Nie uratowałem galaktyki, ale bawiłem się nieźle – recenzja kampanii „Battlefronta II”

Pierwsza kanoniczna historia z Gwiezdnych wojen opowiedziana w grze wideo jest niezła. Nie rewelacyjna, nie bardzo zła, po prostu niezła. Biorąc pod uwagę, że opowieść dla pojedynczego gracza stanowi tylko dodatek do zabawy, w której kluczowe jest granie w sieci, to jest zupełnie dobrze. Uwaga: recenzja zawiera lekkie spoilery.

Czego się nie spodziewać?

Wiem, że wielu fanów czeka na tę kampanię jak na wybawienie. Zatem od razu powiedzmy sobie, czym ta gra nie jest, będzie potem łatwiej skupić się na właściwej recenzji. Singiel najnowszego Battlefronta to nie wielowątkowy erpeg, który da graczom 100 godzin przyjemności. To nie jest nawet Uncharted, który “pęknie” w godzin 14. Przygody Iden Versio i ferajny w Battlefroncie II to zabawa liniowa do bólu, w której idziemy i strzelamy lub latamy i strzelamy, względnie oglądamy wstawki filmowe popychające historię naprzód. Rozgrywka zajmie nam nie więcej niż 6 godzin (mnie zajęła na niskim stopniu trudności około 4).

Nie spodziewajcie się też głębokiej opowieści, która zmieni losy galaktyki. Obserwujemy najważniejsze zdarzenia, biorąc w nich udział. Iden Versio będzie na Endorze polować na Rebeliantów, którzy zniszczyli właśnie generatory pola chroniącego drugą Gwiazdę Śmierci i będzie obserwować wybuch tej superstacji Imperium. Będzie także uczestniczyć w bitwie na Jakku oraz misjach w Theed i na Takodanie, gdzie spotka na swojej drodze między innymi bohaterów Klasycznej Trylogii. Ta obecność “gdzieś obok” najważniejszych wydarzeń budzi skojarzenie z książką Utracone gwiazdy, ale na tym w zasadzie podobieństwa się kończą. No, prawie, ale o tym możecie przekonać się sami w czasie gry.

Fabuła ma liczne skróty i głupotki (na przykład ostatni rozkaz Imperatora – Operacja “Popiół” –  jest tak bezsensu, że zaczynasz się zastanawiać, czy Palpatine nie był upośledzony) i zdecydowanie pozszywano ją grubymi nićmi (nagły wątek romansowy) i w niektórych miejscach nie należy się doszukiwać logiki. Ale poznęcałem się, teraz pora się zastanowić…

Czego się spodziewać?

Każdy, kto bawił się w kampanię dla pojedynczego gracza takiego Battlefielda czy choćby najnowszego Call of Duty osadzonego w realiach II wojny światowej, wie, że czekają go fantastyczne filmiki i intryga poprowadzona tak, żeby w odpowiednich momentach wycisnąć łzę, a czasem bać się o bohatera.

Battlefront II w singlu jest grą dla fanów Gwiezdnych wojen. Zobaczycie panikujących Rebeliantów (jak z Łotra 1), kiedy Iden Versio kosi ich zastępy na pokładzie kalamariańskiego krążownika i będziecie siać rozpierduchę na imperialnej planecie Vardos. Usłyszycie kilka słów o mapie prowadzącej do Skywalkera i nawet odwiedzicie Scarif czy Bespin. Mówiąc w skrócie – kampania dla pojedynczego gracza to prosta fabuła, która wygląda genialnie (zwłaszcza na filmach) i stanowi w zasadzie samouczek dla późniejszej gry w sieci.

Ziarenko Mocy na koniec

Gdyby historię opowiedzianą w kampanii sprzedano mi jako książkę z uniwersum Gwiezdnych wojen, byłbym po prostu zawiedziony. Ale to nie była książka, tylko gra, do której, chcąc nie chcąc, muszę dołożyć warstwę audiowizualną, która dostarczy fanowi Star Wars bardzo fajnych doznań. Choćby muzyka – nowa przeplata się z tą williamsową bardzo harmonijnie. W kilku miejscach byłem zaskoczony i uśmiechałem się pod nosem, widząc znajome postacie (np. Hana z brodą, którego możecie zobaczyć na jednym ze screenów). Jednak liczę na jakiś fabularny DLC, bo ostatni rozdział kampanii wprowadził w mojej głowie trochę zamieszania. Zobaczymy, co będzie.

