5 powodów, dla których kochamy „Zemstę Sithów”

Zemsta Sithów to w oczach większości fanów najlepszy z prequeli, a w oczach mniejszości wręcz jedyny dobry film z całej trylogii. Niezależnie od tego, czy go lubicie, czy nie, na pewno znajdziecie przynajmniej jedną czy dwie rzeczy, które w nim kochacie. My wybraliśmy takich pięć.

Otwierająca sekwencja

O sekwencji otwierającej z Zemsty Sithów chciałem napisać nieco bardziej niż zwykle z prywatnej perspektywy. Głównie dlatego, że od premiery filmu minęło już trochę czasu, a ja wciąż dobrze pamiętam, jak wielkie wrażenie na mnie zrobiła. Niesamowita, dynamizująca i tak wartką akcję, muzyka, widowiskowe efekty specjalne, no i sam pomysł, by już na samym początku wrzucić widza w środek zażartej kosmicznej bitwy – to wszystko nadaje odpowiedni ton całej reszcie filmu. Zapada w pamięć i wydaje mi się, że przez rozmach oraz skalę ukazanego konfliktu (który dodatkowo dawał pewne wyobrażenie o często napomykanych w napisach początkowych Wojnach Klonów), jest to jedna z najbardziej pamiętnych sekwencji w całej gwiezdnej sadze. [Suweren]


Pojedynek na Mustafar

O walce przy jeziorach lawy Lucas marzył już od lat ’80, kiedy myślał nad zakończeniem oryginalnej trylogii. Spełnienie jego marzeń ukazało się dopiero w 2005 roku, jednak wielka część fandomu zgodzi się, że warto było czekać. Piętnastominutowa scena walki to arcydzieło dotychczasowych efektów specjalnych, setki godzin przygotowań i efekt, który działa na emocje jak żaden inny pojedynek trylogii prequeli. W tym starciu można doświadczyć tego, jak bardzo zmienił się Anakin i jak mocno jego dawny mistrz boi się zadać śmiertelny cios: od ucieczek w trudne środowisko po ostrzeganie byłego ucznia o marnych szansach na przetrwanie. Równie wyraźnie widać determinację Anakina, który nie zważa na własne położenie i gna ku Kenobiemu, żądny krwi. Po dodaniu jednego z najlepszych utworów Johna Williamsa, dostajemy scenę niemal idealną, która rani nasze uczucia, a jednocześnie zachęca do oglądania całego filmu jeszcze dziesiątki razy. [Marik]

Yoda vs. Palpatine

Yoda i Palpatine walczący w Senacie – starcie dwóch tytanów Jasnej i Ciemnej Strony. Od powalenia dwóch strażników drobnym gestem dłoni, przez krótką (no dobrze, dość banalną) wymianę zdań po walkę na miecze i przede wszystkim – na Moc – trudno oderwać się od ekranu. Dostaliśmy nareszcie pojedynek, w którym techniki Mocy są wyeksponowane i nie ustępują miejsca samej szermierce. Przerzucanie platform, błyskawice, fale uderzeniowe, to wszystko podlane kapitalną muzyką. Naprawdę tego brakowało w wielu innych filmowych walkach. Szkoda co prawda, że pojedynek kończy się szybko i nieco w pół zdania, mając na uwadze potencjał postaci – możnaby oczekiwać nawet ostrzejszej i bardziej niszczycielskiej bitwy, ale i tak jest to dla mnie jedna z najbardziej efektownych sekwencji w całym kinowym Star Wars i chętnie do niej wracam. [Vidar]

Muzyka

Muzyka od zawsze była nieodzownym i jaśniejącym punktem gwiezdnowojennych filmów. Nie inaczej jest w przypadku Zemsty. Utwory są mroczniejsze i w wielu przypadkach brzmią wręcz złowieszczo. Pełne są uczuć takich jak frustracja rezygnacja i smutek, a do tego wplatają dodatkowo znajome motywy z innych utworów. Chórków jest w tej ścieżce dźwiękowej bardzo dużo i zostały wykorzystane w sposób mistrzowski, niejednokrotnie potęgując zamierzony efekt i wyciskając z nas emocje. Bębny i rogi idealnie pasują do utworów związanych z samą wojną, a tych jest sporo. Najbardziej rozpoznawalnym i być może najlepszym utworem jest zdecydowanie Battle of the Heroes, ten towarzyszący finalnemu pojedynkowi Anakina z Obi-Wanem. Stopniowo budujące napięcie chórki powodują ciarki. W utworze jest akcja, są nuty rozpaczy i goryczy. Jest cudownie, jest to niemal tak dobry motyw bojowy jak Duel of the Fates. [Dark Dragon]

Rozkaz 66

Pamiętam jak dziś, jakie wrażenie wywołały u mnie sceny z Rozkazem 66 w dni premiery, tego pamiętnego 19 maja 2005 roku. I mimo, że od tego czasu znacznie pogorszyło się moje spojrzenie na Zemstę Sithów, to jest niezmiennie moment, który działa bez zarzutu i wywołuje u mnie emocje. Podejrzewam, że ma to bardzo silny związek z faktem, że Anakin’s Betrayal to mój ulubiony gwiezdnowojenny utwór i do tych scen pasuje idealnie. Jest wiele momentów w Gwiezdnej Sadze, w których połączenie muzyki i obrazu jest świetne, ale to jest moim zdaniem jeden z dwóch, może trzech najlepszych. [Nadiru]

Spotkaj się z nami na Facebooku!