Imperialny punkt widzenia

W Gwiezdnych wojnach uosobieniem sił zła jest Imperium, a jego symbolem – wzbudzający strach Darth Vader. Jednak gdy spojrzymy głębiej, zobaczymy, że Imperium, do którego nawiązywał nawet Ronald Reagan, nie jest tak całkowicie czarne, jak je rebelianci malują.

Dawno, dawno temu…

Epizody I-III pokazują nie tylko upadek Anakina Skywalkera i narodziny Dartha Vadera, ale także polityczne machinacje, w wyniku których Republikę zastąpiło Pierwsze Imperium Galaktyczne. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie korupcja i biurokracja, drążące republikański Senat od środka, uniemożliwiając szybkie i sprawne podejmowanie decyzji. Proklamowanie nowego systemu nastąpiło w 19 roku BBY, gdy wraz z zakończeniem Wojen Klonów kanclerz Sheev Palpatine ogłosił się Imperatorem.

Klasyczna Trylogia przedstawia końcowe lata istnienia Imperium i walkę rebeliantów z – jakby nie patrzeć – legalnym systemem politycznym. To tak naprawdę nikły wycinek gwiezdnowojennej historii, zaledwie kilka lat z niemal dwudziestu, gdy rządził Imperator. Wiele wydarzeń poznajemy nie poprzez filmy, ale dzięki innym źródłom – serialom telewizyjnym, komiksom czy powieściom. Po tym jak w 2014 roku wytwórnia Disneya unieważniła obowiązujące Rozszerzone Uniwersum, zamykając je jako alternatywną historię i określając mianem Legend, zaczęły powstawać nowe historie. W tym nowym kanonie pozostały filmy kinowe oraz emitowane w latach 2008-2014 Wojny klonów (121 odcinków), a także film animowany o tym samym tytule. Od tego czasu do kanonicznej braci filmowej dołączyły sequele, serial Rebelianci (2014-2018, 75 odcinków) oraz spin-offy (Łotr 1, Solo). Jak w tym nowym uniwersum przedstawia się Imperium? Bardzo niejednolicie.


Zło wymalowane na twarzy

W serialu Rebelianci imperialni oficerowie przedstawieni są jako modelowy przykład niekompetencji i głupoty. Już sam ich wygląd odstrasza i pokazuje, że służący w wojsku ludzie są aroganccy, głupi i nie grzeszą urodą. Zacięte miny admirałów Kassiusa Konstantine’a czy Broma Titusa mówią wszystko – dzieci, do których kierowany jest serial, od razu wiedzą, z kim mają do czynienia i uczą się, że zło wymalowane jest na twarzy (przypomina to nieco propagandowe ilustracje z czasów II wojny światowej). Jeśli jednak znajdzie się jakiś przystojniak, na pewno wkrótce okaże się, że waha się co do słuszności obranej strony i w rezultacie przejdzie na stronę wroga. Modelowym przykładem jest agent Alexandr Kallus, służący w Imperialnym Biurze Bezpieczeństwa, który udając oddanego imperialnej sprawie, de facto przekazywał informacje rebeliantom. Gdy wielki admirał Thrawn odkrywa jego zdradę, Kallus z łatwością (jakżeby inaczej) ucieka i na dobre przystaje do Sojuszu.

Niestety, Rebelianci pokazują, że Imperium nie dość, że jest głupie, to może zostać pokonane przez grupę istot po prostu wierzących w słuszną sprawę i na dodatek zazwyczaj działających bez żadnego planu. Szturmowcy chybiają w tunelu, okrążając przeciwników i mając ich właściwie na widelcu, szturmowcy śmierci (członkowie elitarnej jednostki) pudłują równie często jak zwyczajni żołnierze, a w prawie każdym odcinku zniszczeniu ulega cenny imperialny sprzęt – ważna stacja nadawcza, niszczyciel lub prototypowy myśliwiec TIE. Aż dziw bierze, że Imperium przetrwało niemal dwadzieścia lat.

