„Solo” kontra „Łotr 1” – złoczyńcy

Marik Vao

Dryden Vos nie bez powodu jest porównywany do złoczyńców z serii o Jamesie Bondzie: ta postać przechodzi od serdeczności do bezwzględności w mgnieniu oka, co sprawia, że czuje się przy nim nieprzerwane napięcie i strach o to, czy uprzejmy uśmiech nie jest szyderstwem. Mimo takiej kreacji daleko Drydenowi do przerysowanego złoczyńcy tak często spotykanego w filmach kryminalnych, akcji i o superbohaterach. Ten archetyp też znajdziemy w Solo, ale tylko w krótkiej scenie z lady Proximą. Dużą ulgą dla mnie jest to, że to nie ona została głównym przeciwnikiem w filmie.

W Łotrze 1 Krennic nie został tak łaskawie potraktowany przez scenarzystów, co Dryden. Otwierająca scena filmu zapowiada, że będzie to postać bezwzględnie wierząca w misję Imperium, jednak bardzo szybko zostaje ona sprowadzona do roli pionka w rękach Tarkina i Vadera. Pod koniec też zostaje nieco przerysowana, kiedy zaczyna krzyczeć na podwładnych (słynne „Are we blind?”), albo rozpoczyna monolog tuż przed tym jak zostaje pokonany. Krennic chyba najlepiej wypada w swojej ostatniej scenie, gdzie pada ofiarą własnego dzieła. Ciarki mnie przechodzą za każdym razem, gdy widzę to ujęcie!

Obie postaci mają swoje wady i zalety: gdyby wyciągnąć wszystko co najlepsze z nich obu, mielibyśmy złoczyńcę marzeń. Kto wie, może pewnego dnia dostaniemy takiego w spin-offie o Kenobim?


Krzywy

Mam wybierać między dżumą a cholerą? Niech będzie! W przypadku Łotra złoczyńca był tak naprawdę jeden, czyli Krennic. Vader pojawił się na chwilę i miał jedną pełną emocji scenę, a odtworzony komputerowo Tarkin to bardziej easter egg niż czarny charakter z krwi i kości. Dyrektor odpowiedzialny za Gwiazdę Śmierci okazał się postacią inną niż dotychczasowe, ekhm, łotry. To bardziej biurokrata, niż mistyk i tyran. Problem w tym, że w filmie wypada i tak dość nijako, a rozwija go dopiero Katalizator, czyli książkowy prequel Łotra 1.

Kolejny problem widzę w tym, że pod względem złoczyńców Solo również nie wygląda zbyt różowo (czy tam czarno i mrocznie). Proxima przewinęła się przez chwilę tylko w prologu, Nest nie okazała się Bobą Fettem w spódnicy, Maul zaliczył mniejsze cameo niż Vader, a Dryden Vos ciekawy był tylko na papierze, a w filmie wypadł płasko. Tak więc widzę tutaj bezbramkowy remis, ale na upartego można uznać mentora Hana za _tego złego_, więc tym samym uznajmy, że Solo strzelił. Gola w dogrywce.

Suweren

Powiadają, że bohater jest tak dobry, jak jego przeciwnik. Biorąc jednak pod uwagę moją opinię na temat bohaterów Solo oraz Łotra 1, spośród których stawiałem na tych pierwszych, pozwolę sobie w tym przypadku z przytoczonym powiedzeniem się nie zgodzić.

Choć jasna strona Łotra 1 nie zachwyca mnie jakoś szczególnie, to nie ukrywam, że już ciemna zdecydowanie tak. Dyrektor Krennic (bo wszak to on jest głównym antagonistą tego filmu) to skomplikowana postać. Choć na pierwszy rzut oka może się wydać kolejnym generycznym czarnym charakterem, to jednak po uważniejszym przyjrzeniu się można dostrzec pod tym białym mundurem coś więcej – ambitnego karierowicza, dumnego ze swych dokonań, który na drodze do sukcesu nie zawaha się przed niczym. Jego słowne potyczki z innymi czarnymi charakterami Łotra 1, czyli, jak zawsze świetnymi choć występującymi epizodycznie, Tarkinem i Vaderem, dopełniają jego wizerunku – chcącego zabłysnąć, sfrustrowanego gdy odpycha się go w cień. Do tego wszystkiego jego osobista straż, szturmowcy śmierci, podkreśla jego ważność oraz to, że należy się z nim liczyć.

