Konwenty, konwenty…

Uwaga! Artykuł został pierwotnie opublikowany w grudniu 2012 roku

Widzieliście już zapewne fotorelację z tegorocznego Falkonu. Rzeczywiście, konwent był zacny, a teren Targów sprawił, że wreszcie nie było sytuacji, w której kilku znajomych chcących sobie podyskutować, robiło tłok na korytarzu. Przenoszenie tego typu imprez do miejsc, które z założenia są przystosowane do obsługi tysięcy osób wydaje się naturalną konsekwencją coraz większej popularności konwentów. Tegoroczny Pyrkon pobił rekordy frekwencji, więc pozostaje tylko dziękować bogom za to, że Targi Poznańskie mają jeszcze kilka budynków, które można w miarę możliwości wynająć.

Konwenty się zmieniają, ewoluują. Kilka lat temu niemal wszystkie odbywały się w zespołach szkół, gimnazjach czy podstawówkach, zapewniających sale nie tylko dla prelegentów, ale dających możliwość wparowania do pomieszczenia tuż po ostatnim punkcie programu i złożenia strudzonej głowy na karimacie choćby na kilka godzin. Oczywiście, nierzadko taka lokalizacja oznaczała pewne problemy z zapleczem sanitarnym, ale w każdej szkole zazwyczaj znajdują się prysznice, a ewentualne kolejki oznaczały możliwość zawarcia kolejnych ciekawych znajomości. Na konwentach, na których pojawiał się nieco starszy fandom, zawsze istniała możliwość taniego wynajęcia miejsca do spania, gdzie można było liczyć na łóżko z prawdziwego zdarzenia internaty, akademiki czy hostele. To, szczęśliwie, staje się już regułą – niemal każdy konwent stara się zapewnić uczestnikom zniżki w tańszym miejscu, jako że w szkołach po prostu wszyscy się nie zmieszczą, a takie skamieliny jak ja cenią sobie jednak możliwość wyspania się, nawet jeśli tylko w teorii.


Fantastów nam bowiem przybywa, nie tylko za sprawą coraz większej popularności fantastyki jako takiej. Konwent to także miejsce dla miłośników M&A, gier planszowych i karcianych, nie ma już także tak wyraźnego podziału na imprezy erpegowe i ogólne, jaki niegdyś rzucał się z lekka cieniem na wzajemne stosunki braci fantastycznej. Już od dawna bloki naukowe cieszą się równą popularnością co prelekcje dotyczące najbardziej znanych światów, a ich rozpiętość tematyczna jest doprawdy zdolna zadowolić osoby o najbardziej hermetycznych zainteresowaniach. Fantastyka to także obecnie również bardzo bogaty świat seriali, niemal każda amerykańska sieć ma swój sztandarowy odcinkowiec, który przykuwa uwagę milionów fanów na całym świecie. Jak dla mnie, coś wspaniałego.

Coraz więcej pojawia się również stoisk z różnymi dobrami do nabycia. Kiedyś były to tylko księgarnie, ewentualnie antykwariaty, a jak się zobaczyło kogoś z naszywką lub przypinką z motywami z ulubionego filmu/świata/gry, to molestowało się taką ofiarę, gdzie takie cudo zdobyła. Teraz jest tego baaaardzo dużo, choć nadal zdobycie gadżetów przeznaczonych dla niszowych fandomów to z lekka mission impossible i nadal pozostaje tylko eBay lub Amazon (a także samoróbki). Potrzebujesz gorsetu, koszulki, książki, przypinki, podkładki pod myszkę, biżuterii, gier, kostek? Wszystko można obecnie nabyć na konwentach… Oj, stają się kosztowne, jeśli ktoś nie ma wystarczająco silnej woli!

