Relacja z Pyrkonu 2018

Pyrkon, to największy polski konwent, który co roku przyciąga do Poznania dziesiątki tysięcy ludzi. Podobnie było w tym roku, kiedy fala młodych (i nie tylko!) zalała miasto 18 maja i została tam aż do niedzieli. Czy było warto? Poczytajcie!

Relację z tego wydarzenia zwyczajowo zaczęłoby narzekanie na brak organizacji PKP, które co roku ignorowało doniesienia o zbliżającym się konwencie i dopiero w sobotę pomagało podróżnym w dotarciu do Poznania. Ale nie w tym roku! Już w piątek pociągi wydłużano o dodatkowe wagony, a niedzielne przejazdy powrotne odbywały się naprawdę imponującymi składami bardzo długich pociągów.

Komunikację ułatwiało też to, że wejściówki dawały też prawo do swobodnego korzystania z komunikacji miejskiej na terenie miasta. Co prawda, targi są o rzut beretem od dworca, jednak w tym roku weekend pyrkonowy był też weekendem, w ciągu którego wypadała noc muzeów. Jeśli tylko ktoś miał siły i chęci, po zabawie na konwencie można było odwiedzić liczne poznańskie muzea za darmo.


Jednak przejdźmy do samego konwentu: tutaj na największą uwagę zasługuje program, czyli jedna z najtrudniejszych rzeczy do zorganizowania, wybrania i ułożenia. W poprzednim roku program był dość nierówny: raz człowiek miał ochotę się rozdwoić albo nawet roztroić, żeby po godzinie nie mieć gdzie się podziać. W tym roku było zupełnie inaczej: praktycznie zawsze było co robić, gdzie pójść i o czym posłuchać. Co ciekawe, na Pyrkonie obowiązuje dość małe (w porównaniu z innymi konwentami) nastawienie na fantastykę na prelekcjach. W tym roku miałem okazję być na wykładach o fizyce, psychologii oraz numizmatyce. Przyznam, że frekwencja na niektórych z nich była zadziwiająca.

Uzupełnieniem programu były wydarzenia, które nie miały oficjalnego charakteru. Ponieważ na Pyrkon przyjeżdżają tysiące ludzi, łatwo znaleźć osoby o mniej powszechnych zainteresowaniach. W ten sposób znalazłem się na spotkaniu fanów musicalu o Alexandrze Hamiltonie. Nie było to dziełem organizatorów, ale grupki fanów, którzy zmówili się za pomocą Facebooka na konkretne miejsce o danej godzinie. Na tym polega fenomen całego konwentu: ludzie z całej Polski mogą się spotkać w mieście, do którego każdy jest w stanie dotrzeć. A dzięki temu, że Poznańskie Targi są mini-miasteczkiem, każdy znajdzie dla siebie miejsce w dogodnych warunkach.

Nie miałem okazji brać udziału w wielu konkursach, ale słyszałem, że były dużo lepsze niż te, które odbyły się w poprzednim roku. Zdążyłem na konkurs Star Wars, który wzbudzał moje obawy: w poprzednim roku była tragedia, a w tym zabawę organizowali fani anime. Jaki był efekt? Na pewno nie było tragedii, ale trudno też było o dobrą zabawę. Pierwszy etap był typowym konkursem rozpoznawania muzyki, drugi składał się z pytań (tutaj zaczęły się zgrzyty, bo ich poziom był bardzo różny), a na koniec przeprowadzono etap, który był wyraźnie inspirowany jakimś ilustrowanym przewodnikiem: rozgrywka polegała na nazywaniu postaci na obrazku. Niestety, o tak wczesnej porze na konwent nie dotarł ani jeden nerd (przyszedłem dopiero po eliminacjach), przez co w ostatniej rundzie nie padły nawet trzy punkty. Problemem oczywiście byli organizatorzy: każdy potrafi usiąść z przewodnikiem i ułożyć nudne i trudne pytania o szczegóły, ale konkurs powinni układać fani, którzy czytają książki i komiksy, oglądają filmy oraz seriale. Dopiero wtedy konkurs można nabrać kolorów. Trzymam kciuki, żeby na następnych edycjach pojawiły się konkursy organizowane przez fanów.