W drugim narożniku mamy Drydena Vosa, władcę półświatka, nadzorcę Szkarłatnego Świtu. Postać nieobliczalna, która w jednej chwili przechodzi od uprzejmości do mordowania (dosłownie). Wzbudzający strach i szacunek gangster, który idealnie wpasowałby się do filmu opowiadającego o przygodach Jamesa Bonda, dokładnie tak jak pisał Marik. I choć również jest to postać, której poczynania śledzi się z zainteresowaniem, to jednak było go w Solo na tyle mało, że w tym starciu przegrywa z Krennickiem, którego uznać można nawet za jednego z głównych bohaterów lub przynajmniej anty-bohatera Łotra 1. Ponadto ujawnienie faktu, że Vos koniec końców jest/był tylko nadzorcą, a faktyczną władzę sprawuje w Szkarłatnym Świcie pewien wytatuowany Zabrak, również nieco tej postaci ujmuje. W tym zestawieniu punkt ode mnie leci dla Łotra 1.

Wixu

W Łotrze mieliśmy klasycznych złoczyńców uzupełnionych o „świeżaka” Krennica. To właśnie debiutujący na ekranie dyrektor skradł serca redakcyjnych koleżanek, ale mnie nieszczególnie zafascynował – choć nie odmawiam Benowi Mendelsohnowi umiejętności aktorskich i uroku, tak jego postać jest klasycznym złoczyńcą aż do bólu. O tych dobrze znanych, czyli Tarkinie i Vaderze, rozwodzić się nie trzeba. Pierwszy został świetnie odtworzony w CGI, drugi dał popis w kultowej już scenie. Z tymi dwoma panami mam mały problem, bo lubię ich bardzo, ale niespecjalnie grzały mnie ich popisy na wielkim ekranie, znając doskonale ich przyszłe losy. No, ale to tylko moje zboczenie…

Co do Solo, tutaj mamy jednego konkretnego antagonistę, czyli Vosa, który został zagrany solidnie przez Paula Bettany’ego. Solidnie, nie znaczy dobrze – aktor przyzwyczajał nas do mistrzowskich kreacji, a w tym wypadku czuję, że to była dobrze wykonana robota, ale bez iskry. O reszcie złych, albo tych, którym w pewnym momencie fabuły do miana „złego” niedaleko, można napisać co najwyżej tyle, że byli w filmie. Proxima? Zapomniałem o niej po paru minutach seansu. Beckett? To nawet nie jest stuprocentowy złoczyńca, w dodatku jego motywy są co najmniej słabo wytłumaczone. Maul? Proszę Was, jeśli to miało być długo pamiętane cameo w stylu Vadera z Łotra, to sorry, ale nie wyszło. Szybki werdykt? Chyba wygrywa Łotr 1.

Jedi Przemo

I ponownie ocena głównych złoczyńców jest bardzo trudna, ale tym razem przez ilość poświęconego im czasu. W Łotrze 1 mamy duet Tarkin-Vader (w którym ten drugi skradł serca fanów ostatnią sceną) ale przede wszystkim Orsona Krennica, który staje się jednym z głównych bohaterów filmu. Jest cyniczny, zepsuty moralnie, bezlitosny i chorobliwie ambitny, co jest doskonale pokazane. Ciężko go polubić, ale został niezwykle charakterystyczną postacią uzupełnianą jeszcze przez oddział własnych szturmowców wykonujących każdy rozkaz z maksymalną skutecznością.

A w Solo? Mamy Drydena Vosa, który ma może dziesięć minut w całym filmie, w czasie których udaje mu się zabić jednego urzędnika, ale ma wyraźne problemy z trafieniem Hana i to jeszcze zanim do walki włączyła się Qi’ra. Przez większość filmu jedynie słyszymy, jaki to on jest straszny, ale też nie personalnie, tylko bardziej gang, któremu przewodzi. Nie jest to złoczyńca, którego ktoś się może bać. Reszta? Skwitujmy to stwierdzeniem, ze musiałem chwilę się zastanowić, żeby przypomnieć sobie, kim w ogóle była Proxima, a pewien rogacz dla mnie nie żyje od 22 lat. Łotr 1 zdecydowanie wygrywa.

Wynik naszej małej zabawy w porównywanie złoczyńców Łotra 1 i Solo tym razem wygrywa pierwszy z filmów, wynikiem 3-1, przy jednym remisie. A po której stronie stoicie Wy? Którzy złoczyńcy są Waszym zdaniem lepsi? Podzielcie się z nami w komentarzach swoją opinią – albo zagłosujcie w naszej ankiecie na Facebooku.

Spotkaj się z nami na Facebooku!