Schemat goni schemat – recenzja „Phasmy”

W Przebudzeniu Mocy tajemnicza kapitan Phasma pojawiła się na ekranie przez kilka krótkich chwil, ale zdążyła rozpalić nadzieje fanów na rozwinięcie jej postaci w kolejnym epizodzie sagi. Nie kazano nam na to aż tak długo czekać, bo jeszcze przed premierą Epizodu VIII obsadzono chromowaną wojowniczkę w roli tytułowej bohaterki powieści opublikowanej w ramach kampanii wprowadzającej do Ostatniego Jedi. Książka trafiła na amerykański rynek kilka miesięcy przed premierą i możemy mówić tutaj o tworzeniu gruntu pod długo wyczekiwany film. Na nasze półki pozycja wylądowała dopiero w kwietniu 2018 roku, kiedy wiedzieliśmy już, że Phasma nie stanie się kolejnym Bobą Fettem naszego ulubionego uniwersum, a bohaterką pożegnaną bez żalu przez Riana Johnsona…

Czytając Phasmę, co jakiś czas wracała do mnie myśl, że pochłaniam prawie 500 stron historii o postaci, której rola została tak mocno zredukowana w Ostatnim Jedi, że nie jest warta nawet krótkiej nowelki. Pani kapitan, która miała potencjał, aby stać się kultową bohaterką nowej trylogii, została totalnie olana i niestety początkowo nie pozwoliło mi to podejść do książki z pozytywnym nastawieniem. Ostatecznie tragedii nie ma, a przy książkowej historii Phasmy można bawić się znośnie, no, raczej bez większych problemów ją przetrawić. Zwłaszcza wtedy, gdy filmowe losy bohaterki nie uwierają czytelnika jak kamień w bucie.

Akcja Phasmy dzieje się dwutorowo: zamiast zwykłego origin story otrzymujemy dwie przeplatające się linie czasowe. „Teraźniejszość” dzieje się w okolicach Przebudzenia Mocy, gdy rebeliantka Vi zostaje złapana przez Najwyższy Porządek, a następnie przechwycona przez tajemniczego Kardynała. Wysoko postawiony kapitan, zakuty w karmazynową zbroję, chce wydusić z dziewczyny informacje o Phaśmie, które pomogą usunąć mu niewygodną rywalkę ze struktur organizacji. W „przeszłość” przenosimy się wtedy, gdy Vi snuje opowieść o tytułowej bohaterce, zasłyszaną od niejakiej Siv, która wywodzi się z tego samego plemienia co Phasma.

Dwa wątki, różna jakość

„Teraźniejszość”, gdy Vi jest torturowana i przesłuchiwana przez Kardynała, jest siłą napędową powieści. Mamy okazję zagłębić się w profil psychologiczny dwojga postaci, zwłaszcza oficera Najwyższego Porządku, początkowo jawiącego się jako żołnierz doskonały, który w trakcie rozmowy zaczyna zmieniać postawę i kwestionować metody swojego mentora, Brendola Huksa. Nie jest to może szczyt filozoficznej dysputy, bo książka ma charakter stricte młodzieżowy zarówno w formie jak i treści, ale relacja Vi-Kardynał może się podobać i najbardziej czekałem na te momenty, gdy rozdział książki rozgrywał się na pokładzie okrętu Najwyższego Porządku, „Absolution”. Mogłoby być tego troszkę więcej, konfrontacja rebeliantki i służbisty w imię Najwyższego Porządku jest bardzo oszczędna, szczególnie, gdy zestawimy ją z objętością opowieści Vi.

Plakaty promocyjne towarzyszące premierze książki. Od lewej Kardynał, w środku brat Phasmy, po prawej największe rozczarowanie nowych filmów tytułowa bohaterka powieści

Wspomnienia przekazane przez Siv pochodzą z jej rodzinnej planety Parnassos, a akcja dzieje się dziesięć lat przed przesłuchaniem na „Absolution”. To historia w klimacie postapokaliptycznym, z silnymi wpływami Mad Maxa, Borderlands czy (w mniejszej części) Fallouta. W teorii zapowiada się świetnie, w praktyce akcja na planecie jest sztampą od A do Z, trudno się w nią wciągnąć, bo schemat goni schemat. Phasma wraz z niepełnosprawnym bratem jest przywódczynią swojego klanu, który każdego dnia musi walczyć o przetrwanie – zmagając się z żywiołami przyrody, ale także innymi klanami, konkurującymi o surowce i tereny. Pewnego dnia na planecie rozbija się Brendol Hux, a Phasma wraz z nim i kilkoma najbliższymi towarzyszami – zwiedziona obietnicami lepszego życia „pośród gwiazd” – rozpoczyna wędrówkę do rozbitego w odległym regionie planety statku. Po drodze bohaterowie walczą, śpią, rozmawiają, walczą, uciekają… Ale głównie walczą. Wątek ten ma pokazać bezwzględność Phasmy, która uczyni wszystko, by przetrwać, włącznie z zabijaniem i poświęcaniem najbliższych, ale nie wiem, jak kilkaset stron mielenia tego samego miałoby pomóc w rozbudowaniu postaci dotąd niemal nieznanej bohaterki. Słabość części retrospektywej objawia się w tym, że autorka powieści ani razu nie posłużyła się zaskakującym zwrotem akcji, nie licząc momentów, gdy Phasma kogoś zabija. Nie ma, niestety, w opowieści miejsca na żadne subtelności, przemyślenia, kreację bohaterki. Jest siermiężnie do bólu, topornie, że aż zęby bolą.

Uroboros na cenzurowanym

Kilka zdań poświęcić muszę polskiemu wydaniu książki. Jak już pewnie wiecie, Uroboros popełnił niemałą gafę, wydając książkę z brakującymi stronami. Chociaż w tych czasach wydaje się to nieprawdopodobnie, stało się. Całe szczęście, wydawnictwo naprawiło swój błąd, wydając elektroniczną erratę i wymieniając wybrakowane sztuki, a dalsze partie książki (w tym moja) pozbawione są niedogodności, jednak za tą publikacją ewidentnie stoi pośpiech. No, bo jak wytłumaczyć irytujące literówki, czy miejscami kulawe tłumaczenie? Anna Hikiert, która jest za nie odpowiedzialna, przekłada choćby tak: – Mów, co chcesz o Armitage’u Huksie, jednak nie waż się powiedzieć złego słowa przy Brendolu! Powinno być oczywiście o Brendolu, bowiem wspominana jest postać, która już nie żyje. Albo takie zdanie: Wydarzenia, o których opowiedziała mi Siv, rozegrały się kilka lat wcześniej niż tamte, gdy Phasma i Keldo byli jeszcze dziećmi. Jest to co najmniej niefortunny przekład, który możemy rozumieć dwojako: chodzi o wydarzenia z dzieciństwa bohaterów, czy mające miejsce wcześniej, na przykład przed ich narodzinami? Uważna osoba z łatwością zwróci uwagę na takie babole, zwłaszcza, że jest ich niemało. Gdzie była korekta, żeby im zapobiec?

Dla kogo to powstało?

Phasma mnie rozczarowała. O bohaterce nie dowiadujemy się niczego nowego ani istotnego, może oprócz jej wrodzonej bezwzględności, agresji i woli przetrwania. To pozycja tylko i wyłącznie dla fanów Phasmy, o ile istnieje taka grupa odbiorców. Reszta może sobie tę książkę odpuścić, bo otrzyma tylko i wyłącznie średniej jakości przygodówkę, jakich w książkowym świecie Gwiezdnych wojen nie brakuje.

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie książki.