy Śmierci o taki, niestety, trudno) i zamaszysty, pewny krok.

Pozostaje jednak nie dające spokoju pytanie, na ile przestronne korytarze imperialnych instalacji projektowano dla wygody załóg, a na ile dla odpowiedniej prezencji imperialnych oficjeli. I ich pelerynek.

Kapitan Phasma

Kapitan Najwyższego Porządku jest jedyną kobietą w tym towarzystwie, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać (hełm, zbroja i te sprawy). Phasma też ma pelerynkę – po co, chyba tylko Snoke raczy wiedzieć. Mam nieodparte wrażenie, że ten kawałek szmatki służy w wolnych chwilach do polerowania tej lśniącej, pięknej, kompletnie bezużytecznej zbroi, w której pani kapitan może i efektownie wygląda, ale w której nie miała zbyt wielu okazji pokazania się w jakiejś sensownej akcji (robienie za tło czy przechadzanie się w tym przypadku się nie liczy). A przecież płomienie muszą się ładnie odbijać w powłokach zbroi, prawda? No cóż, po wydarzeniach, jakie rozegrały się w bazie Starkiller, Phasma na pewno miała sporo do czyszczenia.

Ben Solo a.k.a. Kylo Ren

Co prawda w Epizodzie VII Kylo Ren nosił mało gustowny płaszcz (na maskę spuśćmy łaskawie zasłonę milczenia), jednak zdjęcia promocyjne zbliżającej się wielkimi krokami kolejnej odsłony sagi pokazują, że zmienił stylistę i przywdział pelerynę. Kylo wręcz rozpaczliwie pragnie dorównać swojemu zasłużonemu dla dziejów galaktyki dziadkowi, a więc zaczął ubierać się odpowiednio do aspiracji (jeśli chodzi o zachowanie, to do Vadera jeszcze ma bardzo daleko). Dlaczego jednak jego peleryna, zamiast prostoty cechującej strój Lorda Sithów, została skrojona z kilkunastu kawałków tkaniny? Być może odpowiedź tkwi w problemach ekonomicznych Najwyższego Porządku, które zapewne nastąpiły po zniszczeniu bazy Starkiller. Pupilkowie Snoke’a muszą korzystać z tego, co mają pod ręką, a poza tym – wiadomo, nowy myśliwiec sporo kosztuje.

Lando Calrissian

Na pierwszy rzut oka Lando Calrissian nijak nie pasuje do tego zestawienia. No bo jak to, generał Sojuszu, bohater bitwy pod Tanaab i tak dalej? Ale jak przyjrzycie się jego historii, zobaczycie, że jest idealnym odzwierciedleniem tezy zawartej na początku tekstu. A raczej jej odwrócenia.

Lando od pierwszej sceny w Mieście w Chmurach pelerynę ma. Ba, nawet bardzo wyszukaną: niebieską, z wywiniętym kołnierzem i bogatą ciemnozłotą podszewką. Jak wiemy, Lando jest przyjacielem Hana Solo z dawnych czasów, a czy Solo przyjaźniłby się z kimś, kto jest pozytywnym bohaterem? I to jeszcze w tych mitycznych dawnych czasach, gdy parał się wyłącznie przemytem? No wybaczcie, ale Lando krystalicznie białą (sic!) postacią nie jest, o czym przekonujemy się później.

I teraz, uwaga, peleryna Calrissiana sięga mu nieledwie do połowy łydek. A to już powinno zwrócić uwagę widzów. Ma pelerynę, a więc jest łotrem, ale jest ona krótka – czyli można się spodziewać rychłego i cudownego nawrócenia. A potem – tadam! Sami doskonale wiecie, co się wydarzyło.

Teoria pelerynkowa

Jak widzicie, teoria pelerynkowa sprawdza się w 99% przypadków (zawsze znajdzie się ten 1% wyjątku i tu jest nim Dooku, który pelerynę ma krótszą, ale o przejściu na stronę dobrych w jego przypadku trudno mówić).

Polecam Wam uważne oglądanie kolejnych filmów ze świata Star Wars – przekonacie się, że zło pelerynkami stoi. I prezentuje się w nich nadzwyczaj gustownie.

Share on Facebook89Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Robert Jan Fitrzyk

    Powiem tak moim zdaniem peleryna Dyrektora Orsona Krennica oraz peleryna Kapitan Phasmy są zbędne. Fakt zgadzam się, że w przypadku Krennica peleryna to fajny dodatek chodź moim zdaniem wystarczyło Krennicowi dać tylko mundur wywiadu i jedną dwie sceny z żołnierzami ale w dobrej pozie i nawet lepiej by wyszedł niż z peleryną. A co do pani Kapitan to tu peleryna za grosz mi nie pasuje pomijam to, że oficer nie powinien na polu bitwy się wyróżniać ale to małe piwo. Najbardziej głupie jest to, że peleryna przeszkadza i nie nadaje się do ubierania w sam środek bitwy.

    • Magdalena Ithilnar Idziak

      Idąc tym tokiem myślenia można powiedzieć, że Vader też nie powinien mieć peleryny 😉 Fakt faktem, Phasmie peleryna jest potrzebna jak Tuskenowi basenowy ręcznik.

      • Robert Jan Fitrzyk

        Vader to inna sprawa on nie może się nie wyróżniać. Pomijając to, że jest drugi po imperatorze więc na polu walki to i tak by go rozpoznano. Tak jakby Goeringa wysłano na front on by samą twarzą się zdradzał. Ale Vader ma swój unikatowy strój, którego z wiadomych względów się nie pozbędzie. I czy by miał pelerynę czy nie i tak go by rozpoznano.