„Księżniczka Leia” i „Rozbite Imperium #1” („Star Wars Komiks 1/2016)

Lutowy Star Wars Komiks dostarczył nam dwie, dość świeże historie. Są to kompletna i pięciozeszytowa Księżniczka Leia oraz Shattered Empire z polskim tytułem Rozbite Imperium. Jako fanka czasów po Powrocie Jedi na ten drugi komiks czekałam dużo bardziej, dlatego trochę się zawiodłam, gdy zobaczyłam, że w tym numerze są tylko dwa pierwsze zeszyty. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda? I tak, pomimo uprzedzeń, najnowszy SWK wywarł na mnie pozytywne wrażenie.

Panie mają pierwszeństwo, więc zacznę od Lei. Akcja komiksu toczy się po wydarzeniach z Nowej nadziei i dotyczy problemów wiadomej księżniczki dotyczących zagłady Alderaana. Na początku historia potwornie mnie irytowała rysunkami i postaciami. Te pierwsze, autorstwa Terry’ego Dodsona, są tak oryginalne, że nawet nie wiem, jak je opisać. Trochę przypominają mi te z komiksów, które czytałam jak byłam mała; poza tym sama okładka wygląda jakby kryła się za nią któraś z tych gwiezdnowojennych gazetek dla dzieci. Do stylu Dodsona można się przyzwyczaić – przynajmniej mi się udało – ale wolałabym się z nim więcej nie spotkać. Z bohaterami jest tak samo. Już na starcie Leia wydała mi się mało… leiowata, zupełnie jakby ktoś ją podmienił. Z drugiej strony, może to właśnie jest jej bardziej ludzkie oblicze? Nadal nie wiem, co myśleć o niej, tak jak i jej pilotce, Evaan, która swoim zachowaniem sprawiała, że miałam ochotę rzucić komiks w kąt. Obie panie leiarozbiteimperiumkomiksratowały ich sprzeczki – dotyczące głównie spraw związanych z Alderaanem – ciekawe właśnie za sprawą wspólnego pochodzenia.

Mimo, że na początku lektura zapowiadała się na katorgę, w ostateczności nie było tak źle. Ogromny plus należy się za podjęcie tematu zagłady Alderaana, bo jakoś nie przypominam sobie, by ktoś się za niego wcześniej wziął. Księżniczka Leia dostarcza wiele informacji o planecie i jej mieszkańcach; zaletą komiksu jest również podejście do wspomnianej tragedii, dodające głębi tytułowej bohaterce. Do statusu świetnego komiksu brakuje dużo, ale były gorsze i to ile… Takie mocne 6/10.


O Rozbitym Imperium nie powiem zbyt dużo – po dwóch zeszytach nie potrafię – ale wbrew zapowiedziom nie jest on wstępem do Przebudzenia Mocy, a epilogiem Powrotu Jedi. Akcja komiksu toczy się tuż po bitwie o Endor i skupia się na pilotce Sharze Bey. Podczas walki z resztkami Imperialnych na księżycu, okazuje się, że – niespodzianka! – zniszczenie Gwiazdy Śmierci to jeszcze nie koniec. Odrobinę to wszystko przewidywalne, ale te czterdzieści stron czytało mi się bardzo przyjemnie. W przeciwieństwie do Lei, rysunki są tu bardziej znormalizowane, więc pod względem graficznym był to miły odpoczynek od wariactw Terry’ego Dodsona.

Fabule do skomplikowanej daleko, co nie oznacza, że od komiksu wieje nudą. Przeciwnie, nie mogę doczekać się dalszego ciągu. Największym atutem Shattered Empire jest jak na razie Shara, której mam nadzieję w nowym kanonie będzie więcej. Bardzo podoba mi się też pomysł wprowadzenia rodziców Poe Damerona; teraz wiadomo, że zdolności do pilotażu ma w genach. Podsumowując, początek Rozbitego Imperium wypadł bardzo dobrze, dlatego moja ocena to 7/10.

lisa

Spotkaj się z nami na Facebooku!