Nie mógłbym pominąć sprawy kluczowej dla Pyrkonu, która sprawia, że konwent jest aż tak niesamowitym wydarzeniem. Słowem: cosplay. Skala wydarzenia przyciąga dziesiątki, jeśli nie setki cosplayerów z całej Polski. W tygodniach poprzedzających Pyrkon, fanpage i grupy facebookowe zapełniają się zdjęciami ludzi w strojach, którzy szykują się do wzięcia udziału w konwencie. Anime, gry, filmy, komiksy, seriale i własne pomysły… Wszystko to zaludnia Poznań i sprawia, że na każdym korku spotykamy ludzi z przebraniach lub przynajmniej z rekwizytami. Jedni zachwycają, inni bawią, a wszyscy przyciągają spojrzenia konwentowiczów. Jeśli komuś mało tego, co widzi na terenie targów, można wziąć udział w maskaradzie i obejrzeć konkurs cosplay, w którym najlepsi z najlepszych zbierają się by rywalizować o naprawdę atrakcyjne nagrody.

Niestety, konwent w poprzednim roku zebrał ponad 44 tysiące uczestników, a wszystko wskazuje na to, że w tym roku było ich jeszcze więcej. Owocuje to ogromnymi kolejkami, brakiem miejsca w sleeproomie (na Facebooku widziałem, że ludzie szukali wśród znajomych choćby miejsca na podłodze w jakimś mieszaniu) i wspomnianymi problemami z dojazdem. Już teraz rosnąca cena zniechęca część fanów do udziału w Pyrkonie, a impreza nadal rośnie. W takiej sytuacji zastanawiam się, czy konwent może urosnąć jeszcze bardziej. Już teraz organizatorzy wspierają się różnymi metodami: rezerwacje miejsc na prelekcje, telebimy wyświetlające relację na żywo z popularnych punktów programu… To wszystko pomaga, ale nie będzie w stanie rozwiązać problemu, jeśli za rok zjawi się jeszcze kilka tysięcy więcej osób.

Problemem była też wspomniana cena biletów. Wzrosła znacznie względem poprzednich lat i to chyba było głównym argumentem przeciw dla tych, którzy nie pojawili się w tym roku (drugim argumentem jest data, która uniemożliwiała tegorocznym maturzystom przybycie do Poznania).

Nie jestem też zbyt zadowolony z tegorocznych wystawców. Niektórzy oferowali swoje towary z typowym konwentowym rabatem, ale wybór nie był aż tak duży. Szukałem fajnego breloka do kluczy i ciekawej koszulki ze Star Wars, a wyszedłem jedynie z komiksem, który przegapiłem jakiś czas temu na sklepowych półkach. Dużo większy był wybór dla tych, którzy byli gotowi na Pyrkonie zostawić setki złotych: różnorodne gry i figurki na pewno były w stanie zadowolić kolekcjonerów z całej Polski.

Warto też wspomnieć o wystawach. Ponieważ konwent nadal rośnie, logicznym było, że powróciły wystawy z poprzednich lat. Jedni mogli do nich powrócić, a inni zobaczyć po raz pierwszy. Jeśli jednak moje przewidywania się sprawdzą i Pyrkon zwolni swój wzrost, przyda się więcej świeżości w nadchodzących latach.

Na koniec zostawiłem nas, uczestników. Tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony byłem zachwycony poziomem prelekcji i faktem, że nawet na wykład o numizmatyce przyszła rzesza ludzi. Widać, że fani fantastyki w Polsce są grupą wykształconą, a jednocześnie głodną wiedzy. To wzbudza wielką dumę. Jednak nie obyło się bez negatywnych wydarzeń. Wiadomo, jeśli ktoś bawi się na tyle słabo, że musi się upić do nieprzytomnego, to jego strata. Jednak jeśli ktoś śpi potem na sleeproomie i potem zwymiotuje na rzeczy osoby obok, to psuje zabawę nie tylko sobie, ale też innym. Podobnych przypadków było na szczęście tylko kilka w ciągu nocy z soboty na niedzielę. Zasmuca też widok sleeproomu w niedzielne popołudnie. Byłem jedną z ostatnich osób, które zbierały swoje rzeczy, a cała sala wyglądała jak pobojowisko. Problem z wyrzucaniem śmieci z pewnością nie jest winą organizatorów: kosze nie stały przepełnione i nie brakowało ich w każdym miejscu. To my, uczestnicy, zawiniliśmy, bo nie chciało się nam wstać i wyrzucić własnych śmieci.

