Pochwała codzienności zahaczającej o wielki świat…

Zastanawiałam się ostatnio, co mi się tak bardzo podoba w Łotrze 1 – co sprawiło, że ten film zagrał dla mnie na wszystkich tych płaszczyznach, na których nie ruszyło mnie nawet odrobinę Przebudzenie Mocy. Moja ulubiona era gwiezdnowojenna – to raz. Imperium w swojej najbardziej ikonicznej odsłonie – to dwa. Ale chyba tym, co spodobało mi się najbardziej, było to, że w gruncie rzeczy Łotr 1 opowiada w jakiś sposób o codzienności odległej galaktyki, a jest to rzecz, na którą od wielu lat czekałam.

Codzienności, której dotychczas raczej nie zaznaliśmy, bo ciężko o nią na pokładach niszczycieli czy w bazach rebelianckich… Jasne, mieliśmy maluteńki przebłysk w postaci kantyny w Mos Eisley czy na Takodanie, ale to właściwie wszystko. Tutaj też, rzecz jasna, nie stanowi głównego tematu, jednak tworzy tak przepiękne tło, że nie przestaję się nim zachwycać przy każdej kolejnej wizycie w kinie. Ulice, które przemierza Cassian podczas swojej misji w Pierścieniu Kafrene; istoty, które mija wraz z Jyn na Jedhie – to wszystko daje nam absolutnie przepiękny wgląd w to, jak właściwie wygląda codzienne życie odległej galaktyki, również w realiach imperialnej okupacji. Patrole szturmowców, których obywatele rzeczywiście się obawiają, którzy wchodzą bez pardonu do domów, by te przeszukać i wylegitymować mieszkańców… Pokątne transakcje oficerów Imperium… Dziwne i egzotyczne przysmaki w kociołkach… Dzień jak co dzień.

ogłoszenie
Przedsprzedaż BATTLEFRONT 2! Najbardziej wyczekiwana gra Star Wars tego roku! Jeszcze więcej zawartości i, przede wszystkim, kanoniczna historia opowiedziana w kampanii dla pojedynczego gracza! Iden Versio czeka na Twoje rozkazy! Kup klucz w wersji ORIGIN (wer. angielska).
dalsza część artykułu ↓

To wszystko stanowi idealne tło dla naszych bohaterów, zwłaszcza tych rebelianckich. Tak, fakt, koniec końców są uwikłani w wydarzenia na skalę galaktyczną, ale – w przeciwieństwie do losów chociażby Luke’a – jest to ich własny wybór, podyktowany doświadczeniem i potrzebą. Poza Jyn żadne z nich nie jest kimś, kto byłby w jakikolwiek sposób istotny dla Galaktycznej Wojny Domowej (no, może poza panem oficerem wywiadu, który bez wątpienia byłby przywitany przez Imperium z otwartymi ramionami, zamkniętą celą, IT-0 i plutonem egzekucyjnym). Są malutkimi myszkami, zamieszanymi we wszystko raczej przez przypadek niż za sprawą Przeznaczenia (tak, koniecznie przez duże P!). Oczywiście, każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, ale to, rzecz jasna, zrozumiałe. Wreszcie mamy opowieść, w którym całkiem przeciętny pilot może stać się bohaterem. Zwykły chłopak urodzony na Jedhie, nie mający specjalnie wybitnych wyników w Akademii sektora, też może ocalić świat. Do tego nie potrzeba być Jedi, nie potrzeba być Skywalkerem.

Bo to jest kolejna rzecz, która mi się tak bardzo podoba w Łotrze. Wszystko, z czym mieliśmy dotychczas do czynienia, w jakiś sposób koncentrowało się wokół Jedi, a przecież Zakon miał być taki elitarny, tak w sumie nieliczny na skalę galaktyki. Niemniej, zawsze mieliśmy do czynienia z kimś machającym latarką świetlną, czy to po stronie Rebelii czy Imperium. Nie tym razem – pan z astmą jest bohaterem czwartoplanowym i jakkolwiek jego wejścia kwitowane są na sali kinowej oklaskami, tak jednak nie on stanowi tutaj siłę napędową opowieści.

Swoją drogą, najzabawniej widać to na przykładzie Orsona Krennica. Wywalczył swoją pozycję powoli i konsekwentnie, jednak ma swoje olbrzymie wady, nie jest tym czarnym charakterem posągowym. Na ekranie nam się nieco miota, z pomocą jeśli chodzi o jego zrozumienie przychodzi dopiero powieściowa adaptacja, ale i tak mamy do czynienia z kimś, kto próbuje sprawę załatwić tak, jak tylko może, rąk nie boi się pobrudzić, ale jest tylko człowiekiem. Pewnie, kilku podobnych się w książkach przewinęło, niemniej jednak nie pamiętam żadnego wysuniętego na pierwszy plan tak, jak pan dyrektor. Krennic może być sobie genialnym architektem i organizatorem, jednak nie ma na speed dialu Imperatora, a odpowiadać musi nadal przed pewnymi osobami, które gdzie indziej są tymi głównymi złymi. Dla mnie to miłe urozmaicenie.

Da się zrobić dobrą opowieść gwiezdnowojenną, nie wykorzystując najbardziej standardowych elementów scenografii. Oczywiście, Gwiazda Śmierci czy Yavin IV w tle tylko pomagają, ale tak naprawdę dostaliśmy historię, z którą każdy w taki czy inny sposób może się utożsamić. Historię, w której każdy wziął sprawy w swoje ręce i nie patrzył na Jedi, Sithów czy jeszcze innych Skywalkerów, by przyszli z pomocą. Dla mnie to część uroku Łotra 1 – niemała część.

Share on Facebook20Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone


  • Chomik

    Ciekawy tekst,dobrze się czytało.Nie do końca się zgadzam, ale przeczytać przyjemnie i tak, rozumiem Twój punkt widzenia, choć mnie Łotr 1 rozczarował.

    ..otwartymi ramionami, zamkniętą celą, IT-0 i plutonem egzekucyjnym)
    Dla Galena Erso za sabotaż prosimy to samo.
    o codzienności odległej galaktyki
    W przygotowaniu: „Na Tatooine pojadę, a u Was nie będę kupował” – dramaty handlu galaktycznego.
    „Pan nie wie kto ja jestem” czyli Krennic na wyprzedaży

    • Cathia

      Mnie rozczarowało Imperium w „Łotrze”, ale jak pisałam wyżej – na ten temat się jeszcze rozpiszę, jak tylko opanuję emocje, bo po miesiącu nadal mnie telepie. Największy wkurz mam na potraktowanie Tarkina, za mniejsze rzeczy zabijano.

      Galena utłukli rebelianci, widzę w tym pewną poetycką sprawiedliwość.

      „Krennic na wyprzedaży”… zmarłam… poproszę!

      • Heian Jaing Ordo

        Dyrektor Kranik jest jedynym kompetentnym dowódcą-dyrektorem-wojskowym jaki mogło wytworzyć Imperium, ot co 😉

        • Cathia

          Z Krennicem to w ogóle jest jeden wielki chaos. Teoretycznie ma stopień wojskowy w „Catalyst” (ach, te kłotnie z Ameddą o awans <3), w RO już jest li i jedynie dyrektorem – aczkolwiek równoważnym pełnemu admirałowi… Tarkin's Initiative, Imperial Military Intelligence… Bez wódki nie da rady, panie 🙂

          A na tle całego tego towarzystwa to on jest cholernie kompetentny 😀 zważywszy że broni w sumie – wedle nowelizacji – rzadko dobywa, to on posłał Cassiana na dno szybu, nie jego elytarni DTrooperzy, którzy malowniczo polecieli w dół… do czego służy ta zbroja, ja się pytam???

  • M.T.

    Na początku miałem bardzo podobne odczucia, niestety z czasem osłabły. Nieporadność szturmowców(jak długo to będzie trwało w „Star Wars”?) czy wyczyny pana Chirruta skutecznie zaburzyły wizję galaktyki uciskanej przez bezwzględne Imperium. Na ocenę filmu wpływa to nieznacznie, ale liczyłem, że w „Łotrze 1” zobaczę więcej tego „brudu” i poczucia beznadziei 🙂

    • Cathia

      Ja się zastanawiam, kiedy zobaczymy/przeczytamy coś z punktu widzenia Imperium… I nie będzie z perspektywy kogoś, kto ma wyrzuty sumienia… :/ tylko normalnego lojalnego żołnierza. Troszeczkę tego widać w „Utraconych gwiazdach”, ale tylko troszeczkę.

