Imperialny punkt widzenia – recenzja „Oddziału Inferno”

Książki będące elementem strategii promocyjnej gier komputerowych dosyć często nie należą do najlepszych osiągnięć literatury, w najlepszym razie stanowiąc po prostu przyzwoite czytadła, czasami po prostu będące zapisem przebiegu rozgrywki. Oczywiście, w przypadku, kiedy nie mamy okazji do poznania tytułu w sposób najbardziej oczywisty, miło przeczytać, o co chodzi i jak się kończy, jednocześnie jednak rzadko adaptacje takie wnoszą coś więcej do świata.

Szczęśliwie, nieco inaczej jest w przypadku Oddziału Inferno, stanowiącego wprowadzenie do Battlefronta II. Akcja książki rozgrywa się przed wydarzeniami z gry, sprawiając, że trafi ona zarówno do zwykłego czytelnika, jak i do gracza, pragnącego zapoznać się z postaciami, z którymi spotka się w grze. Powieść stanowi swoiste origin story głównych bohaterów: Iden Versio, Gideona Haska i Dela Meeko, a to daje nam okazję poznać historię galaktyki niejako od drugiej strony. Praktycznie wszystkie pozycje starego kanonu koncentrowały się na Rebeliantach czy Nowej Republice, tutaj jednak Christie Golden, podobnie jak Timothy Zahn w Thrawnie, daje nam sposobność do zapoznania się z punktem widzenia Imperium. W dodatku punktem widzenia dosyć nietypowym – wszak Iden Versio to córka wysoko postawionego oficera Imperium, a sama, choć zwykła pilotka, uczestniczy również w pewnym przełomowym momencie galaktycznej wojny domowej: bitwie o Yavin. Dowiemy się zatem, co człowiek wychowany w duchu Nowego Porządku sądzi o stacji bojowej, o Rebeliantach i jak właściwie postrzega to, co się wydarzyło. Nie będzie to jednak postrzeganie świata przez tę jedną postać, bo i pozostali członkowie ekipy, Hask, Meeko i Seyn Marana, są Imperialnymi z krwi i kości. Każdy jednak ma do zaoferowania Imperium coś kompletnie innego, każde z nich posiada kompletnie inne talenty i inne podejście do rzeczywistości.

To zdecydowanie zaleta książki. Niestety, nie będzie idealnie. Doskonale dobrana grupa ludzi do zadań specjalnych dostanie bowiem zadanie, które… jest bez sensu. Ludzie Iden muszą bowiem zinfiltrować oraz zlikwidować terrorystyczną komórkę naśladowców Sawa Gerrery, Marzycieli, co może byłoby i normalne, gdyby czytelnik nie dowiadywał się tuż potem, że komórka jest naprawdę mała, bez właściwego znaczenia w ogólnym rozrachunku, a metody, którymi kolejni członkowie Oddziału dostają się w szeregi buntowników… są co najmniej ryzykowne. W przypadku Iden Versio jest wręcz głupia, zaprzeczająca wszystkiemu, co reprezentuje sobą Biuro Bezpieczeństwa, powiązane z naszymi bohaterami. W imię czego? Nie schwytania Lei Organy czy porwania Mon Mothmy, choć ewidentnie, po pierwszym zadaniu widać, że ekipa Versio byłaby w stanie to zrobić, ale zaledwie zlikwidowania malutkiej grupy terrorystów, którzy prędzej czy później wykończą sami siebie. Trochę tak, jakby ktoś polował na króliki strzelbą na słonia. Da się, ale końcowy efekt może być inny od oczekiwanego.


Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że Oddział Inferno nie nadaje się do czytania. Kiedy wyłączymy krytyczne myślenie, możemy się nawet całkiem nieźle bawić. To nie jest książka przepełniona akcją, choć można się tego spodziewać po początkowych kilkudziesięciu stronach. Christie Golden położyła nacisk na psychologię postaci i to wyszło jej całkiem dobrze. Żołnierze Imperium nie są bowiem tylko tępymi żołdakami, ślepo wykonującymi rozkazy. Oni również mają swoje problemy, swoje wahania i uczucia. Żeby nie zdradzić zbyt wiele – wątek Seyn Marany jest chyba najciekawszym elementem tej książki… I popatrzcie, znowu mamy pozycję z nowego kanonu, która nie ogniskuje się na kolejnych pojedynkach, pościgach i bitwach, ale spokojniejszą, dającą szansę na zastanowienie.

Z tego powodu zdecydowanie polecam Oddział Inferno tym, którym podobał się np. Tarkin czy Katalizator, bo to nie jest książka, w której dużo się dzieje. No dobrze, dzieje się, na początku. Potem tempo zwalnia (aż za bardzo, mówiąc szczerze), więc ktoś, kto lubi wartką akcję, po prostu będzie się nudził. Oddział jest bowiem bardzo nierówny, a finał historii przychodzi zupełnie znienacka, jakby autorka zorientowała się, że czas kończyć, w dodatku w sposób zdecydowanie sprzeczny z tym, co zostało nam wcześniej pokazane, sprzeczny z powolnym rozwojem postaci.

Jeśli jednak przymkniemy oko na tę wadę i nie przeszkadza nam wolniejszy rozwój akcji, Oddział Inferno może stanowić całkiem przyjemny wybór lektury. Tym bardziej, że mam wrażenie, iż polskie tłumaczenie miejscami jest nawet przyzwoitsze od oryginału. Dla imperialnych oraz dla graczy – pozycja obowiązkowa!

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienia egzemplarza recenzenckiego.

Spotkaj się z nami na Facebooku!