„X-wingi: Cios łaski”

Cios łaski to już dziesiąta pozycja z nazwą X-wingi na czele. Do tej serii rozpoczętej przez Michaela A. Stackpole’a dołączył się Aaron Allston, wprowadzając wraz ze swoim gwiezdno-wojennym debiutem tytułową Eskadrę. Jego pomysł okazał się udany, co poskutkowało kolejnymi książkami z Widmami w roli głównej. Po dłuższej przerwie Eskadra powraca. Z tarczą czy na tarczy?

Od wydarzeń z Rozkazu Solo, ostatniej książki, w której Widma grały główne skrzypce minęło chronologicznie ponad trzydzieści lat. Fabuła Ciosu łaski rozpoczyna się tuż po zajściach z Przeznaczenia Jedi, i choć same Widma przejawiały się we wcześniejszych tytułach, luka powstała po powrocie do tej serii była jedną z rzeczy, którą autor musiał się zająć. Pojawia się kilka obszernych retrospekcji tyczących się w mniejszym lub większym stopniu bieżących wydarzeń, a autor w rozmowach pomiędzy postaciami poniekąd dorzuca, wraz z kolejnymi stronami, informacje dotyczące losów Widm aż do momentu rozpoczęcia akcji Ciosu łaski.

Sam główny wątek fabularny łączy się bezpośrednio z jednym z pobocznych motywów Przeznaczenia Jedi, mianowicie spiskiem Lecersena. Kto czytał tę serię wie, że Christie Golden rozprawiła się z intrygantami w Hegemoniiw bardzo połowiczny sposób, zostawiając Allstonowi, który jako jedyny autor rozwijał ten motyw w FotJ zadanie jego zwieńczenia. O tym, co na ten temat sądzę pisałem już swego czasu, toteż nie będę rozwodził się zbytnio nad tą kwestią. W każdym bądź razie to, co nas najbardziej interesuje, to fakt, że Allston ostatecznie rozprawia się z pozostałymi spiskowcami i robi to w widmowym stylu.


Widma tak samo, jak w poprzednich książkach same w sobie są genialnie poprowadzonym motywem. To, co zapewniło sukces tytułom z Eskadrą w roli głównej, czyli rozwinięte relacje pomiędzy dwunastką bohaterów, wciąż przyciąga uwagę. Pojawia się wiele znanych nazwisk z przeszłości, często pod postacią spadkobierców rodzicieli, a także kilka nowych postaci. Eskadra wciąż pozostaje zróżnicowana, dla przykładu pojawia się w niej Yuuzhan Vong, do którego starsi członkowie, którzy brali udział w walce w czasie ich inwazji na Galaktykę podchodzą z ogromnym dystansem. W Ciosie łaski dochodzi także kolejna kwestia, czyli różnica pokoleń i związanych z tego tytułu problemami. Takie rzeczy we wcześniejszych pozycjach zawsze wprowadzały zamieszanie, często zjadając główny wątek fabularny. I poniekąd tak samo jest tutaj.

Jak na Widma przystało nie mogło zabraknąć specyficznego humoru oraz brawurowo zaplanowanych akcji. W porównaniu do jednej z ostatnio wydanych książek o podobnej tematyce, Zagładyautorstwa Karpyshyna, Cios łaski znajduje się tych kwestiach o klasę wyżej. Jedyne, do czego można się przyczepić, to same tytułowe myśliwce. Jedna opisana w szerszy sposób potyczka to trochę za mało. Szkoda tym bardziej, że Widma odwiedziły w książce sporo ciekawych miejsc i były ku temu okazje.

Reasumując, Cios łaski jest udaną książką, na którą warto wydać pieniądze i stracić czas. Mimo to nie mogłem się podczas lektury oprzeć wrażeniu, że Widma są tylko pretekstem do tego, aby ukończyć jeden z kiepsko poprowadzonych wątków Przeznaczenia Jedi. Na szczęście nie zaszkodziło to jakości pracy Allstona, ale jeśli jednak moje przeczucia są słuszne, może to oznaczać, że szybko kontynuacji X-wingów nie ujrzymy.

Ocena: 8/10

Spotkaj się z nami na Facebooku!