7 fanowskich teorii spiskowych

-

Lądowanie na Księżycu było mistyfikacją!
Zamach z 11 września był zaplanowany przez władze USA!
Średniowiecza nie było!
Michael Jackson nie umarł!

Każdy chyba słyszał o takich albo innych teoriach spiskowych, które w taki albo inny sposób wyjaśniają taką albo inną zagadkę. I chociaż niektóre z nich wydają się całkiem sensowne, to jednak szansa na ich oficjalne potwierdzenie jest raczej niewielka. Mimo to, takie teorie nadal powstają i będą powstawać choćby dla samej przyjemności robienia czegoś na przekór wszystkiemu. Również fani Star Wars raz na jakiś czas popuszczają wodzę fantazji i biorą się za tłumaczenie niewytłumaczalnego. Oto kilka z ciekawszych teorii spiskowych związanych z naszym ulubionym uniwersum.

Tożsamość Dartha Krayta

Darth Krayt zadebiutował już w pierwszym numerze komiksowej serii Dziedzictwo i niemal od samego początku snuto rozmaite teorie odnośnie jego tożsamości. Pod uwagę brano praktycznie każdego, między innymi Jacena Solo, Korto Vosa, Obi-Wana Kenobiego czy nawet Luke’a Skywalkera. Zdarzały się też pomysły nieco mniej poważne. Spekulowano, że pod maską Dartha Krayta ukrywa się sympatyczny droid-Jedi Skippy lub szumowiec Elan Sleazebaggano, który przyjął rolę nowego Lorda Sithów po tym, jak dokładnie przemyślał swoje życie. Wielu fanów uznało jednak, że twórcą Nowego Zakonu Sithów jest A’Sharaad Hett, wskazując na dobre wyszkolenie obu postaci w stylu walki Jar’Kai, podobieństwo tatuaży na twarzach oraz fakt, że pseudonim Krayt sugerował powiązanie Sitha z Tatooine. Ta teoria została ostatecznie potwierdzona wraz z premierą piętnastego numeru serii Dziedzictwo, który ponadto zawierał komentarz Randy’ego Stradleya, redaktora odpowiedzialnego w Dark Horse Comics za Star Wars, z gratulacjami dla tych, którzy zdołali wydedukować, jaka jest prawdziwa tożsamość Dartha Krayta.

Pojedynek na Ambrii

Każdy, kto choć raz słyszał o Zasadzie Dwóch wie, że to taki zabawny zwyczaj, w którym, w pewnym momencie szkolenia, uczeń musi pokonać swojego mistrza, udowadniając tym samym, że jest od niego potężniejszy. Pierwszą taką walkę stoczyli oczywiście Darth Bane i jego uczennica Darth Zannah. W opisanym przez Drew Karpyshyna pojedynku na Ambrii z życiem uszła jedynie uczennica, ale fakt, że podczas walki Bane, używając transferu esencji, próbował przejąć ciało Zannah wywołał pewne spekulacje. Fragment wskazujący, że Zannah zaraz po pojedynku co chwila zaciskała i rozluźniała lewą dłoń podobnie jak jej mistrz w ostatnich latach życia stał się podstawą teorii, według której Bane zdołał przelać swoją świadomość do ciała Zannah. Ponadto snuto też domysły, że przejmując ciała kolejnych uczniów, mógł przez wieki doskonalić swoje umiejętności, ostatecznie stając się Darthem Sidiousem. Teoria została jednak obalona przez Kapryshyna, który jakiś czas po premierze trzeciego tomu oficjalnie ogłosił, że to Zannah wyszła zwycięsko z pojedynku na Ambrii, natomiast jej mistrz zdołał przelać w nią jedynie niewielką cześć swojej esencji. Autor wyraził też swoje zaskoczenie, że zwieńczenie trylogii wywołało takie kontrowersje, gdyż jego zdaniem wynik pojedynku powinien być dla każdego oczywisty. Cóż, najwyraźniej nie był…

