„Czystka”

Kiedy w 2005 roku do kin weszła Zemsta Shitów, widzowie zgodnie stwierdzili, że Epizod III jest wyjątkowo dobrym zwieńczeniem Trylogii Prequeli. Film, na tle wcześniejszych części, prezentował się bardzo dobrze: fabuła zmierzająca do nieuchronnego rozpadu Republiki trzymała się w ryzach, zdecydowano się na mroczniejszy klimat, a w pamięć zapadły szczególnie sugestywne sceny mordowania Jedi i młodzików w świątyni na Coruscant. Nic dziwnego więc, że po Zemście Sithów starano się wypełnić lukę w historii i przedstawić, co po Rozkazie 66 stało się z żyjącymi Jedi, a także jak rozwinął się Anakin Skywalker, który przybrał nowe, mroczne wcielenie Dartha Vadera.

Najpopularniejszą komiksową serią, która porusza wspomniane wyżej zagadnienia, są siedmiotomowe Mroczne czasy. To jedna z najlepszych rzeczy, jaka spotkała komiksowy świat Gwiezdnych wojen i jest naprawdę świetną pozostałością po wydawnictwie Dark Horse Comics. Nie każdy jednak ma czas przebrnąć przez blisko tysiąc stron komiksu, dlatego egmontowska seria Legendy prezentuje nam dużo krótsze, ale też ważne dzieła – o wspólnym tytule Czystka. To cztery historie wydane na przestrzeni kilku lat po premierze Zemsty Sithów. Czy warto po nie sięgnąć? Nie będę trzymał w niepewności: oczywiście, że tak. W końcu głównym bohaterem serii jest Darth Vader, a nawet gdy jego postać jest nakreślona tak sobie, i tak ma w sobie więcej siły niż reszta starwarsowej ferajny razem wzięta. Sam nie wiem, co ma w sobie ten bohater, ale twórcy komiksów należycie z niego korzystają i tworzą co najmniej dobre historie.

Czystki, czystki wszędzie…

A te, jak wspomniałem, podzielone są na cztery – dość krótkie skądinąd –  historie. Pierwsza (Czystka) odpowiada na pytania, które dopadły chyba każdego fana, oglądającego Gwiezdne wojny: co działo się z ocalałymi Jedi po upadku Republiki? Jak to się stało, że jedynymi ocalałymi, których znamy w erze Nowej nadziei, jest sędziwy Obi-Wan i jeszcze sędziwszy Yoda? Dlaczego nikt w międzyczasie, latach niewoli, nie reagował na zbrodnie Imperium? Komiks przedstawia logiczny rozwój wypadków, w którym pozostali przy życiu Jedi nie są bierni, a faktycznie działają, doprowadzając do konfrontacji z Darthem Vaderem. To niezła historia, w której Mroczny Lord jak zwykle jest niepokonany, a Jedi – również „jak zwykle” – są niekompetentną bandą, która szybko zostaje wycięta przez karmazynowe ostrze miecza świetlnego. Problem, który trawi niemal wszystkie historie, w których Vader konfrontuje się z innymi użytkownikami Mocy, jest taki, że nikt nie jest dla niego jakimkolwiek wyzwaniem. Wiem, że na przeszkodzie stoi to, że Skywalker musi być przedstawiony jako śmiercionośna broń samego Palpatine’a i z założenia jest najlepszy, a przy okazji nie może umrzeć aż do Powrotu Jedi, ale przydałby się ktoś, kto choć na chwilę przyciśnie go do muru.

