Papier, nożyce, klej – modelarze „Star Wars”, część 2: Krzysztof Wilczyński

Fani Star Wars są wszędzie i w przeróżny sposób okazują swoją miłość do sagi – jedni ograniczają się do zbierania gadżetów, inni tworzą cosplaye. Ale jest także grupa, która od podstaw buduje modele pojazdów czy droidów w różnych skalach – na pewno nieraz podziwialiście ich dzieła na konwentach czy zlotach fanów. Jeśli zastanawialiście się, kto kryje się za tymi fantastycznymi dziełami, teraz macie okazję się tego dowiedzieć – przygotowaliśmy dla was cykl o polskich modelarzach. Dzisiaj na nasze pytania odpowie Krzysztof Wilczyński.

Na początek powiedz kilka słów o sobie.

Mieszkam w Bydgoszczy i na co dzień pracuję w firmie poligraficznej. Poza Star Wars interesuje mnie ogólnie pojęta fantastyka , dokumentalne programy popularnonaukowe, historia, książki…


Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z modelarstwem? Czy od razu były to modele Star Wars?

Moja przygoda z Gwiezdnymi wojnami zaczęła się dawno, dawno temu. Bodajże jak miałem 8 czy 9 lat obejrzałem w telewizji Nową nadzieję. Wówczas nie zwracałem jeszcze uwagi na szczegóły, a bardziej na całości akcji, która była porywająca i wciągająca. Minęło wiele lat aż nadszedł rok 1997, w którym wprowadzono na nowo do kin poprawioną cyfrowo wersję Star Wars. Wtedy narodziło się moje zainteresowanie statkami i pojazdami z filmu. Ich wygląd i charakter i to jak zostały wykonane, postarzone czy przybrudzone, co sprawiało, że wyglądały na prawdziwe.

Nietrudno się domyślić, iż pierwsze prace raczej niezbyt były podobne do tych filmowych. Z czasem do mnie dotarło, jak długa i ciężka droga mnie czeka, ile wysiłku i wyobraźni będę musiał włożyć w stworzenie wiernych replik. Dopiero po 3-4 latach żmudnej pracy zaczęły powstawać udane konstrukcje, które zaczęły przypominać te filmowe. Kilka mam po dziś dzień (przykładem mogą być tutaj myśliwce imperialne TIE, które mają ponad 16 lat). Dziś nie robią one wrażenia, ale w tamtym czasie były szczytem moich osiągnięć.

Dlaczego modele Star Wars?

Ktoś kiedyś zapytał „dlaczego akurat Gwiezdne wojny?” Odpowiedziałem: a dlaczego nie? Po pierwsze w zasadzie wychowałem się na tych filmach i są głęboko zakorzenione we mnie, a po drugie są tam fenomenalne modele, które jak każdy fan chciałem po prostu mieć.

Jakich materiałów używasz do budowy?

Z uwagi na łatwy dostęp – kartonu, który nawiasem mówiąc po dziś dzień jest moim głównym i ulubionym materiałem, z którego buduję. Od niego właśnie zacząłem swoje pierwsze próby. Poza kartonem jako główny budulcem zacząłem wykorzystywać wszelkiego innego rodzaju rzeczy: szpilki, nity do metalu, wkłady do długopisów, spinacze do papieru, kółka zębate z zepsutych zabawek, elementy z drukarek, paski montażowe (tzw. trytytki) i wiele innych rzeczy, które wpadły mi w ręce, a które mogłem wykorzystać. Z każdym projektem starałem się robić wszystko dokładniej i lepiej.

Ile czasu zajmuje tworzenie modelu?

Jeśli chodzi o modele i to jak je buduję oraz ile czasu to zajmuje, to jest to bardzo zróżnicowane. Np. makietę Venatora budowałem z przerwami 1,5 roku. Model jest bardzo trudny z uwagi na wielopłaszczyznowość kadłuba. Paradoksalnie im trudniejszy model, tym lepiej, ponieważ jest to wyzwanie, przy którym można się sprawdzić. Zresztą każdy model, każda praca przy kolejnym projekcie uczy czegoś nowego.