Yuuzhan Vongowie w układzie Crispin

Grając w pierwszą część Knights of the Old Republic i uważnie przysłuchując się opowieściom Canderousa, można usłyszeć od niego o starciu, jakie stoczył ze swoimi towarzyszami w pasie asteroid układu Crispin. Ordo używając termogeneratora, niszczył pokryte zamarzniętym metanem skały stanowiące kryjówki dla ściganych przez niego przemytników. Okazało się jednak, że jedna z asteroid kryła w sobie coś nietypowego. Według relacji Mandalorianina, była to wirująca, kamienna „narośl” pokryta niezliczonymi bruzdami. Tajemniczy obiekt, po tym, jak buchając ogniem zabił kilkoro Mandalorian, uciekł w nadprzestrzeń. Ścigający go wojownicy odkryli, że to coś zniknęło poza granicami galaktyki. Zgodnie z niektórymi fanowskimi teoriami Ordo miał do czynienia z jednostką Yuuzhan Vongów, najpewniej z Yorik-stronha. Jeśli tak było w istocie, można by przypuszczać, że obcy obserwowali przestrzeń znanej galaktyki ponad cztery tysiąclecia przed właściwą inwazją. Fani wskazują również zdarzenia, na jakie Vongowie mieli większy lub mniejszy wpływ – atak na Zonomę Sekot, sojusz z Vagaari, manipulacja Radą Moffów przez Noma Anora oraz podkreślają, że przez tak długi okres czasu wpływy najeźdźców mogły sięgnąć znacznie dalej. Trzeba przyznać, że pomysł jest całkiem sensowny, aczkolwiek z powodu rozbieżności czasu między okresem Starej Republiki, a Nową Erą Jedi raczej nie ma co liczyć, że kiedykolwiek zostanie ona potwierdzona bądź obalona.

Miecze świetlne widziane tylko w nadfiolecie

Chociaż w filmowej sadze pojawiają się miecze świetlne o najbardziej podstawowych kolorach ostrzy, kilkakrotnie potwierdzono, że teoretycznie ostrze miecza może mieć dowolny odcień. Najpewniej chodziło tutaj o światło widzialne, ale nie przeszkodziło to fanom w wysnuciu teorii, jakoby możliwe było skonstruowanie miecza świetlnego o ostrzu widocznym jedynie w nadfiolecie. Oficjalne źródła o tym milczą, ale pomysł przypadł do gustu niektórym fanom, którzy zaadaptowali go do kilku systemów gier fabularnych. Zazwyczaj są tam przedstawiane jako wyjątkowo zaawansowana broń, stanowiąca zagrożenie zarówno dla przeciwnika, jak i użytkownika, a aby móc je skonstruować konieczny jest fioletowy lub biały kryształ syntetyczny oraz jeden dodatkowy zmieniający właściwości ostrza. Dla ras niezdolnych do widzenia w nadfiolecie taki miecz wytwarza ledwo widzialną smugę gorącego powietrza, ale takie gatunki jak Umbaranie, Kaminoanie czy Gandowie mogą z niego uczynić bardzo śmiercionośną broń.

Supershadow i Kaja Sinis

Pod koniec poprzedniego wieku, kiedy kanon Star Wars nie był jeszcze tak uporządkowany, a fani odliczali dni do premiery Mrocznego widma, w internecie pojawiła się strona SuperShadow.com. Jej autor przedstawiał się jako bliski przyjaciel George’a Lucasa, który ma dostęp na najlepiej strzeżonych informacji odnośnie Gwiezdnych wojen. Tłumacząc, że dla bezpieczeństwa chce zachować anonimowość, zamieszczał w sieci liczne opisy i zdjęcia rzekomo związane ze zbliżającym się Epizodem I. Jedną z informacji, jakie wywołała największe emocje było ujawnienie historii powstania Zakonu Jedi. Według SuperShadow.com, pierwszym Jedi był pochodzący z Ophuchi Civianin Kaja Sinis, który opracował techniki manipulowania Mocą oraz odkrył jej podwójną naturę. Skonstruował też pierwszy miecz świetlny, a także powołał zakon, biorąc na swojego ucznia Twi’leka Shintora Beerusa. Sinis początkowo nie rozumiał zagrożeń, jakie niosła ze sobą ciemna strona Mocy, dlatego też jego pierwsi adepci studiowali jej oba aspekty, do czasu aż pojawił się Zooti Frugan, Darth Scarz, pierwszy Mroczny Jedi. Wówczas Sinis zaobserwował, że zaistniała nierównowaga w Mocy, a za zwój obowiązek uznał jej przywrócenie. Resztę życia Sinis spędził na zabijaniu Mrocznych Jedi. W wieku 187 lat odesłał na tamtą stronę co najmniej czworo z nich, ale ostatecznie zginął w wybuchu wywołanym przez łowcę nagród Harbontina Dumisa, skąd wziął się zwyczaj palenia zwłok zmarłych Jedi. Oprócz tego Sinis zostawił po sobie przepowiednie o Wybrańcu, który przywróci równowagę Mocy.

Jest to tylko jedna z wielu historii, jakie można znaleźć na SuperShadow.com, a ich ilość oraz dość przekonująca forma sprawiła, że wielu fanów początkowo dało im wiarę. Sprawy nie poprawił nawet fakt, że Lucasfilm oficjalnie zaprzeczył jakoby SuperShadow posiadał jakiekolwiek prawdziwe informacje. Sprawa rozwiązała się sama wraz z premierą Mrocznego widma, kiedy okazało się że prawie wszystkie „wycieki” okazały się fałszywe. Mimo to, niektórzy fani jeszcze przez długi czas sądzili, że SuperShadow miał jednak rację, a jego informacje zostaną potwierdzone w przyszłości. Jako ciekawostkę dodam, że według SuperShadowa, Yoda to pochodzący z Grentarik przedstawiciel rasy Whill, Dooku ma na imię Jard, a Luke po przejściu na Ciemną Stronę miał nazywać się Darth Mortimer lub Darth Secretus. Głupie, prawda?

Darth Vader jest ojcem Luke’a

Jedna z fanowskich teorii, która przerodziła się w spoiler, i to naprawdę mocnego kalibru. Podobno już w 1978 roku, czyli dwa lat przed premierą Imperium kontratakuje, w niektórych amerykańskich gazetach pojawiła się informacja, jakoby Darth Vader w rzeczywistości nie zabił ojca Luke’a, ponieważ to on sam nim jest. Obok tej informacji pojawiały się też opisy konfrontacji rzekomego ojca z synem, jaka ma mieć miejsce w sequelu Gwiezdnych wojen oraz różne teorie odnośnie przeszłości Mrocznego Lorda. Podobno według pierwszego projektu, młody Darth, po tym, jak dał się skusić Ciemnej Stronie, zabił ojca Luke’a, a następnie został strącony do rzeki lawy przez Bena Kenobiego, co w ostateczności zmusiło go do korzystania z aparatury podtrzymującej życie. Lucas jednak uznał, że to zły pomysł i postanowił, że Vader zostanie ojcem Luke’a, a na Ciemną Stronę przejdzie z powodu jakiejś traumy psychologicznej. Ponadto miało to być trzymane w takiej tajemnicy, że w scenariuszu w wiadomym miejscu widniała kwestia Nie, to ty jesteś swoim ojcem!, a Lucas tłumaczył to tym, że kolejny sequel ma mieć coś wspólnego z podróżami w czasie. Swoje prawdziwe zamiary Lucas miał ujawnić dopiero na planie filmowym podczas kręcenia słynnej sceny. Zatem można przyjąć, że pomysł, że Vader jest ojcem Luke’a był początkowo kiepskim wymysłem dziennikarzy, który całkiem przypadkiem i tylko z nieznacznymi zmianami okazał się być prawdą. Co to się działo, kiedy nie było internetu…

Darth Sion, upadły padawan

Wraz z premierą Knights of the Old Republic II fani mogli poznać nowego Lorda Sithów, Dartha Siona. Fakt, że w ogóle nie wyjaśniono, jak wyglądała przeszłość Pana Gniewu jakoś nikomu nie przeszkadzał, aż do momentu premiery 34. zeszytu z serii komiksowej Knight of the Old Republic, w którym Haazen nazywa Luciena Draaya właśnie Darthem Sionem. Początkowo zaczęto snuć domysły, że Draay faktycznie miał w przyszłości przybrać takie imię, ale dość szybko zauważono, że poza przydomkiem, jaki zaproponował Haazen, niewiele faktów przemawia za tą teorią. Dlatego też wysnuto pomysł, że nie Draay, a Haazen przyjmie imię Darth Sion. Tłumaczono, że liczba sithańskich artefaktów, jakie miał na sobie pozwoliła mu przeżyć bombardowanie Coruscant, a nawet jeżeli nie jego rozpadające się ciało mogło zostać ponownie złożone, do czego zdolny był Darth Sion. Wskazywano też na fizyczne podobieństwo obu postaci – zniszczone poszarzałe ciała, proteza prawej ręki, brak prawego oka. Spodziewano się, że prawdziwość tej teorii zostanie ukazana w jednym z kolejnych numerów serii. Tak się jednak nie stało. Zgodnie z oficjalnymi danymi, Haazen zginął na Coruscant, a Darth Sion to zupełnie inna postać.

Share on Facebook41Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone