Recenzja „Ostatniego lotu gwiezdnego niszczyciela” („Star Wars Komiks 3/2017”)

-

W tym numerze po raz kolejny przeczytamy zbiór sześciu odsłon serii Star Wars. Na początek znów cofniemy się trochę w czasie w kolejnym zeszycie Z dzienników Bena Kenobiego, a następnie przejdziemy do akcji głównej mini-serii zatytułowanej Ostatni lot gwiezdnego niszczyciela. Trzeba przyznać, że taka formuła jest bardzo przyjemna i zapewnia czytelnikowi swoistą różnorodność – zarówno od strony artystycznej, jak i fabularnej.

Przygody Obiego, gościnnie Czarny Krrsantan

Kolejne stronice w dzienniku mistrza Jedi opisują spotkanie Czarnego Krrsantana z rodziną Larsów. Na ratunek naturalnie śpieszy im Kenobi. Kilka elementów fabularnych z pewnością zasługuje na pochwałę – chociażby wplecenie nowo-kanonicznej postaci w wydarzenia poprzedzające jej debiut. Pokazuje to nam, jak twórcy umieszczają ważne dla uniwersum postacie w różnych momentach Gwiezdnych wojen. Kto wie, może w przyszłości Krrsant pojawi się około Przebudzenia Mocy? Kolejnym atutem jest pokazanie Larsów od bardziej walecznej strony. Na koniec największy plus: Obi-Wan nie jest wszechpotężnym Jedi – widzimy, jak wiek ogranicza jego fizyczne zdolności, i jak musi sobie z tym radzić. Dodatkowo młody Skywalker odegrał tutaj dość istotną rolę, więc fani poczują się jak w domu.

Pod względem grafiki jestem wniebowzięty. Mike Mayhew stał się moim ulubionym rysownikiem. Myślę, że każdy, kto ceni sobie fotorealistyczne rysunki, zgodzi się ze mną. Ilość detali i doskonałe oddanie emocji na twarzach postaci zwiększa moje zaangażowanie w opowieść. Podsumowując – doskonałe rysunki z całkiem niezłą historią, w której czuć ducha Oryginalnej Trylogii.

Ostatni lot „Zwiastuna”, występuje oddział SCAR

Z tej mini-serii dowiemy się, kim jest tajemniczy szturmowiec z mieczem świetlnym. Okazuje się, że nie tylko on jest wyjątkowym żołnierzem – na łamach pozostałych stron komiksu poznamy oddział do zadań specjalnych SCAR. Historia w pierwszym zeszycie skupia się tylko na nowym zespole – poznajemy ich mocne strony i przeszłość dowódcy. Cieszy niezmiernie, że możemy oglądać coraz więcej wyjątkowych i utalentowanych ludzi po stronie Imperium. Widać też zalety, dobre strony Imperium i znów, niczym po Łotrze 1, wszystko nie jest tylko czarne i białe.

W pozostałych zeszytach mamy rozwinięcie akcji – plan porwania tytułowego gwiezdnego niszczyciela i konfrontacja ze SCAR. Wypadło to ciekawie. Postacie z Oryginalnej Trylogii są sobie wierne – mamy sporo zabawnych tekstów, wartką akcję i niewiarygodną wręcz fabułę. Porwanie gwiezdnego niszczyciela i operowanie nim niewielką załogą wydaje się totalną głupotą. Z drugiej strony na takim właśnie schemacie opiera się większość naszych filmów. Jeśli ktoś oczekuje od tego komiksu trochę więcej realizmu, to się, niestety, zawiedzie. W moim mniemaniu SCAR w dalszej części komiksu mógł zostać pokazany w odrobinę lepszym świetle, niemniej jednak historię czytało mi się przyjemnie, a nowe postacie są doskonałym dodatkiem do uniwersum.

Jeśli chodzi o rysunki Jorge’a Moliny, to przez większość komiksu są one w porządku. Dobrze wyglądają zwłaszcza stroje, wyposażenie i tła. Walki na planecie, w kosmosie, obce rasy też cieszą oko. Z twarzami jest pół na pół. Zdarza się, że znacznie odbiegają od pierwowzorów lub robią dziwne, wynaturzone miny. Jeśli chodzi o ogólny odbiór, był dobry, bez większych zgrzytów.

To kolejny Star Wars Komiks, który dobrze się czytało. Zdecydowanie polecam wszystkim śledzącym serię, ale i nowi czytelnicy też powinni znaleźć coś dla siebie. Mimo kilku bezpośrednich nawiązań do poprzednich wydarzeń, łatwo się odnaleźć, nawet jeśli poprzednie komiksy czytaliście miesiące temu.

 

Share on Facebook22Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone