Jeszcze krócej, za to lepiej – oceniamy „The Mandalorian 1×02”

Suweren

Drugi odcinek The Mandalorian utrzymał poziom pierwszego, a być może nawet wypadł lepiej. Znów dostaliśmy trochę oklepanych motywów, ale są one tak dobrze opakowane i sprzedane, że raczej nie można mieć do nich zastrzeżeń. Akcja rozwija się powoli, co jest zdecydowanie na plus. Muzyka wciąż siedzi w głowie i nie chce z niej wyjść. Design pojazdów i stworów jest ciekawy, a jego techniczne wykonanie zachwyca. Na minus można zaliczyć długość odcinka, gdyż 30 minut pozostawia pewien niedosyt.

Jeśli chodzi o rozwiązania fabularne, to cieszą tak proste, ale przy tym wciąż satysfakcjonujące pomysły, jak pościg za Jawami kradnącymi części statku. Widać, że wszystko to ma w pewnym stopniu przyczyniać się do rozwoju głównego bohatera, który musi uczyć się innych rozwiązań od tych „siłowych”. Ponadto poszukiwanie takich różnorodnych motywów wpływa pozytywnie na atmosferę serialu – jak się okazuje, jest w nim miejsce nie tylko na akcję, powagę i dramatyzm, ale też wątki humorystyczne. Istną wisienką na tym serialowym torcie są (póki co) choćby delikatnie, ale jednak trochę szokujące „odkrycia” na koniec każdego odcinka – dobrym pomysłem jest, by każdy kolejny również miał coś takiego, co pcha wątki naprzód i pobudza ciekawość widzów. Oby tak dalej!

Ithilnar

Pierwszy odcinek zawsze ocenia się z lekkim przymrużeniem oka, bo jest wprowadzeniem. Natomiast drugi dopiero pokazuje czy serialowi warto dać szansę. Jak dla mnie druga odsłona Mandalorianina potwierdza, że to dobry serial, dobry i jednocześnie inny od tego, co do tej pory serwowały nam filmowe starłorsy. Główny wątek fabularny jest niespieszny, bohater nie jest niezwyciężony, a zdarzają mu się wypadki przy pracy (sceny z Jawami są świetne i humorystyczne, a i sami Jawowie okazują się bardzo sprytnymi istotami). Do tego fantastyczne krajobrazy i muzyka (tym razem zwróciłam na nią większą uwagę). Wciąż jestem daleka od ogromnych zachwytów, ale serial zwyczajnie mi się podoba i oglądam go z ogromną przyjemnością.


Vidar

Pierwszy odcinek był niezły, ale mnie nie porwał. Drugi? Cóż, oglądało się go dużo, dużo przyjemniej i sprawił, że zacząłem naprawdę oczekiwać ciągu dalszego. Przede wszystkim – widzę tu piękny hołd (klimat, sposób prowadzenia opowieści, interakcji bohatera z „obcymi”) dla Clone Wars Tartakovsky’ego, które prywatnie uwielbiam. Jak wspomniała Ithilnar – fajne jest to, że bohater nie jest Chuckiem Norrisem, Jawowie pokazują nieco pazura, a muzyka nareszcie zaczęła wpadać mi w ucho. No i ten dzieciak – serio jest wdzięczny, oby jego wątek został fajnie poprowadzony (może szykuje nam się gwiezdnowojenne Last of Us?) . No i na koniec mały plus – broń, którą Mandalorianin dezintegruje przeciwników nieco przypomina mi disruptory, jedną z moich ulubionych broni z epoki Jedi Outcast/Academy, na moment wróciły dobre wspomnienia!

Jedi Przemo

Z zaskoczeniem stwierdzam, że drugi odcinek podobał mi się w takim samym stopniu jak pierwszy. Nie miałem absolutnie żadnych oczekiwań wobec tego serialu, a ogląda się to naprawdę dobrze! Mam trochę wrażenie jakbym oglądał klasyczny western (między innymi dzięki muzyce), ale to dobrze! Fabuła idzie powoli, a mimo wszystko się nie dłuży. Może to zasługa dość krótkiego czasu trwania odcinków?

Czuć w tym stare, brudne Gwiezdne wojny, ale jednocześnie pokazuje nam się coś zupełnie nowego. Bardzo podoba mi się dotychczasowa kreacja głównego bohatera: nie tylko jestem w stanie się z nim utożsamić, ale pokazuje nam klasycznego Mandalorianina sprzed wizji w The Clone Wars, gdzie Mando dzielą się na pacyfistów i psychopatycznych morderców. Wady? Nie mogę się nadal przekonać do idei rasy tego dziecka. Według mnie tego zwyczajnie nie powinno się ruszać. Tymczasem czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek!

Dark Dragon

Może data premiery tego odcinka nie była zbyt fortunna, gdyż w tym czasie swoją premierę miał Jedi: Upadły Zakon, który zgarnął całą moją uwagę i przyćmił to wydarzenie. Niemniej, w porównaniu z pierwszym odcinkiem sezonu jest w porządku, ale ten premierowy podobał mi się bardziej (może zasługa różnych lokacji, może scen akcji z IG-11). Co więcej, odcinek ten spokojnie mógłby być połączony z tym pierwszym i stworzyć razem godzinną całość (oba razem trwają niewiele ponad 1 godzinę). Mój zarzut, co do długości odcinków pozostaje.

Klimat westernu dalej jest, udźwiękowienie ciągle się podoba. Pojawiają się też elementy, które chcę zobaczyć w serialach – kultura i zwyczaje ras (tutaj Jawowie). Nasz mały przyjaciel zgodnie z oczekiwaniem większość fanów okazał się wrażliwy na Moc, a główny bohater nie wie jak poukładać to sobie w głowie. Prawidłowa reakcja dla kogoś, kto się nie spotkał z takim zjawiskiem. Staje też przed wyzwaniami i, nie bez trudności, uda mu się im sprostać. Postać, z którą łatwo jest się widzom utożsamiać i kibicować. Czekam na rozwinięcie fabularne historii. Co stanie się z dzieckiem? Co ze zleceniodawcą?

Nadiru

Drugi odcinek, a już filler, można by rzec. Też jestem zdania, że pierwszy odcinek był lepszy, ale nieznacznie, doceniam natomiast kierunek, w którym poszedł ten. Twórcy ewidentnie nie przejmują się tradycyjną formą serialową, co udowadnia niespieszne tempo przy jednoczesnym ultrakrótkim czasie trwania (już drugi odcinek, a znowu pobija mój rekord krótkości!) i bardzo długimi napisami końcowymi upiększonymi filmowo, bo grafikami koncepcyjnymi. Większość pozytywów już została wymieniona, ja natomiast dodam od siebie, że bardzo mi imponuje fakt, że serial jest nakręcony tak, że umiemy się utożsamić z kimś, kogo twarzy nie widzimy i być może nigdy nie zobaczymy. Minusem, i to tym powodującym, że oceniam drugi odcinek gorzej niż pierwszy, jest to właśnie łamanie formy; mimo wszystko wolałbym odcinki nieco dłuższe i bardziej oryginalne, bez fillerów, jakich widzieliśmy w serialach sci-fi i nie tylko setki.

Spotkaj się z nami na Facebooku!