Papier, nożyce, klej – modelarze „Star Wars”, część 3: Maciej Kwolek

Fani Star Wars są wszędzie i w przeróżny sposób okazują swoją miłość do sagi – jedni ograniczają się do zbierania gadżetów, inni tworzą cosplaye. Ale jest także grupa, która od podstaw buduje modele pojazdów czy droidów w różnych skalach – na pewno nieraz podziwialiście ich dzieła na konwentach czy zlotach fanów. Jeśli zastanawialiście się, kto kryje się za tymi fantastycznymi dziełami, teraz macie okazję się tego dowiedzieć – przygotowaliśmy dla was cykl o polskich modelarzach. Dzisiaj na nasze pytania odpowie Maciej Kwolek.

Kilka słów o sobie…

Pracuję jako technolog w firmie produkującej kompozyty i różne elementy do samochodów. Mam żonę i dwóch synów. Od dzieciństwa jestem pasjonatem Star Wars, dodam, że jestem fanem całych Gwiezdnych wojen, a nie tylko wybranych scen. Bardzo lubię filmy typu Star Trek, Harry Potter i inne science fiction oraz fantasy. Interesuję się modelarstwem Star Wars, a podczas klejenia słucham muzyki z gier, z filmów lub audiobooków – niestety, nie mam czasu na czytanie, bo modelarstwo zabiera mi cały wolny czas. Gwiezdne wojny to taka mała choroba, którą zostałem zarażony 40 lat temu i jest nieuleczalna.


Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z modelarstwem? Czy od razu były to modele Star Wars?

Pierwszy model samolotu plastikowego dostałem w wieku 6 lat. Niestety po złożeniu była to katastrofa budowlana. Z wiekiem chęć budowania modeli rosła, były modele plastikowe i kartonowe. Niektóre z nich zachowałem z sentymentu, teraz są stare i troszkę zakurzone. Modele Star Wars zacząłem kleić dość późno. Początki były trudne, stop klatka na wideo, jakaś gazeta z fotkami. Szkice, koncepty… Niestety, w latach 80. i 90. nie było zbyt wielu materiałów. Modele wydane w tamtych latach były kosmicznie drogie, więc postanowiłem je robić sam. Pierwszym był X-wing, ale niestety nie przetrwał próby czasu.

Dlaczego modele Star Wars?

Bo w nich jest Moc! Są po prostu piękne, uwielbiam te wszystkie pojazdy statki i cały ten świat. Jako kilkuletni chłopak chciałem zostać pilotem „Sokoła”. Kleiłem samoloty, czołgi, ale nie dawało mi to satysfakcji. Modele Star Wars kleję, bo jestem wielkim fanem tego świata. Mam na poddaszu małą galerię modeli, które wykonałem sam. Zawsze chciałem mieć wszystkie statki, pojazdy, robiłem małe modele, a teraz robię duże. Modele Star Wars są dużym wyzwaniem, jeśli buduje się je od podstaw.

Jakich materiałów używasz do budowy?

Głównym budulcem jest karton. Jest trudny, ale tani i można go zdobyć gdziekolwiek. Wykorzystuję też plastik… a w zasadzie wykorzystuję wszystko, co mam pod ręką. Na przykład, jeśli wpadną mi w ręce jednorazowa maszynka do golenia, elektronika ze starego radia czy modele czołgów lub statków, to są automatycznie przekierowane do modelu Star Wars. Lubię chodzić po sklepach z artykułami gospodarstwa domowego, zawsze można znaleźć tam coś ciekawego, co da się potem wykorzystać w konstrukcji danego modelu. Do budowy droideki użyłem kilku elementów starego krzesła, uchwytu od walizki i nawet opakowania plastikowego po lekarstwie mojej mamy. Moje modele nie są czystymi replikami, nie dbam o to, staram się jednak, by były podobne, ale zawsze coś tam zrobię po swojemu. Tylko prawdziwi znawcy widzą różnicę w detalach – ludziom, którzy widzieli raczej się podoba to co tworzę.

Jakie modele były najtrudniejsze do zbudowania? Co w budowie sprawia największą trudność?

