Mdło i bez pomysłu – oceniamy „Resistance 1×04: Fuel for the Fire”

Nadiru

Gdy Kazuda nie zajmuje się amatorskim szpiegostwem, najwyraźniej przeżywa typowe nastolatkowe przygody… co, choć nie brzmi może zachęcająco, jest pewną nowością w serialach animowanych Star Wars. Ani Ahsoka ani Ezra, którzy „startowali” jako młodzi nastolatkowe (13-14 lat), nie mieli prawie żadnej styczności z rówieśnikami, a jeśli nawet, to w warunkach albo wojny albo rebelii. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to Fuel for the Fire w sumie dobrze pokazuje, co by było, gdyby Resistance miało inny tytuł i inną tematykę, niezwiązaną w żaden sposób z wojną.

To powiedziawszy, odcinek jest kompletnie nijaki. Domyślam się, że młodsi widzowie mogą z niego wynieść jakąś lekcję (mimo topornej i banalnej prezentacji), natomiast starsi nie tylko wynudzą się na śmierć, ale jeszcze będą przewracać oczami na każdy pojawiający się „twist”. Do tego postacie drużyny Jace’a przypominają mi troszkę Żelazną Eskadrę z Rebels i nie jest to wcale miłe porównanie. Co można zaliczyć na plus? Kilka gagów, rzut okiem w przeszłość Yaegera i parę nawiązań. Słowem: jest niedobrze. Podwójnie niedobrze, że to dopiero czwarty odcinek, a już drugi, który ciężko się ogląda…


Kaelder

Po obejrzeniu czterech odcinków Resistance mogę stwierdzić, że serial jest bardzo średni, a momentami wyjątkowo słaby i na siłę próbujący zagrać na moralizatorskiej nucie. Pierwszy odcinek wprowadzający nam głównego bohatera oraz zadanie szpiegowskie zlecone mu przez Poe Damerona sygnalizował pewien potencjał, który tkwił w całej historii. Niestety, twórcy najwyraźniej zbyt mocno popłynęli w ukazaniu rozterek nastolatków, czy też głupkowatych gagach niemających większego wpływu na to, co się dzieje. Na plus Fuel for the Fire zdecydowanie zasługuje ujawnienie kilku faktów z życia Yeagera, a także wprowadzenie grupy pod wodzą Rucklina. Niestety, reszta pozostawia wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że otrzymamy coś ciekawego w kolejnych odcinkach.

Taraissu

Zdecydowanie pozytywną cechą nowego kanonu Star Wars jest szybkość, z jaką przenikają się informacje zawarte w różnych źródłach. Dopiero co pojawił się koncept hiperpaliwa w filmie Solo (coś czego nie było w Legendach), a teraz stanowi ono ważny element odcinka serialu animowanego. Spójność z uniwersum to pierwszy plus odcinka, drugim z kolei jest pojawienie się Sullustańskiego pilota, przedstawiciela jednej z najstarszych ras w Gwiezdnych wojnach, o której jakby zapomniano (wyjątek stanowi Nien Nunb). I to by było na tyle, ponieważ Fuel for the Fire (niestety) trzyma poziom pozostałych odcinków serialu. Nie będę się pastwić nad minusami, bo wymienili je już przedmówcy. Gdyby nie motyw przeszłości Yeagera zaczęłabym rozważać zaprzestanie śledzenia dalszych losów bohaterów serialu Resistance.

Dark Dragon

Kolejny odcinek utwierdza mnie w przekonaniu, że szykuje się średni serial. Jak zwykle cieszą nawiązania i przeplatanie się z całym uniwersum. Cieszy jakiś przedsmak z historii Yeagera, ale cały odcinek to jedno wielkie cliché. Jeśli oglądaliście w życiu kilka seriali/kreskówek/jakichkolwiek animacji to znacie ten schemat – naiwny główny bohater zadaje się ze niegrzecznymi/podejrzanymi osobami, które uważa za nader ciekawe i godne naśladowania. Nie słucha swoich opiekunów (tudzież innych osób), ale później okazuje się, że ci mieli racje, a nasz główny bohater zdaje sobie sprawę z błędu, który popełnił, dostrzega prawdziwą twarz swoich „przyjaciół” i zapowiada poprawę w następnych odcinkach. Jeśli to jeden z waszych pierwszych seriali w życiu, to oczywiście historia może wydać się ciekawa i z pewnością niesie ze sobą słuszne przesłanie dla najmłodszych widzów.

Spotkaj się z nami na Facebooku!