Angielski akcent i niemieckie mundury

Stara Trylogia pokazuje Imperium jako świat męski. Nie ma w nim żadnej kobiety (chyba, że ukrywa się pod hełmem szturmowca lub pilota TIE), a mężczyźni to klasyczni oficerowie, jakich kojarzymy z filmów o II wojnie światowej – dystyngowani, sztywni i bardzo często mówiący z brytyjskim akcentem (co raczej wynika z angażu aktorów z Wielkiej Brytanii, niż zamierzonego działania). Nie inaczej wygląda to w obu spin-offach.

Imperium przedstawione w filmach jest wszechobecne i groźne. Bezkompromisowa decyzja Tarkina o użyciu Gwiazdy Śmierci i zniszczeniu planety Alderaan to przykład imperialnej polityki – rządów poprzez strach. Z kolei bitwy na Scarif czy Hoth ukazują potęgę militarną i ogrom zasobów, jakimi dysponują stojący po stronie zła. Oczywiście, imperatyw moralny nakazuje zwyciężyć pozytywnym bohaterom, dlatego też imperialni zaliczają “wpadki” – nie doceniają determinacji przeciwnika (Tarkin, Thrawn), zbyt blisko lokują niszczyciele (admirał Gorin w bitwie o Scarif), zbyt szybko wychodzą z nadprzestrzeni (admirał Ozzel) czy lekceważą lokalną faunę (Ewoki). Jednak nie da się ukryć, że Imperium przedstawione w filmach może budzić grozę nie tylko samą obecnością Dartha Vadera czy Imperatora.

W klasycznych epizodach brakuje scen codziennych, przedstawiających zwyczajne życie w Imperium. W Nowej nadziei praktycznie wszyscy imperialni służą na Gwieździe Śmierci, w Imperium kontratakuje czy Powrocie Jedi znów widzimy ich wyłącznie w sytuacjach czysto służbowych i militarnych. Zmianę w podejściu zapowiadają jednak spin-offy. We wspomnianym Łotrze 1 możemy zobaczyć jak wygląda imperialna okupacja – ulicami Jedha City przechadzają się oficerowie, a także patrolujący i sprawdzający dokumenty szturmowcy. Dzień jak co dzień, przerwany jednak atakiem terrorystycznym bojówki Sawa Gerrery. Podobne, ale już bardziej ograniczone przedstawienie codzienności daje Solo, w którym pokazano scenę rekrutacji do armii. I oby podobnych smaczków było więcej.

Powieści nowego kanonu

Nowy kanon powieściowy skupia się w głównej mierze wokół wydarzeń przedstawionych w filmach, pokazując je z różnych punktów widzenia. W przeciwieństwie do starego Rozszerzonego Uniwersum, chronologia nie jest nadmiernie wydłużana, a raczej ściśnięta do okresu schyłku Republiki czy panowania Imperium, często pokazując młode lata bohaterów znanych z filmów (Leia, Princess of Alderaan Claudii Grey, Tarkin i Katalizator Jamesa Luceno) lub serialu (Nowy świt Johna Jacksona Millera, Thrawn Timothy’ego Zahna). Pojawiają się książki nawiązujące do gier komputerowych (Battlefront II. Oddział Inferno Christie Golden), ale są także powieści niezwiązane bezpośrednio z filmami (Utracone gwiazdy Claudii Gray) lub pokazujące ostatnie dni Imperium i czas, jaki nastał po jego upadku (trylogia Chucka Wendiga).

Linia czasowa nieznacznie wydłuża się po upadku Imperium i sięga czasów przedstawianych w nowych epizodach, Przebudzeniu Mocy oraz Ostatnim Jedi, jednak te tytuły nie obejmują tematu obecnych rozważań.

