8 najbardziej udanych i nieudanych gagów „Ostatniego Jedi”

Uwaga! W tekście znajdują się potężne spoilery do Epizodu VIII.

Epizod VIII to w oczach fanów najbardziej wypełniony humorem epizod Gwiezdnej Sagi. Ale panuje wyjątkowo mało zgodna opinia co do jakości poszczególnych żartów. My sami, robiąc to zestawienie, mieliśmy problem z wyborem gagów, które spodobały się wszystkim, chociaż było to i tak łatwiejsze, niż wybór żartów nieśmiesznych czy wręcz żenujących: to, co jednym wydawało się głupie i mało zabawne, inni uważali za świetny żart. Efekt końcowy widzicie pod spodem.

UDANE:

Rey czuje „Moc”

Scena, podobnie jak wiele innych w Ostatnim Jedi, nietypowa. Nie wywołuje jednak poczucia zażenowania i nie można powiedzieć, że nie była potrzebna. Bo była bardzo. Fani przywykli już do górnolotnych stwierdzeń o istocie Mocy. I takowe również się pojawiają, gdy Luke stara się jak najprościej wytłumaczyć dziewczynie „znikąd” czym jest ta skomplikowana energia spajająca wszechświat. Chwilę później film przypomina jednak już kolejny raz o zrywaniu z przeszłością i postanawia pokazać naukę od innej strony, bardziej praktycznej i zarazem humorystycznej. Scena dobrze pokazuje charakter postaci w niej uczestniczących. Rey jest w końcu dziewczyną, która do niedawna zbierała złom na pustynnej planecie – Moc postrzega w bardzo prosty sposób, co udowadniają jej niezgrabne definicje i odruchy. Luke natomiast udowadnia, że nie chce być nauczycielem i nie zamierza być miły. Na przekór sobie pokazuje jednak, że wiedzę przekazać potrafi. Tak, żeby wszystko dotarło. [Suweren]


Luke rzuca miecz za plecy

Skywalker stoi na brzegu klifu i wpatruje się w wyciągnięty w jego kierunku miecz świetlny. Rey, wręczająca ten miecz, wyczekująco patrzy na legendarnego mistrza, na którego twarzy maluje się wiele różnych emocji. W tle słychać podniosłą muzykę, a potem kamera odjeżdża i… Czekamy dwa lata na to, jak ta scena się zakończy tworząc wszelkie możliwe teorie (oprócz jednej, która wydawała się najbardziej nieprawdopodobna). Patos bije wręcz po oczach, bo to przecież tak doniosła, ważna i wzruszająca chwila – po ponad trzydziestu latach mamy ponowną okazję oglądać Luke’a, mało tego, w charakterystycznych szatach Jedi. Skywalker bierze miecz i… po prostu wyrzuca go za siebie. Ta scena dobitnie pokazała, że Ostatni Jedi będzie zupełnie innym filmem niż dotychczas, a i postawa Luke’a Skywalkera będzie odmienna od tego, czego się spodziewaliśmy. Ten fragment jest kwintesencją podejścia twórców do tematu – niech przeszłość zginie, zostanie z tyłu. W moim odczuciu humor rozbijający patos charakterystyczny dla Jedi sprawdza się doskonale, a scena bawi za każdym razem. [Ithilnar]

Żelazka!

Bardzo się cieszę, że przypadło mi zadanie skomentowania jednego z najlepszych gagów, jaki pojawił się w filmie. Scenka z żelazkiem okazała się odświeżająca, zaskakująca i wywołała u mnie szczery śmiech, podobnie jak u reszty fanów zgromadzonych na sali kinowej. Odpowiednio dwuznaczna perspektywa i kadrowanie (przez chwilę można było odnieść wrażenie, że oglądamy jakiś statek… i to bardzo duży statek!) zrobiły robotę. Scena była krótka, twórcy puścili oczko w stronę fanów, by po chwili powrócić do właściwej akcji. Tak to się robi. Kilka sekund osiągnęło znacznie lepszy efekt, niż rozwleczone cwaniackie/głupkowate dialogi, które, niestety, w tym filmie również się trafiły. [Wixu]

