Recenzja „Dartha Vadera: Wojny o Shu-Torun” („Star Wars Komiks 2/2017”)

Dwumiesięcznik Star Wars Komiks ma swoje wzloty i upadki, ale za każdym razem, kiedy weźmie na tapetę zeszyty z Mrocznym Lordem, mamy pewność, że będzie to pozycja co najmniej bardzo dobra. I tak jest tym razem, ponieważ drugi numer czasopisma w tym roku traktuje o bardzo interesujących losach naszego ulubionego złoczyńcy ze świata Gwiezdnych wojen. Do przeczytania jako danie główne otrzymaliśmy miniserię Wojna o Shu-Torun, poprzedzoną dorocznym komiksem zatytułowanym Zmiana władzy. Na deser zaś, trochę z doskoku, jednak o ciekawym smaku, dostaliśmy jednozeszytówkę o tym, dlaczego C-3PO paradował z czerwoną ręką w Przebudzeniu Mocy.

Fabuła dania głównego rozgrywa się na planecie Shu-Torun. Głównym wątkiem jest bunt na planecie, który musi powstrzymać sam Darth Vader. Rozpoczyna on swoją rozgrywkę, która toczy się na wielu płaszczyznach, a początkowo prowadzona w sposób dyplomatyczny, kończy się – to raczej nie zaskoczenie – rozlewem krwi. W tle przewijają się dobrze nam znane postacie z serii Darth Vader, które próbują pokrzyżować plany Mrocznego Lorda. Mowa o Cylo i jego podopiecznych, którzy – chociaż niezwykle barwni – w ogóle nie mają podejścia do tytułowego bohatera. Darth Vader to postać, która bardzo dobrze odnajduje się w świecie komiksu, a czasami, gdy czytam jego przygody w dymkach, wydaje mi się, jakby Mroczny Lord był stworzony specjalnie pod to medium. Jego charakter, zachowanie i wygląd to esencja komiksowego bohatera. Nie inaczej jest w wydanym właśnie numerze. Vader jest tym Vaderem, którego zdążyliśmy polubić, w sposób znakomity nawiązuje on do swojego filmowego pierwowzoru. Napiszę nawet więcej, nie tyle do niego nawiązuje, co zwyczajnie nim jest. Każdy ruch Mrocznego Lorda, każda decyzja i zdanie, wyprowadzające w pole swoich przeciwników, mogłoby być wypowiedziane tubalnym głosem Jamesa Earla Jonesa. Czapki z głów.

Serie Star Wars i Darth Vader od początku nawiązują do siebie fabularnie, stąd też prawdopodobnie decyzja o tym, by ich kreska była zbliżona. I chociaż strona wizualna zeszytów w tym numerze jest bardzo przystępna i neutralna, tak nie mogę wyzbyć się myśli, że to pójście na łatwiznę. Komiks jako swoja specyficzna forma oferuje twórcom ogromne pole do popisu, ale w przypadku serii o Vaderze zauważalna jest jej wizualna powściągliwość. Tęsknię za kreskami z serii o Lando czy Chewbace. Marvel tymi pozycjami udowodnił, że w komiksach ważna jest jej fabuła, ale w parze idzie też oryginalne przedstawienie graficzne. W Vaderze warstwa wizualna szwankuje z artystycznego punktu widzenia, ale domyślam się, że dla szerszego czytelnika nie ma to większego znaczenia, bo clue jest historia przedstawiona w komiksie.

Większość czytelników sięgnęło po Star Wars Komiks po to, żeby dowiedzieć się, co słychać u najgroźniejszej postaci w galaktyce, ja jednak jak najszybciej pochłonąłem jego historię, by wreszcie przejść do jednozeszytówki o C-3PO. Przyznam, że bardzo lubię takie projekty, zwłaszcza, że darzę wielką sympatią gwiezdnowojenne roboty. W komiksie C-3PO to one rozgrywają główną rolę. Jest to historia bardzo subtelna, nieoczywista, która, chociaż akcji niepozbawiona, stawia nacisk na dialogi i warstwę filozoficzną. Komiks opowiada o grupie robotów, która rozbiła się statkiem na pewnej planecie, a wśród nich znajduje się osobnik, który jest więźniem, należał bowiem do Najwyższego Porządku. Grupa ta, w której główne skrzypce odgrywa tytułowy droid protokolarny, musi wydostać się z dość nieprzyjemnego środowiska. Akcja komiksu, jak już wspomniałem, zepchnięta jest na dalszy plan, wyeksponowano zaś nader interesujące wątki natury filozoficznej – droidy rozważają nad sensem swojego istnienia. Pamiątką po tej lekcji jest czerwona ręka C-3PO, ale jak ją otrzymał, przeczytać musicie sami. Szczerze polecam tę historię, stanowi ona świetną przeciwwagę dla wcześniejszych zeszytów o Vaderze. Wizualnie to również kontrast. Komiksy o Mrocznym Lordzie, narysowane są, co tu ukrywać, w sposób banalny, zaś C-3PO to prawdziwa gratka dla oczu. W komiksie dominują specyficzne kolory, głównie odcienie fioletu i zieleni, a grube kontury postaci nadają wyrazu. Miło jest przeczytać komiks, w którym kreska i historia idą w parze.

Numer 2/17 Star Wars Komiks to pozycja warta przeczytania. Za 20 złotych dostajemy bardzo dobrą historię o Vaderze plus komiks, który nawiązuje do Przebudzenia Mocy. To z pewnością nie ostatni numer czasopisma, w którym zetknęliśmy się z dyszącym Sithem, ale ja nie narzekam. Vadera w takiej formie mógłbym czytać co miesiąc.

Share on Facebook52Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone