Skrzynki w „Knights of the Old Republic”?

Niedawno Battlefront II doczekał się patcha 1.2., ale gra wciąż cierpi na złą famę w związku z losowymi skrzynkami i mikropłatnościami, które zostały jednak usunięte już w dniu premiery. A gdyby najbardziej znane gry z uniwersum Star Wars wyszły teraz i oferowały mikropłatności? Co byłoby w nich zablokowane? Pobawmy się w spekulacje!

Yoda Stories

Pamiętacie minigrę Yoda Stories? Ta niewielka produkcja, która w założeniu miała być chyba odpowiednikiem systemowego sapera była dodatkiem do “encyklopedii multimedialnej” Behind the Magic wydanej, jak podpowiada Biblioteka Ossus, w 1998 roku. Taka prosta łamigłówka, polegająca na rozwiązywaniu banalnych zagadek na losowo generowanej mapie. Owszem, planszę generowano losowo (a raczej zagadki i ich umiejscowienie wybierane były z pewnej puli, którą po pewnym czasie znało się na pamięć), acz i tak zawsze należało znaleźć kilka podstawowych elementów: Moc, którą wręczał nam duch Obi-Wana oraz Locator – czyli cyfrową mapę okolicy. Oczywiście, można ukończyć grę nie mając tych dwóch elementów (choć niektóre zagadki wymagają użycia Mocy, to zmiana tego nie wymagałaby raczej znacznych zmian w kodzie), wyobraźcie sobie, jakby np. 500 użyć Locatora kosztowało dolara. a ponowne załadowanie Mocy było w cenie jednej złotej monety, której 100 kosztuje 6 dolarów. Biznes idealny, czyż nie?


The Force Unleashed

Podczas gry w Moc wyzwoloną mamy możliwość znajdowania różnokolorowych kryształów do miecza świetlnego, które dają naszej postaci niewielkie bonusy. Owszem, da się grać i bez nich. Ja prawie całkowicie zapomniałem o ich istnieniu, a obydwie produkcje z serii skończyłem kilkukrotnie. I tutaj widać pole do wprowadzenia mikropłatności. Pakiet kryształów zmieniających kolor ostrza w mieczu świetlnym – 12 dolarów. Pakiet “premium”, w którym kryształki nie tylko zmieniają kolor miecza, ale też przynoszą jakieś niewielkie bonusy – 19 dolarów. Świetny biznes, choć nie czyniący z gry jeszcze pay to win.

Empire at War

Ta doceniania na rynku strategia kosmiczna wprost prosi się o wprowadzenie mikropłatności. Zacznijmy od najtańszego pakietu za 6,99 dolarów. Inny wygląd jednostek, zmiana wyglądu HUD i promienie blasterów w rozmaitych kolorach. Ale to dopiero początek! Za 14,99 dolarów możemy dostać kredyty, za które kupimy skrzynki ze wzmocnieniami dla naszej floty (tylko w grze on-line, nie w kampanii). Owszem, EaW otrzymało dodatek, ale w czasach, kiedy były to spore kawałki nowej rozgrywki, a nie niewiele wnoszące skórki do noża czy karta wzmacniająca postać. Nie zmienia to faktu, że gdyby gra wyszła dzisiaj, to pewnie doczekalibyśmy się kilku nieznaczących DLC, ot choćby pojedynczych mini-misji do kampanii dla pojedynczego gracza… Płatnych 2,99 $ za każdą.

Knights of the Old Republic

Na koniec zostawiłem wspomnianego już w tytule artykułu, uwielbianego KotORa. Tutaj jednak została wprowadzona pewna “monetyzacja” – bo powstała osobna gra, sieciowy RPG o tytule The Old Republic, który jest niby darmowy, ale jeśli tylko nieco bardziej wciągniemy się w rozgrywkę, to bez opłacenia abonamentu może być ciężko. Ale zostawmy TORa w spokoju i wróćmy do jednoosobowego RPGa BioWare’u. Knights of the Old Republic aż prosi się, aby wyciąć z niego kilka misji pobocznych i oferować je później w formie DLC. Bo o płatnych skrzyniach zawierających dodatkowe kolory mieczy świetlnych, czy kryształy wymagane, aby szybciej levelować i szybciej odblokowywać umiejętności nawet nie wspominam. Możliwości jest sporo i aż dziwne, że KotOR nie doczekał się płatnych dodatków, nawet pudełkowych.

Ale czy to nam będzie przeszkadzać?

Mogę wymieniać jeszcze długo kolejne gwiezdnowojenne gry, które aż proszą się, aby dodać do nich jakieś dodatkowo płatne elementy. Choć może Wy macie jakieś propozycje? Komentarze są do Waszej dyspozycji. Trzeba pamiętać jednak, że tak długo jak nikt nie zmusza mnie do tego, abym kupował jakiekolwiek dodatki (czyli np. gra jest bez płacenia niegrywalna), tak długo nie jest jeszcze najgorzej. Zawsze możemy dojść do tego, co stało się na rynku gier mobilnych… Ale to już zupełnie inna historia.

Spotkaj się z nami na Facebooku!