Dziwnie, ale dziarsko – recenzja trylogii o przygodach Lando Calrissiana

Lando Calrissian, jedna z najbardziej zawadiackich postaci w uniwersum Star Wars, w starym kanonie przeżywał liczne, mniej lub bardziej ciekawe przygody, o których więcej możecie przeczytać tutaj. W niniejszym artykule na celowniku znajdą się trzy książki autorstwa Lestera Neila Smitha, a ich głównym bohaterem jest właśnie ten czarujący łajdak. Myśloharfa Sharów, Ogniowicher Oseona i Gwiazdogrota ThonBoka to jedne z pierwszych książkowych pozycji, jakie dawno temu znalazły się w Expanded Universe. Przez wielu fanów uznawane są również za… najgorsze spośród nich.

O co tyle krzyku?

Trylogia o przygodach Lando Calrissiana ukazała się w USA w roku 1983, a do Polski trafiła nakładem wydawnictwa Amber 15 lat później. Książki te proponują odbiorcy historię o przygodach nieco nieudolnego, ale przy tym ambitnego i niezwykle charyzmatycznego galaktycznego podróżnika i hazardzisty. Młody szuler przemierza bezmiar kosmosu na pokładzie świeżo zdobytego i dobrze znanego fanom gwiezdnej sagi „Sokoła Millenium”, a towarzyszy mu nietypowy droid, Vuffi Raa. Razem stanowią zadziwiająco skuteczny i przy tym komiczny duet.

Książki Neila Smitha spotkały się z ostrą krytyką ze strony fanów, głównie z powodu nietypowych rozwiązań fabularnych, co można wyczuć już po przeczytaniu samych tytułów kolejnych części trylogii. Choć galaktyka uniwersum Star Wars jest długa i szeroka, to niestety nie wszystkie pomysły nadają się do umieszczenia w niej. Takimi bez wątpienia wydają się być starożytni czarownicy czy dziwne świątynie, w których bohaterowie na przemian są zwiększani i zmniejszani. Brzmi dziwnie? A to tylko niektóre z pomysłów autora!


Kto ma szczęście w kartach…

Nie jest jednak tak, że w trylogii o przygodach Lando Calrissiana nie da się znaleźć nic dobrego. Za takie z całą pewnością można uznać relacje między głównymi bohaterami. Tworząc duet na miarę Hana Solo i Chewbaccy, Lando i Vuffi Raa mogą być tym, co utrzyma uwagę czytelnika przy tej pozycji. Warto przeczytać książki Smitha chociażby dla dialogów między nimi. Nie da się też nie zauważyć, że z tej koncepcji garściami czerpali twórcy ostatniego starwarsowego filmu, czyli Solo. Nowy droid-towarzyszka Lando Calrissiana, L3, podobnie jak Vuffi Raa jest bytem nietypowym, wprowadzającym do historii nieco humoru, który u boku hazardzisty przemierzył galaktykę wzdłuż i wszerz.

Drugą rzeczą działającą na korzyść trylogii, są szczegółowe opisy gry w najpopularniejszą rozrywkę hazardzistów odległej galaktyki, czyli sabaka. Niekiedy można podczas lektury odczuć klimat filmów szpiegowskich w stylu tych o Jamesie Bondzie, gdzie miarą powodzenia głównego bohatera staje się jego skuteczność nie w posługiwaniu bronią, lecz w graniu w gry hazardowe. Ponadto dla zagorzałych fanów nie lada gratką może się okazać możliwość poznania szczegółowych zasad sabaka, dzięki którym możliwe stanie się rozegranie takiej partii w naszym świecie.

…ten nie ma szczęścia w miłości

Niestety, na każdą dobrą rzecz w książkach Neila Smitha przypada przynajmniej jedna zła. I tak błyskotliwe dialogi bohaterów są raz po raz przerywane przez długie i pełne detali opisy lokacji, w których się znaleźli. Choć jest to pewna wartość, to jednak nadmiar szczegółów, barw i elementów otoczenia przytłacza i sprawia, że akcja ze zdynamizowanej staje się po prostu nudna i trudna w odbiorze.

Na domiar złego poprzez mnogość dziwnych rozwiązań i nietypowych pomysłów Smith miał najwyraźniej problem z należytym rozłożeniem akcentów. Czytelnik niejednokrotnie może się poczuć zwyczajnie zdezorientowany, nie nadążając za poczynaniami bohaterów i gubiąc się w gąszczu dziwactw. Niejednokrotnie trzeba wyłączać racjonalne myślenie i brać niektóre rozwiązania autora za dobrą monetę.

Czy warto?

Na powyższe pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony trylogia Lestera Neila Smitha to ciekawa historia o młodości Lando Calrissiana – jeśli jesteście fanami tego czarującego łajdaka i chcecie się dowiedzieć, jak wyglądały początki jego kariery hazardzisty, to nie powinniście się nudzić. Do tego dochodzi też fakt, że w najnowszym kinowym hicie spod znaku Star Wars, czyli Solo, na tych, którzy są po lekturze niniejszej trylogii czekają satysfakcjonujące nawiązania. Choć zapoznajemy się z nową wersją przygód młodego łajdaka, twórcy pokazują, że nie zapomnieli do końca o starym dobrym Expanded Universe. Z drugiej jednak strony nadmiar oryginalnych rozwiązań, często dosłownie nie pasujących do uniwersum Star Wars, może skutecznie zniechęcić do omawianej pozycji. Jeśli się wahacie, zawsze można pójść za przykładem Lando i zrobić mały zakład. Wystarczy do tego prosty rzut monetą.

Spotkaj się z nami na Facebooku!