Darth Maul w więzieniu? – recenzja książki „Maul: Lockdown”

Recenzja ta została pierwotnie opublikowana 22 kwietnia 2014 roku – trzy dni przed ogłoszeniem powstania nowego kanonu. Przypominamy ją w ramach projektu Kompendium Legend.

Maul: Lockdown jest trzecią książką napisaną przez Joe Schreibera w uniwersum Gwiezdnych wojen. Pierwsze dwie pozycje tyczyły się autorskiego pomysłu horroru, związanego z tajemniczymi eksperymentami prowadzącymi do fatalnych skutków. Tym razem autor zdecydował się popłynąć na fali sukcesu Dartha Plagueisa oraz rozwoju zdarzeń z The Clone Wars. Powrót Dartha Maula z krainy wiecznych łowów stał się doskonałą okazją, aby ponownie dać znać światu o tej postaci i Schreiber skorzystał skrzętnie z tej szansy. W jakim stylu?

Jeśli ktoś liczył na rozwiązanie zagadki przeżycia przez Maula wydarzeń z Naboo, to się rozczaruje. Akcja Lockdown rozgrywa się na rok przed Mrocznym widmem i ma bezpośrednio niewiele wspólnego z nową trylogią. Maul zostaje wysłany przez Sidiousa do więzienia o więcej niż zaostrzonym rygorze, aby wykonać zlecone przez niego zadanie, dotykające bardzo wielu innych graczy, z których aktywności Zabrak nie zdaje sobie sprawy…

Świetne uzupełnienie reszty uniwersum

Pierwszym elementem rzucającym się naturalnie w oczy jest coś, czego brakowało w poprzednich książkach Schreibera, czyli znajomość świata Star Wars. O ile w Szturmowcach śmierci ze względu na hermetyczność akcji można było to przeboleć, o tyle w Czerwonych żniwach kompletne zlekceważenie znajdującego się tuż obok The Old Republic raziło bardzo mocno. W Lockdown już na pierwszej stronie widać, że autor odrobił tę lekcję, doskonale odzwierciedlając trend wyznaczony przez Plagueisa. Jest to o tyle ważne, że książka Luceno jest kluczem służącym do zinterpretowania wydarzeń z Lockdown, gdyż nawet sam autor nie kryje się z tym, że jego dzieło ma dopełniać Dartha Plagueisa, zatem trzymanie podobnego poziomu jest więcej niż wskazane. Nawiązania do sąsiedzkiej części uniwersum poprzez wyciąganie na wierzch zapomnianych kart to jedna z najsilniejszych zalet książki Schreibera.


Warto napomnieć, że Lockdown nie jest tak samo jak Szturmowcy śmierci i Czerwone żniwa nakreślany jako horror, co zważywszy na fakt, że w pewnych momentach Schreiberowi nie do końca to wychodziło jest zmianą na plus. Nie znaczy to jednak, że autor całkowicie spuścił z tonu. Ze względu na główną arenę wydarzeń, jaką jest więzienie, w opisach nie brakuje bezwzględnie szczegółowej brutalności i choć w niektórych momentach wciąż odczuwa się istnienie buforów, okrucieństwo świata Lockdown uderza czytelnika z każdej strony, co akurat w Star Wars nie jest nazbyt częstym zjawiskiem. Zaskakuje to tym bardziej, że Maul jest bardzo lubianą postacią przez młodszych czytelników, co raczej nie powinno iść w parze z aż tak dosadnymi opisami.

Główna zaleta zarazem główną wadą?

Jak na ironię największą bolączką Lockdown jest oczywiście jego największa zaleta, mianowicie Darth Plagueis. Choć główny wątek powolnych dążeń Maula w celu odnalezienia zainteresowanej osoby jest dobrze poprowadzony, wystarczy tylko chwilowe pojawienie się Plagueisa i Sidiousa, aby zapomnieć o więzieniu Cog Hive Seven. Do czytelnika dociera wtedy, że wszystkie wydarzenia związane z Maulem w powieści są tylko kolejnym rozdziałem w historii obustronnie pracowicie skrywanego konfliktu pomiędzy dwoma Lordami Sithów. I właśnie to jest największą bolączką jak i jednocześnie zaletą Lockdown. Mimo, że otrzymujemy genialny pomysł więzienia-areny, świetnie nakreślone zarówno nowe jak i stare postacie oraz ciekawą intrygę, to cała esencja powieści sprowadza się do tych kilku stron z ponad trzystu, gdzie przeprowadzonych jest parę błyskotliwych rozmów.

Ciężko przychodzi mi oceniać Lockdown z kilku powodów. Wydaje mi się, że najlepiej przyrównać ją do Łowcy z mroku, choćby ze względu na podobny sposób przedstawienia Maula. Istnieje jednak jedna zasadnicza różnica: o ile książka Reavesa broni się jako samodzielna pozycja, o tyle w przypadku Lockdown nie jestem tego aż tak bardzo pewny. Z kolei jako część uniwersum powieść Schreibera ma nad okoliczną tematycznie resztą tę przewagę, że została wydana po Plagueisie i wykorzystuje to perfekcyjnie w każdym aspekcie. Dlatego też wyjątkowo wstrzymam się z ostatecznym werdyktem, gdyż w tym konkretnym przypadku rozstrzygnięcie w jedną albo drugą stronę byłoby zwyczajnie rażąco niesprawiedliwe.

Spotkaj się z nami na Facebooku!

Share on Facebook25Tweet about this on TwitterPrint this pageEmail this to someone