Zdecydowanie droideka i Juggernaut. Droideka to trochę model koncepcyjny, bo nie było za wiele materiałów, by go zbudować. Musiałem zrobić kulę z żywicy i pancerz górny. No i żeby to wszystko stało, trzeba to było jakoś poskładać. Juggernaut – tego modelu w ogóle nie ma w Internecie. Szukałem jakichś planów, niestety była tylko zabawka i dziwolągi Lego. Z kilku zdjęć powstał model i jest to taki pierwszy na świecie. W zasadzie to każdy model jest trudny, ale jakoś sobie z nimi radzę. Kiedyś zrobiłem koledze głowę Predatora i Obcego, to było dość trudne.

Ile czasu zajmuje tworzenie modelu?

To zależy od nastawienia, ale średnio 3-4 miesiące. „Executora” robiłem 4 miesiące, a robię w każdej wolnej chwili. Czasami potrafię stać przy modelu kilka godzin dziennie. Niestety praca dwuzmianowa nie pozwala na klejenie non stop, do tego dochodzi rodzina, ale na szczęście mam od nich wsparcie. Lubię to, co robię. Niestety czasami są dni, że nic nie wychodzi, wtedy nic nie tworzę, ale jak wena wróci to jadę pełną parą.

Jak wygląda transport modeli, szczególnie tych dużych?

Moje modele nie miały podróżować. Miały stać na poddaszu, ale jest jak jest. Czasami wiozę je na jakąś wystawę i te duże są rozkładane. Trzeba bardzo uważać na te głównie z kartonu. Rozkładam, pakuję do pudeł i jadę. Niestety, zawsze się coś uszkodzi, ale naprawiam na bieżąco i po kłopocie. Tak naprawdę to mam problem z transportem modeli, bo to kosztowne.

Z jakich źródeł korzystasz przy projektowaniu i budowie modeli?

Głównie z Internetu. Oglądam masę zdjęć, przygotowuję się, wpatruję, potem zaczynam pracować, kawałek po kawałku. Tak jak już mówiłem, nie buduję replik – jeśli czegoś nie widzę w modelu to wstawiam własną koncepcję. Tak naprawdę każdy model ze świata Star Wars to koncepcja, no bo ile jest na świecie oryginalnych modeli X-winga? Niby ten sam, a każdy jest inny.

Czy zanim przystąpisz do pracy nad nowym modelem tworzysz jego projekt? Jeśli tak, to klasycznie na papierze czy może komputerowy?

Czasami coś narysuję. Nie tworzę projektu. Działam troszkę chaotycznie, wymiary, szkice powstają w trakcie pracy. Czasami zaczynam model i zostawiam go – w kącie czeka na lepsze czasy. Czasami używam programu Pepakura, ale to tylko dla skali modelu. Powiększam zdjęcia, drukuję i tak powstaje model.

Nad czym obecnie pracujesz, i co chciałbyś jeszcze zbudować?

Pracuję nad kilkoma modelami. A-wing prawie ukończony. U-wing czeka… No i hełm i maska Lorda Vadera też prawie na ukończeniu. Jest dość trudny, trzeba rzeźbić, a to nie takie łatwe. Tak naprawdę planów modeli jest dużo.Chciałbym zrobić je wszystkie, ale życia nie starczy. Jednak po skończeniu jednego zaczynam następny.

Gdzie modele były już prezentowane?

Byłem na Jagacon 2017 i Tarcon 2017. Było fajnie, moje modele chyba się podobały, ludzie wypytywali o wszystko. Czasami jeżdżę na wystawy modelarskie, zabieram wtedy dwa, trzy modele. Nawet kilka razy zająłem pierwsze miejsce w swojej klasie, z czego bardzo się cieszę. Miałem być na Comic Con w Warszawie – niestety nie wyszło. Organizator najpierw mnie zaprosił, a potem przestał się odzywać. Mam z tego tylko złe wspomnienia. Miałem być też na StarForce, ale jest to dla mnie zbyt duży koszt. Nie ukrywam jednak, że chciałbym pojechać na StarForce.

W jakich miejscach w tym roku można oglądać Twoje modele?

Byłem w Rzeszowie 9 czerwca na Dniu Odkrywców – Interaktywnym Pikniku Wiedzy. I pewnie tyle. Moja flota stacjonuje na poddaszu w Bażanówce.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą Macieja Kwolka.

Spotkaj się z nami na Facebooku!