      • M.T.

        No w „Utraconych gwiazdach” mamy solidną tego namiastkę. Ciena to bardzo lojalna imperialistka, jednak posiadająca sumienie. Powieść z perspektywy żołnierza imperium, który jednak takich skrupułów nie posiada byłaby na pewno ciekawym zjawiskiem, jednak wątpię, że czegoś takiego się doczekamy w najbliższej przyszłości 🙂

        • Cathia

          Podoba mi się, jak dla Cieny najważniejszy jest honor. A honor to również przysięga, którą złożyła. Więcej takich oficerów…!

          Też myślę, że się tego nie doczekamy…

      • Darth sheldon

        W Kompani Zmierzch mieliśmy wątek imperialnego szturmowca

        • Cathia

          O, dzięki 🙂 to znaczy, że jednak mam powód, by przeczytać 🙂

  • Heian Jaing Ordo

    Marketingowy Vader… check.
    Nostalgiczne obrazy… check.
    Smakołyki dla fanów… check.
    Wszystko, czego chce porządny widz 😉 [Przepraszam, ale jak widzę Łotrzyka i Vadera, to natychmiast pojawia mi się czerwona lampka, taaak, czerwony miecz był fajny]

    Ciekawy tekst, jak zwykle na tej stronie, lecz się nie zgadzam z jego tezą. Codzienność doskonale widoczna była w epizodach 1, 2, 3 przez sam ogrom świata. To, że każdy gdzieś szedł, śpieszył się, potworna ilość różnych ras, zawodów… Aż się chce wiedzieć więcej! To dawało EU.

    Zgodnie z dolnymi komentatorami mówię, że mają rację odnośnie Imperium, które Pani Cathi ucieka, bo zachłysnęła się „światem” i Kranikiem [uwielbiam ten pseudonim, bo to prawda], który wylewa się na galaktykę swoją ambicją i braku dowartościowania. Rebelia nie jest zła. Film okłamuje Nas od początku.
    Można stwierdzić, że ten film stoi tymi bohaterami bez Mocy… Jednak sam wątek Kryształów Kyber miażdży każdy taki argument. Kyber, czyli Wszechmoc, jeśli patrzymy na Nowy Kanon. Kyber to potęga. Żaden Jedi nie ma z nią szans. Jednak kryształy ładujemy energią z rdzenia, czyli nie są mistyczne, a film wmawia Nam, że są… i tu się pojawia główny dysonans niszczący Nam harmonię codzienności.

    Jej po prostu tam nie ma! Bo Imperium to ponownie banda bestii i bezmózgich oficerów oraz żołnierzy. Codzienność? Pssee… Jedynym lepszym wyszkoleniem Death Trooperów jest to, że padają na ziemię. Bo nawet zwykły szturmowiec umie użyć granatu. To się nazywa codziennością? Tutaj mamy bolączkę. Nie można mówić o codzienności, kiedy wszystko się dzieje nieharmonijnie. Nieharmonijnie, bo Imperium to skończeni imbecyle. To przynajmniej pragnie ukazać Nam film. Nie ma miejsca na coś takiego, bo głupi zawsze coś zepsuje. A chodzenie od sklepu do domu, nie jest codziennością 😉

    • Cathia

      Heian – ja Cię błagam, tylko nie „pani”, tylko nie „pani” 😀 to fandom 🙂 chyba że to ironia miała być, to ja przepraszam 😀

      Czerwony miecz był bardzo fajny, ale ta scena pokazuje, jaka z Vadera drama queen – oddech wstrzymał, lampki na panelu i pasie sobie wygasił… 😀 nie ma to jak dramatyczne wejście 🙂