Traktuję te trzynaście misji singleplayera jako miły dodatek do rozgrywki sieciowej, który wprowadza do uniwersum kilka fajnych rzeczy (np. okręt Iden, korwetę typu Raider „Corvus”, który pierwotnie został stworzony specjalnie dla gry figurkowej X-Wing). Ale przypominam: to tylko dodatek i gdybym miał grać tylko w singla, byłbym srogo zawiedziony. Jak już masz grę i jesteś fanem Star Wars – śmiało graj, będziesz się nieźle, choć jednorazowo bawił. Dla samego singla, oczywiście, nie warto gry kupować, choć to pewnie wszyscy wiedzą.

Gra została dostarczona do recenzji przez Electronic Arts. Screeny w tekście pochodzą z wersji na PS 4 PRO.

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook62Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Krzysztof Rojowski

    Pierwszy screen wygląda, jakby był wycięty z Wiedźmina, trudno poznać Hana 🙂

    Pierwsze koty za płoty, może w końcu się kiedyś doczekamy pełnoprawnego RPG z otwartym światem.

  • Szymon Adamczyk

    [SPOILER] Obejrzałem gameplay kampanii i muszę przyznać, że pod względem fabularnym jestem zawiedziony. Nadal nie wiem jak powstał Najwyższy Porządek, jaki był prawdziwy cel operacji „Popiół” i tak po cichu liczyłem, że pani Versio będzie lojalna aż do końca i będzie jedną z ważniejszych osobistości przy przy tworzeniu Porządku. Graficznie było pięknie i tutaj nie mam nic do zarzucenia ale tą historię już słyszeliśmy dziesiątki razy…

    • Robert Jan Fitrzyk

      Przypadkiem twórcą najwyższego porządku nie jest Rae Sloane, która została przekonana przez Brendola Hux o potrzebie budowy imperium od nowa ? (Jeśli tak to trudno oczekiwać po grze gdzie nie ma ani Raxa ani wielkiej admirał historii budowy najwyższego porządku.)

      • Szymon Adamczyk

        Zakładam, że to z trylogii Chucka Wendiga? (jeszcze nie czytałem, żałuję) Tak czy inaczej, tyle było marketingu „o tak, w tej grze gramy tymi złymi” albo „specjalistyczny oddział imperium” a okazuje się, że tymi „złymi” tak naprawdę jesteśmy przez 3-4 pierwsze misje. Już nawet w The Force Unleashed byliśmy źli przez pół gry dopóki Vader nas nie przedziurawił…

  • Darth sheldon

    Celem operacji ,,Popiół” było zniszczenie Imperium, gdyż Imperator stworzył Imperium dla siebie, a bez Imperatora nie ma Imperium

  • Robert Jan Fitrzyk

    Operacja „Popiół” to moim zdaniem obok najwyższego porządku najgorszy element nowego kanonu. Sama idea planu na wielką skalę zaplanowaną po śmierci twórcy jest ciekawa ale Imperator nie był człowiekiem, który robił coś dla idei a tylko taki człowiek mógł planować coś co zacznie dziać się po jego śmierci. No chyba, że imperator w ten czy inny sposób powróci.

    I dziwi mnie, że oficerowie imperium tak bez mrugnięcia okiem ostatni rozkaz imperatora wykonali. O ile bezwzględność IBP nie jest dziwna bo to imperialna bezpieka to takie bezmyślne wykonywanie rozkazów w marynarce i to w takiej chwili gdy nie wiadomo kto dowodzi jest dziwne. O ile rozumie, że ojciec komandor Versio i ten Moff to już prawdopodobnie taki beton, że rozkaz imperatora wykonają bez mrugnięcia okiem. Ale może gdy kanon się rozwinie jeszcze cała operacja i otoczka nabiorą większej przejrzystości