Nowy kanon imperialny

Można zaryzykować tezę, że nowy kanon jest bardzo imperialny. Większość powieści rozgrywa się wokół ekonomicznych skutków budowy Gwiazdy Śmierci. Wątki te są dość istotne dla osi fabularnych – wszak budowa potężnej stacji bojowej trwała kilkanaście lat, wymagała sporej ilości surowców i nakładów finansowych.

Imperium przedstawione w książkach to system polityczny, w którym odnajdują się tylko bezkompromisowe jednostki, obdarzone dużą dozą sprytu. Ale choć często kierują się własnymi ambicjami, przy okazji starają się także tworzyć coś lepszego na własnych światach. Część planet przyjęła zmianę systemu politycznego z radością, widząc płynące z tego korzyści (np. Vardos, z której pochodzi Iden Versio, główna bohaterka powieści Oddział Inferno oraz gry Battlefront II). Mało tego, Imperium postrzega się jako przynoszące ład i porządek po chaosie Wojen Klonów i korupcji toczącej Republikę – znamienna jest scena ze wspomnianej powieści Oddział Inferno, w której w sytuacji kryzysowej dziewczynka biegnie w stronę szturmowca, bo dla niej stanowi on symbol bezpieczeństwa. Dla wielu Imperium to gwarant pokoju – tylko rządy silnej ręki są w stanie zapanować nad niedawnym chaosem.

Starzy znajomi i ambitni ludzie znikąd

Określając dawne uniwersum jako historie alternatywne, zostawiono sobie pewną furtkę. Co jakiś czas wybierane są z nich co ciekawsze wątki czy postacie i zaszczepia się je na gruncie nowego kanonu. Część zmienia się diametralnie (sposób zdobycia planów Gwiazdy Śmierci stał się kanwą osobnego filmu, Łotra 1, ale dawną historię zmieniono całkowicie), część zachowuje praktycznie bez większych zmian (charakter Thrawna).

Jedną z najważniejszych starych/nowych postaci jest wspomniany wyżej wielki admirał Thrawn. Genialny strateg, koneser sztuki wierzący, że dzięki jej poznaniu pokona wroga – nie da się ukryć, że za nim fani tęsknili chyba najbardziej. Trylogia Thrawna Timothy’ego Zahna cieszyła się (i nadal cieszy) wielką estymą w środowisku, a zdobycie polskiego wydania graniczy niemal z cudem i wiąże się ze sporym wydatkiem finansowym. Niebieskoskórego admirała reaktywowano na potrzeby serialu Rebelianci, ale w wielkim stylu powrócił także w nowej powieści Zahna, w której nie tylko możemy poznać drogę jego kariery w Imperialnej Flocie, ale również zobaczyć, jak służba wygląda od wewnątrz.

Kolejny imperialny, Wulff Yularen, szef Imperialnego Biura Bezpieczeństwa, po raz pierwszy pojawił się w Nowej nadziei przez… kilka sekund. Postać rozwinięto w Wojnach klonów, by ponownie pokazać ją w serialu Rebelianci już w białym mundurze. W powieści Thrawn jego rola została bardziej rozwinięta, podobnie jak znaczenie i wpływ samego IBB (co również jest charakterystyczne dla nowego kanonu).

Jeszcze większe znaczenie niż dotychczas zyskał wielki moff Wilhuff Tarkin. Imperator rządzi żelazną ręką, ale za pomocą swoich doradców, sam pozostając w cieniu, a pierwsze skrzypce gra twórca imperialnej doktryny. Tarkin pojawia się nie tylko w kontekście budowy stacji bojowej, ale również w wielu innych, istotnych sytuacjach przewijając się na kartach kolejnych powieści.

Nowi imperialni to przede wszystkim ludzie doskonale odnajdujący się w systemie. Często pochodzą z mało znaczących światów, a w Imperium widzą szansę na swoją karierę i potrafią to wykorzystać. Świetnym przykładem jest Ahrinda Pryce, która z córki właścicieli kopalni na Lothal dochodzi do stanowiska gubernatora tej planety. W ten schemat wpisuje się również dyrektor Orson Krennic, główny koordynator prac nad budową Gwiazdy Śmierci, architekt i inżynier, potrafiący manipulować ludźmi i wykorzystujący te talenty w pracy nad projektem.