Jak wygląda transport modeli, szczególnie tych dużych?

Do niedawna transportowałem wszystko w samochodzie tupu kombi, jednak z uwagi na ciągle rozrastającą się kolekcję szukam nowego transportu. W obecnej sytuacji potrzebowałbym samochodu typu Mercedes Vito gdzie mógłbym swobodnie układać modele bez ryzyka ich uszkodzenia.

Z jakich źródeł korzystasz przy projektowaniu i budowie modeli? Filmy, książki, coś innego?

Każdy projekt zaczyna się od wyszukania jak najdokładniejszych zdjęć, na podstawie których skaluję i projektuję oraz dobieram odpowiednie proporcje. Z czasem doszedłem do wniosku, że trzeba spróbować czegoś nowego. Zacząłem tworzyć filmowe droidy w skali 1:1. Pierwszym był droid komandos z serialu animowanego The Clone Wars. Następnie pit droid, buzz droid i (obecnie na wykończeniu) ASN-121 droid-zabójca Zam Wessel.

Czy zanim przystąpisz do pracy nad nowym modelem tworzysz jego projekt? Jeśli tak, to klasycznie na papierze czy może komputerowo?

Tak, trzeba stworzyć pomocniczy rysunek poglądowy, na którym zaznaczone będą poszczególne wymiary i proporcje. Nie korzystam jednak z komputerowego projektu. Na moje potrzeby wystarczy mi na szybko narysowany na kartce szkic z zaznaczonymi najważniejszymi informacjami potrzebnymi do budowy.

Nad czym obecnie pracujesz i co chciałbyś jeszcze zbudować?

W planach mam wiele projektów, ale z uwagi na czas potrzebny na wykonanie, nie wiem, ile z nich uda mi się zrealizować.  Staram się jednak wybierać takie projekty, których jeszcze nikt lub mało kto pokazywał.

Gdzie modele były już prezentowane?

Moja pierwsza wystawa odbyła się trochę na dziko. Był to rok 2005, premiera Zemsty Sithów w bydgoskim Multikinie. Pomimo, że cały czas bardzo dużo brakowało modelom do doskonałości, osobom odwiedzającym spodobały się. Pomyślałem sobie „może jednak mam do tego dryg”. Nabrałem wiatru w żagle i rzuciłem się w wir pracy. Z czasem coraz bardziej podawałem tajniki modelarstwa i obróbki kartonu.

Minęło kolejnych pięć długich lat. Rok 2010, Bydgoszcz. Wyspa Młyńska i Opera Nova. Zlot miłośników StarForce. I pierwsza wystawa na takim konwencie… te tłumy ludzi przybyłych na miejsce, atrakcje dla całych rodzin. Można było poczuć czym naprawdę są Gwiezdne wojny! Wielkim magnesem przyciągającym tysiące osób tak samo, jak nie bardziej, zakręconych jak ja. Dla mnie było to jedno wielkie WOW.

Od tamtego czasu regularnie pokazuję się z modelami na StarForce. Jednak StarForce to nie wszystko. Na horyzoncie rysowały się inne wystawy. Wszystkiego nie wymienię chronologicznie, ale do takich imprez należą też Pyrkon, Polcon, Dni Fantastyki w Chrzanowie, Fantasmagoria w Gnieźnie, ForceCon i wiele innych.

W jakich miejscach w tym roku można oglądać Twoje modele?

Z uwagi na problemy z transportem na razie nie planuję żadnych. Ale nie ma tego złego. Ten czas wykorzystam na poprawienie starszych modeli i budowę nowych.Obecnie pracuję nad powiększoną wersją imperialnej maszyny kroczącej AT-AT. A co dalej? Czas pokaże. I choć wiem, że doskonałości nigdy nie osiągnę, to jednak staram się do niej zbliżyć jak najbardziej. Jeśli ktoś kiedyś spyta mnie o podsumowanie tego wszystkiego odpowiem „starałem się”.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą Krzysztofa Wilczyńskiego.

Spotkaj się z nami na Facebooku!