Dużo światów, dużo postaci. Coraz częściej na konwentach pojawiają się bohaterowie z różnych serii, a także postaci stylizowane na określone tematy lub epoki. Normą stają się już konkursy strojów, których poziom jest naprawdę wysoki! Pamiętam jak kilka lat temu oglądałam zdjęcia z zagranicznych konów i naprawdę szokowało mnie, jak wiele osób przychodziło na nie przebranych! Oczywiście, u nas niemal zawsze można liczyć na 501 i Rebel Legion, ale ile w końcu można patrzeć na szturmowców (no dobrze, nie bijcie, ja wiem, że dużo!)? Pojawienie się elfek, pięknych steampunkowych dam i dżentelmenów, a także różnych innych sił zbrojnych i istot ponadnaturalnych to przyjemny powiew świeżości.

Są jednak i minusy… Punkty programu, jako że można zgłosić najdziwniejsze, często traktowane są jako sposób na darmowe „wbicie się” na konwent i czasem są mocno beznadziejne. Są też gorsze przypadki temat ciekawy, przykłady zacne, ale prelegent, niestety, nie nadaje się do publicznych występów. Choć prezentacja nowomaturalna utwierdza co poniektórych w błędnym przekonaniu, że niektóre rzeczy wystarczy wykuć i wyklepać, publiczne prezentowanie tematu nie jest takie proste. Dobry prelegent powinien dobrze znać temat, o którym mówi, mówić wyraźnie i modulować głos, a przede wszystkim umieć zainteresować publiczność i do niej się dostosować. Dobrze, że prelegenci bywają weryfikowani przez organizatorów, chociaż nie zawsze da się to zrobić.

Nowi fani to również nieznajomość starych zasad, co, choć nie jest złe, bywa czasami irytujące. Pierwszą rzeczą, której dowiedziałam się na moim pierwszym konwencie 14 lat temu, była żelazna zasada: w fandomie nie ma panów i pań, wszyscy są na „ty”. Mocno mnie to zaskoczyło, bo jakże to? Znane nazwisko pisarz czy publicysta a ja mam mu po prostu po imieniu walić? Ale jak to? Przyjemna zasada jednak dosyć szybko została wcielona w życie i nie poświęcałam jej zbyt dużo myśli jesteśmy wszyscy bracią fantastów, nic więc dziwnego. To raczej na wyjątki twardo domagające się owego „pan/pani” patrzono ze zdziwieniem i niemalże pogardą. Obecnie dużo osób o tej zasadzie nie wie, co nie jest ich winą może to po prostu wpisać do regulaminu konwentów? Z drugiej strony, kto czyta takie regulaminy? Może obklejać tym ściany? Szkoda byłoby, gdyby coś takiego zanikło.

Zastanawiam się, co będzie mnie dziwiło czy też cieszyło w odniesieniu do konwentów za następne kilkanaście lat. Bo że przetrwają, nie mam najmniejszej wątpliwości. Możliwość oderwania się od rzeczywistości nawet na tak krótki czas, jest zbyt piękna, by móc jej pozwolić zejść śmiercią naturalną. To prawda, kolejne pokolenia orgów zwyczajnie dopada życie i nie są w stanie udzielać się tak, jak robili to dotychczas, ale niemal zawsze są następne osoby, które próbują sprostać wyzwaniu i zazwyczaj się to udaje. Ciekawa też jestem, czy przyjmą się w Polsce za kilka lat konwenty stricte tematyczne, poświęcone danemu serialowi czy filmowi. Owszem, Star Force stanowi pewien przedsmak takiego eventu, jednak jest on bezpłatny, a to spora różnica, jako że zachodnie konwenty tematyczne zazwyczaj kosztują sporo. Sama wydałam 100 funtów na samą akredytację na konwent w maju, a tam w dodatku autografy i zdjęcia z aktorami są dodatkowo płatne (no dobrze, to ostatnie zaczynamy powoli poznawać, kiedy aktorzy pojawiają się na konwentach), więc nie będę już nawet myśleć, ile w sumie wyniesie mnie ta przyjemność… Powiem tak: chciałabym za 14 lat móc przeczytać ten tekst i porównać z sytuacją w 2026. Może wszyscy będziemy mieli taką okazję?

Zdjęcia pochodzą z mojego archiwum (różnego autorstwa) oraz ze strony Drugiej Ery.

Spotkaj się z nami na Facebooku!