Druga historia (Czystka – sekundy do śmierci) jest ciekawym eksperymentem prowadzenia fabuły. Główną bohaterką jest Sha Koon, telepatka, która przeżywa Rozkaz 66. Dzięki jej wyjątkowym zdolnościom historia prowadzona jest niechronologicznie: sceny są poszatkowane, przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością. To wspaniały zabieg, który wyrywa czytelnika z rutynowego czytania komiksowej historii. Ale forma opowieści to chyba jedyna pozytywna rzecz, jaką mogę o niej napisać. Cała reszta jest niestety przeciętna, co by nie napisać słaba. Trudno jest zmieścić na dwudziestu stronach historię, jaką próbował nam przedstawić scenarzysta John Ostrander. Trudno go winić za ten stan rzeczy, jednak Czystka – sekundy śmierci to materiał na znacznie dłuższą opowieść, która utraciłaby część infantylności i zyskała na powadze. A tak jest zwyczajnie przeciętnie i przeraźliwie krótko – historię czytamy w kilka minut, pozostaje ona w głowie przez chwilę, a potem totalnie zanika w pamięci. Wielka szkoda.

Trzecia historia, Czystka – ukryte ostrze, wygrywa swoją warstwą wizualną. Chris Scalf, autor rysunków, postawił na rozmazane tła, przypominające akwarele. I to, naprawdę, ogląda się przednio. To eksperyment, którego winien życzyć sobie każdy czytelnik, chociaż nie mogę wyzbyć się uczucia, że większość pracy w ten komiks została włożona w wygląd, a nieco mniej w historię. Ta bowiem wydaje się jakby pusta, chociaż w teorii mamy wszystko to, w czym dobrze wypada Darth Vader: obcą planetę, tropienie Jedi, pojedynki, zwroty akcji. W praktyce zaś wypada to nijak i pozostaje nam tylko napawanie się bardzo nietypową stylistyką komiksu.

Ostatnia opowieść, Czystka – pięść tyrana, jest wyjątkowo dłuższa od poprzednich. I w tym przypadku widać, że rozłożenie fabuły na większą liczbę stron może jej wyjść wyłącznie na dobre. Historia opowiada o polowaniu na pozostałych Jedi na planecie Vaklin, ale nie stawia Vadera w centrum przygody. W znacznej mierze karty komiksu oddane są ludności cywilnej, skupiając się na tym, w jaki sposób patrzą oni na konflikt w galaktyce, jak szarzy obywatele odnajdują się w realiach brutalnych rządów Imperium. I na tym, jak tworzą się ich bohaterowie, jak Vader ich obala, jaką propagandę stosuje się, żeby o spuściźnie Jedi zapomnieć – to bardzo istotne kwestie, które dokładają swoje trzy grosze do spójności całego gwiezdnowojennego uniwersum. Prosty przykład, nieco spoilerowy, ale warty przytoczenia: gdy ostatni z Jedi na planecie Vaklin zostaje pokonany, Imperium nie chodzi wyłącznie o wyeliminowanie zagrożenia, ale też o odpowiednie upokorzenie mistrza w oczach mieszkańców, tak, by jego śmierć nie stawiała go jako męczennika, ale żałosną i niegodną pamięci istotę. Ta scena mocno komponuje się z tym, jak postrzegani są Jedi w późniejszych latach, jak niewiele dobrego się o nich pamięta. Czystka – pięść tyrana przypomina, jaką mrówczą robotę wykonało Imperium, żeby wpoić „swoje” zasady całej galaktyce. Takie rozważania przywołują najlepszą literaturę mistrzów sci-fi – oczywiście w odpowiednich proporcjach – takich jak Orwell czy Huxley, gdzie jednostka jest niczym i można formować ją aparatem władzy wedle woli.

Rzućcie okiem mimo wszystko

Jak zdążyliście zauważyć, opowieści w tym tomie Legendy nie trzymają wspólnego poziomu. Niemniej, traktują one o wciągających czytelnika czasach dziejących się na skraju Republiki i Imperium, a centralną postacią jest powszechnie lubiany Vader. Dlatego też można wybaczyć serii pewne niedoskonałości.

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook24Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • M.T.

    O ile pamiętam w pierwszej „Czystce” Vader nie wyszedł z konfrontacji bez szwanku, kto wie czy w ogóle przeżyłby, gdyby nie nadejście wsparcia w postaci klonów. I ten zabieg w sumie mi się podobał.