Ale ambicja to tylko jedna z cech cenionych w Imperium. Wielka admirał Rae Sloane, bohaterka cyklu Wendiga Koniec i początek, prawdziwie wierzy w ład i porządek, jakie przynoszą galaktyce rządy Imperatora i po jego śmierci próbuje scalić pozostałości floty. Z kolei Iden Versio, córka szefa IBB i propagandowej artystki, wychowana jest w przekonaniu, że obecne rządy są jedyną słuszną drogą, by utrzymać pokój (dopiero groźba zagłady jej rodzinnego świata sprawia, że odwraca się od swoich dotychczasowych towarzyszy broni). Nie należy też zapominać o Cienie Ree (Utracone gwiazdy), dla której przysięga złożona Imperium wiąże ją nawet w obliczu jego nieuchronnego końca.

Nietrudno też zauważyć, że w szeregach Imperium coraz częściej pojawiają się kobiety. To nie tak, że przedtem ich nie było – nieliczne, ale jednak się pojawiały, chociaż ich kompetencje pozostawiały wiele do życzenia. Obecnie kobiety nie tylko służą w armii czy flocie, ale sprawują także wysokie stanowiska, co zawdzięczają swoim umiejętnościom.

Co z tym Imperium?

Od momentu, gdy czterdzieści lat temu na ekranach kin po raz pierwszy zagościły Gwiezdne wojny, zauroczenie Imperium trwa. Swoje odzwierciedlenie ma to również w organizacjach kostiumowych – największa z nich, Legion 501, zrzesza ponad 12 tys. aktywnych członków na całym świecie.

Z czego wynika ta fascynacja opresyjnym, paranoicznym i autorytarnym systemem rządów? Wielu fanów wskazuje przede wszystkim na piękno mundurów, zbroi oraz sprzętu wojskowego. Przy imperialnym ładzie rebelianci wyglądają jak zgraja przypadkowych istot zebranych w jednym miejscu. Poza tym to Imperium posiada ogromne niszczyciele, charakterystyczne myśliwce TIE, majestatyczne maszyny kroczące AT-AT i wreszcie – Gwiazdę Śmierci. Popularność można przyrównać do tej, jaką cieszą się niemieckie mundury i wojskowy sprzęt z czasów II wojny światowej (imperialne mundury były wzorowane właśnie na niemieckich). Nie bez przyczyny biały pancerz szturmowca jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i cieszących się największym powodzeniem gwiezdnowojennych kostiumów, tuż po charakterystycznej zbroi Dartha Vadera.

Równie ważnym aspektem zdaje się być fascynacja złem, chęć chwilowego znalezienia się po drugiej stronie barykady, realizacja fantazji “bycia czarnym charakterem” – zazwyczaj to bohaterowie negatywni mają bardziej skomplikowane charaktery i ciekawszą przeszłość. Znamienne (i wciąż aktualne) jest siedzące gdzieś głęboko przekonanie, że system autorytarny to lekarstwo na większe problemy (przed kryzysem demokracji prędzej czy później stanie każde nowoczesne państwo, o czym wspomina Erich Fromm w Ucieczce od wolności), a zwyczajni obywatele oddadzą możliwość wyboru za złudne poczucie pokoju i podporządkują się władzy silniejszego.

W książkach widać, że wytyczony kurs zmierza do zaprezentowania Imperium jako bardziej szarego niż czarnego systemu politycznego. Bo życie nie jest czarno-białe, nawet w Gwiezdnych wojnach.

Artykuł pierwotnie ukazał się w Nowej Fantastyce, nr 5/2018.

Spotkaj się z nami na Facebooku!