Podsumowując, Pyrkon jest jedynym takim konwentem w Polsce i warto go odwiedzić chociaż raz na kilka lat, choćby ze względu na jego skalę. Ja byłem tam już kilka lat z rzędu i nadal świetnie się bawię. Małe konwenty mają swoje uroki, ale jest ich dużo więcej, a impreza na ponad 40 tysięcy ludzi w Polsce jest tylko jedna. Jeśli nie przekonują Was prelekcje na wysokim poziomie ani ilość innych atrakcji, to chociaż przyjedźcie ze względu na wszechobecnych cosplayerów, naprawdę warto. Oczywiście, Pyrkon ma swoje niedociągnięcia, jednak uniknięcie ich jest niemożliwe, a organizatorzy wyraźnie robią wszystko, co jest w ich mocy i podchodzą odpowiedzialnie do swoich zadań. Jeśli czytasz ten tekst, a jeszcze nie byłeś nigdy na Pyrkonie, weź ze sobą przyjaciół lub znajomych i doświadcz choć raz tego wielkiego konwentu.

Zapraszam też do przeczytania o wrażeniach naszych redaktorów:

Ithilnar

Dla mnie Pyrkon to raczej możliwość spotkania znajomych niż konwent, na który jadę dla prelekcji – stanie w kolejkach jest zdecydowanie nie dla mnie. Dlatego też mój udział ograniczył się do dwóch punktów programu: biernie uczestniczyłam w piątkowej prelekcji Cathii, a czynnie w mojej sobotniej. Mam wrażenie, że na Pyrkonie po prostu zbyt dużo się dzieje, a już dotarcie na jakąkolwiek prelekcję o czasie, gdy jestem w cosplayu, graniczy z cudem. Za to rewelacyjnie udał się przemarsz w kostiumach z Sagi oraz wspólne zdjęcia – było nas naprawdę sporo!

Jedi Przemo

Ostatni raz na Pyrkonie byłem w 2015 roku i wtedy przekonałem się, że to zwyczajnie nie jest konwent tylko festiwal fantastyki. Mając na względzie ten fakt (oraz doświadczenie z wcześniejszej edycji) nie planowałem brać udziału w prelekcjach i swój „programowy” udział ograniczyłem do dwóch konkursów i kolejki po autograf Jarosława Grzędowicza. Pyrkon 2018 reklamował się hasłem „fantastyczne miejsce spotkań” i jest to w 100% prawda, ponieważ to o spotkania w tym wydarzeniu chodzi. Na świeżo porównując Warsaw Comic Con z Pyrkonem można wyciągnąć prosty wniosek: organizatorzy Pyry po prostu wiedzą co zrobić żeby festiwal się udał. W swoich założeniach oba festiwale są do siebie bardzo podobne, ale na Pyrkonie przede wszystkim jest co robić, kiedy po 2-3 godzinach Comic Conu można spokojnie wracać. W Poznaniu program jest wypełniony po brzegi i ZAWSZE znajdziesz coś, co Cię choć trochę interesuje (inna kwestia to dostanie się do sali), games room istnieje i działa całą dobą, a po hali wystawców możesz chodzić dwie godziny i wszystkiego nie zobaczysz, a jeszcze jakiś wydawca planszówek przyciągnie Cię do zagrania w jakąś nowość. Pyrkon to po prostu obowiązkowy punkt dla każdego fana fantastyki i przynajmniej raz w życiu powinno się tam wybrać, bo w przeciwieństwie do CC, zwyczajnie warto.

Spotkaj się z nami na Facebooku!