„Resistance 1×01-02: The Recruit”

Trzeci serial animowany nowego kanonu zaczął się bez wielkiej medialnej wrzawy, jaka towarzyszyła poprzednim premierom, a także bez wielkich fanowskich nadziei na to, że doczekamy się dobrej produkcji. Tymczasem dwa pierwsze odcinki, wyemitowane razem, pokazują, że nie należało już na starcie skreślać Resistance

Dark Dragon

Pierwszy odcinek nowego serialu nie okazał się totalnym zawodem. Wręcz przeciwnie, udało mi się z niego czerpać sporo przyjemności. Do największych zalet zaliczam pojawienie się postaci z trylogii sequeli: Poe, Leia oraz BB-8. Warto też odnotować ogrom i zróżnicowanie postaci drugo i trzecioplanowych, bez porównania do „klonów” z Rebelsów. Pojawiają się znane z wszystkich trylogii rasy, odwołania do najróżniejszych okresów, ogromny plus dla twórców. Nowe postacie też dają radę, szczególnie do gustu przypadł mi Neeku przedstawiciel zielonej odmiany rasy Nikto, który bierze niektóry sprawy zbyt dosłownie. Główny bohater niezbyt mi się podoba, ale nie sprawia też bardzo złego wrażenia. Jego akcje są nazbyt przewidywalne, wszystko, co robi jest oklepane. Jeżeli oprze się o stary statek, to od razu spodziewamy się, że coś od niego odpadnie. Ilość slapstickowych cliché jest ogromna i odbiera część przyjemności z oglądania. Jeśli chodzi o kreskę, to trzeba się przyzwyczaić, chociaż osobiście nie przypadła mi jakoś szczególnie do gustu, to jednak doceniam ilość detali w tej nowej animacji. Pierwszy podwójny odcinek uważam za dobre wprowadzenie do serii.


Taraissu

Jeśli chodzi o mój prywatny ranking animowanych seriali Star Wars, Resistance niczego nie zmienia, bo jak na razie ląduje w tabeli poniżej Wojen klonów i Rebeliantów. Jednym z niewątpliwych plusów Resistance jest powrót do korzeni, a więc wyścigów. Zdecydowanie na plus zaliczam też klimatyczną kantynę i mnogość ras znanych już w uniwersum z innych źródeł. Serial przywodzi nieco na myśli grę komputerową, ale nie umiem jeszcze ocenić, czy to dobrze, czy źle. Podoba mi się ogólny klimat i postacie drugoplanowe oraz dalsze. Niestety główny bohater niesamowicie mnie irytuje. Jestem już zmęczona oglądaniem młokosów, którzy startują z poziomu zerowego i powoli mądrzeją w kolejnych sezonach. Zdecydowanie nie pomaga też fakt, iż nasz bohater zachowuje się idiotycznie w przerysowanym stylu anime, z którego wyrosłam tak z 15 lat temu. Drażni mnie też kolorystyka i animacja. Reasumując serial jest w porządku, momentami nawet mnie rozbawił, ale zdecydowanie czuję, że jestem na niego ciut za stara. Mimo wszystko zainteresował mnie na tyle, że zamierzam sprawdzić jak szybko nasz główny bohater zmądrzeje (i czy w ogóle).

Yako

Zapewne wiecie, że serial Resistance wzbudził przy pierwszym trailerze sporo kontrowersji. Mówiąc krótko – zajawka została zjechana przez widzów. Niewiele jest na YouTube filmików, które mają TYLE łapek w dół. Z tych, które pamiętam to była to piosenka Friday i jeden z trailerów Call of Duty. Okazało się, że obawy widzów były przesadzone i wyszedł całkiem strawny serial. Wygląda na to, że jest sporo nawiązań do prequeli (wyścigi ścigaczy już w pierwszym odcinku!), wiele znanych wcześniej ras i zarys ciekawej intrygi.

To, co może odstraszać od serialu to kreska wzorowana na anime. Ale nie bójmy się – to zamerykanizowane anime, niemniej sporej liczbie ludzi może się design serialu nie podobać. Ja jednak tak nie uważam, bo nawet jeśli rysunki przeszkadzają, to szybko przywykłem i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Pod względem designu mamy coś nowego. Po filmach stylizowanych na 3D jak Rebelianci czy The Clone Wars, Resistance to coś świeżego. Nie popadajmy jednak w zachwyt. Nie jest źle – ale nadal jest to serial dla młodzieży, ze wszystkimi plusami i minusami takiego podejścia.

Nadiru

Tak jak nieco kręciłem nosem na trailery, tak muszę przyznać, że premiera nowego serialu animowanego bardzo mi się spodobała. Zaskoczyło mnie to tym bardziej, że element najbardziej odstręczający w zajawkach – styl graficzny rysunków – nadzwyczaj przypadł mi do gustu. Poza Star Wars i wysokobudżetowymi filmami Pixara nie oglądam animacji, bez bicia przyznam, że nie znam się na tym w najmniejszym stopniu. Twórcy kupili mnie jednak dbałością o detale, wspominanym już wielokrotnie sięganiem pełnymi garściami po znane i lubiane rasy, a także zachowaniem klimatu odległej galaktyki. Owszem, jest nieco zbyt kolorowo i cukierkowo, ale to kwestia przyzwyczajenia się. Chociaż to dopiero pierwsze odcinki, to już teraz uważam, że Resistance przebija wizualnie poprzednie produkcje.

Jak jest z postaciami? Są sympatyczne i widać w nich potencjał, natomiast na ten moment rzuca się w oczy ich schematyczność. Zadziorna dziewczyna-mechanik, narwany młody pilot, niechętny stary weteran-mentor… zestaw cech poszczególnych bohaterów tyleż ciekawy, co mało oryginalny. Ale podejrzewam, że z czasem będzie lepiej. Dajmy im czas. Szczególnie Kazudzie, bo zaiste jego niestrawność dla starszego widza (do których też się przecież zaliczam) jest porażająca… Fabularnych fajerwerków nie ma, za to podwójny pierwszy odcinek robi świetną robotę z wprowadzeniem głównych wątków i bohaterów. Z wyjątkiem tego idiotycznego założenia, że nikt się nie zorientuje, co robi Kaz na stacji, mimo że przyprowadził go na nią sam Poe Dameron, prawdopodobnie druga najbardziej znana twarz Ruchu Oporu. Słowem podsumowania: jest dobrze, choć nie bez zastrzeżeń, i z optymizmem czekam na więcej.

Spotkaj się z nami na Facebooku!