      Co do Imperium – nie mów mi, proszę, bo mnie coś trafia, mimo mojego zachłyśnięcia się tym filmem. Nawet zaczęłam coś pisać, ale same brzydkie słowa mi wychodzą 🙂 Szturmowcy wychodzą tutaj na zwykłych przeciętnych żołnierzy, nie na elitarnych wojowników, jakimi mieli być, za te brudne zbroje to co najmniej naganę powinni dostać – ale to też w jakiś sposób ta codzienność… Jeśli w Cytadeli Inicjatywy cywil wydaje rozkazy, bo generała zatkało, jest źle. Rozumiem, że to był „świat emerytalny”, ale do cholery jasnej! Nie wiem, jak to z tymi stopniami wojskowymi Krennica było, bo w gruncie rzeczy chyba tylko PO zaliczył, choć jego dyrektor jest odpowiednikiem admirała, ale to chyba nie on powinien tam wszystkich ustawiać…

      Co do kryształów kyber, to akurat w filmie chyba najmniej tego mistyczenia wokół nich się pojawia… konkretne przedmioty, służące konkretnym celom… no chyba żeby liczyć uwagi Chirruta czy Lyry – co innego w „Catalyst”.

      • Heian Jaing Ordo

        Ironia jak widać się udała, bo zmieszała 😉

        Jednak stwierdzę tak, czemu byle rebelianci są 300% lepsi niż zdrowsi (na pewno nie są głodni), wyszkoleni, posiadający nowszy sprzęt (bądź co z fabryki wydawany w ilościach hurtowych) i przystosowani do walki przez pranie mózgów [podobno]? Odpowiedź brzmi: Bo tak chce historia. Jednak odnośnie Lei, Hana, Luke’a mówię Ok! Tak chce historia, to bohaterowie. Jednak Ci Rebelianci to mieli być zwykli ludzie, a więc Rząd zawsze ma lepsze wyposażenie, wyszkolenie. Tak wygląda życie!
        Ja rozumiem, że Gwiezdne Wojny to coś innego itd. Jednak w tym, co stworzył Lucas aż tak bardzo się to wszystko tak nie różni. Jedi, na służbie rządu, nie są wygłodniałymi dziećmi.

        Konkretnym celom… Nie mogę się nie zgodzić. Ale to jest nielogiczne, więc głupie. Całe te Kybery wywalono ze starego scenariusza, by był to debilny pomysł. A teraz LucasArts wrzucił ten idiotyzm do Nowego Kanonu i się uśmiecha… Mnie targa złość!

        • M.T.

          Odrobinkę elitarności mieliśmy ze strony death trooperów, ale co z tego, skoro koniec ich występu był jaki był. Zaskakujące, że przy takich zdolnościach żołnierzy sojusz po zniszczeniu DS nie postanowił przeprowadzić inwazji na Coruscant. 🙂

          • Heian Jaing Ordo

            Wiesz, patrząc na to jak walczyli Ci Doborowi Żołnierze na Endorze… to nie dziwne, że Imperium upadło w rok.

            Jak wiesz… Coruscant chronione jest polem mocniejszym niż Scarif i nie ma takich „bramek” 😉
            Wiesz… elitarność to nie używanie zaszyfrowanej komunikacji i trochę lepszego sprzętu pt. trochę lepszy karabinek, parę granatów i nóż, lecz głównie umiejętności. A ci pokazali, że jedynie umieją się kłaść na ziemi w rowie. No po prostu: Bravo!
            https://www.youtube.com/watch?v=8MF3P2j9pGI

          • M.T.

            Dlatego wspomniałem o odrobince 😉 Na tle „standardowej elity” w białych pancerzach umiejętność padania na ziemię pod ostrzałem jest już czymś niestandardowym 😀

          • Cathia

            A wiesz co jest najlepsze? Że miejscem szkolenia death trooperów było Scarif… to albo ich wszystkich wymiotło ochraniać towarzystwo z Tarkin’s Initiative, albo Pablo jednak trochę przesadził z informacjami… 😀

            Co do kryształów – postanowiono pójść w tę stronę, OK. Ale nie róbmy z tego właśnie rzeczy mistycznych (nie czytałam „Ahsoki”, więc nie wiem, co tam się dzieje), tylko zróbmy czystą fizykę.