Jakku zadupiem

Przyganiał kocioł garnkowi. Tak najlepiej podsumować jeden z najbardziej udanych one-linerów Ostatniego Jedi. Drobna złośliwość dotycząca planety, z której pochodzi Rey w naprawdę przyjemny sposób rozładowała silącą się na emocjonalność atmosferę i zapobiegła trywializacji kolejnego już w kinie dialogu między upadłym mistrzem a młodym talentem, który liczy na jego pomoc. A brzmi tym zabawniej, że sam Luke również nie może poszczycić się wielkomiejskim pochodzeniem, w Imperium kontratakuje podobną kwestię spokojnie mógł wygłosić Yoda. [Vidar]

NIEUDANE:

BB-8 strzela żetonami

Widziałem scenę, w której BB-8 strzela monetami niczym z karabinu maszynowego trzy razy i za każdym razem była tak samo żenująca. Sam dowcip, że droid został pomylony z maszyną do gier, był wystarczający i fajny. Ostatni Jedi ma jednak problem z humorem, bo nawet dobre gagi przeciągane są do granic absurdu i dostają totalnie niepotrzebną kontynuację, która zmienia dowcip dobry w budzący politowanie. Rozumiem nawiązanie do pokazywania przez BB-8 ludzkiego gestu, ale w tej scenie to jednak nie zagrało jak trzeba. [Krzywy]

Wszyscy pomiatają Huxem

Jedną z ulubionych rozrywek połowy fanów po Przebudzeniu Mocy było wysłuchiwanie przemowy generała Huxa z niemieckim dubbingiem – wyglądał dokładnie jakby urwał się z antynazistowskiej kreskówki z lat 40. Niestety, nowatorski pod wieloma względami Ostatni Jedi sytuacji nie zmienił, ba, jest jeszcze gorzej. Rian Johnson postanowił wręcz zerwać z udawaniem, że generała należy traktować poważnie – wszyscy postrzegają go z… kpiącym uśmieszkiem lub przewracają oczami na myśl o jego kompletnej niekompetencji. Dwóch Najwyższych Przywódców – odpowiednio Snoke i Kylo – uważają pomiatanie nim niemal za każdym razem, na oczach podwładnych, za genialny pomysł, tak bardzo podbudowujący jego autorytet. Przykro mi, ale ten w teorii mający śmieszyć gag – będziemy ciskać tym złym – wywoływał u mnie tylko facepalm. I chyba nie tylko u mnie. Na miecz Exara, co w tym takiego śmiesznego? Czy ja oglądam kreskówkę? Zdecydujcie się, do diabła, do kogo ten film jest kierowany, bo ludzi powyżej dwudziestki to już nie bawi. [Cathia]

Poe i matka Huxa

W Ostatnim Jedi nie wszystkie gagi działają jak trzeba, ale chyba tylko jeden mogę nazwać lekko żenującym – właśnie ten. Wymiana Poe-Hux jest do pewnego momentu całkiem zabawna, najlepszy pilot Ruchu Oporu świetnie rozbija patos Najwyższego Porządku, ale żart zrobił się po prostu za długi i wzmianka o matce Huxa, która miała być swoistą kropką nad „i”, wyszła wyjątkowo niesmacznie. Brzmiało to jak wymiana dwóch, za przeproszeniem, gówniarzy w piaskownicy i przebija to chyba tylko Jar Jar wpadający w kupę eopie. [Nadiru]

Goła klata Kylo Rena

To scena, której tak naprawdę nie podejrzewałem o bycie komiczną. Na moim seansie z tej sceny nie zaśmiał się nikt, ale gdzieniegdzie przetoczyły się dźwięki… zdegustowania. Jakiś czas po seansie obejrzałem sobie jak inne kraje zareagowały na tę scenę (kamera w kinie nagrywająca jedynie dźwięk i podłogę) i w Stanach ludzi to bawiło. Następuje tutaj swoiste zderzenie kultur, dla mnie to scena wyjęta żywcem z sitcomu, w której można by wyczekiwać „śmiechu publiczności” (ang. laugh track) wgranego w sam film. Rozumiem też, że mogło być to pewne nawiązanie do Anakina z gołą klatą z Epizodu III, ale… nie wzbogaciło to mojego doświadczenia, wręcz przeciwnie. [Dark Dragon]

Spotkaj się z nami na Facebooku!