Troszkę niecelny strzał – recenzja książki „Ostatni strzał”

Nie będę ukrywać, iż jestem jednym z entuzjastów kasacji starego kanonu i stworzenia nowego. Zamiast dopisywać coraz to nowe retcony, autorzy mogą skupić się na wydarzeniach aktualnie oglądanych na ekranach kin, w serialach telewizyjnych, i o których czytamy w różnych publikacjach. Czasy po Powrocie Jedi oraz przygody Lei, Hana i Luke’a zaraz po upadku Imperium nigdy mnie specjalnie nie ciągnęły, dlatego z tym większym entuzjazmem podchodzę do nowych książek, które opisują ten okres, a dzięki braku przywiązania do starego kanonu, mogę patrzeć na nowe tytuły bez sentymentów. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy w ich przypadku, to fakt, iż mało popychają do przodu same wydarzenia odległej galaktyki, stanowią za to pretekst do pogłębiania postaci i dają czytelnikowi po prostu możliwość obcowania z uniwersum Star Wars. Tak też jest w przypadku Ostatniego strzału autorstwa Daniela José Oldera.

„Han Solo otworzył drzwi, uśmiechnięty od ucha do ucha”

Opisana historia osadzona jest na przestrzeni kilkunastu lat i prezentuje symultanicznie przygody Hana Solo oraz Lando Calrissiana mające miejsce przeszło dekadę przed wydarzeniami właściwymi, rozgrywającymi się kilka lat po upadku Imperium. Dzięki temu poza wspomnianymi osobami pojawiają się Leia, mały Ben Solo, Chewbacca, ale również Sana Starros (znana z komiksów pierwsza „żona” Hana) czy L3-37 znana widzom z filmu Solo. Poznajemy też kilku nowych bohaterów: Twi’lekankę Kaashę, młodego pilota Takę, ewocką hakerkę Peekpę oraz głównego „złego” tej historii: Fyzena Gora. Postacie są zdecydowanie mocną stroną tej publikacji, zwłaszcza bardzo udanie odwzorowano Hana i Lando. Jednak nie tylko oni wypadli naprawdę dobrze. Ogromnym plusem jest też klimat historii, a także nawiązania do innych wydarzeń i miejsc znanych z uniwersum, jak bitwa o Jakku czy planety Chandrila i Utapau. Fyzen Gor, zafiksowany na punkcie budowania cybernetycznych tworów przy użyciu elementów istot żywych wydaje się nieco makabryczny, ale akurat ja gustuję w takich klimatach. Tym bardziej, że tematyka sztucznych kończyn to bardzo częsty motyw Gwiezdnych wojen – wspomnijmy chociażby przypadki Vadera/Anakina, Luke’a Skywalkera czy Dartha Maula. Osobiście miałam w przypadku Gora skojarzenia z Kazdanem Paratusem, Jedi ze starego kanonu, znanym z Mocy wyzwolonej, który po rozkazie 66 osiadł na Raxus Prime i stworzył droidzią Radę Jedi.

„Przed nim, spowity mgłą poranka, stał Lando Calrissian(…)”

O ile świat przedstawiony i potyczki słowne między bohaterami to bardzo udany kawałek literatury, o tyle pod względem fabularnym odczułam pewne rozczarowanie. Główny wątek praktycznie stoi w miejscu. Bohaterowie przez jedną trzecią książki odlatują z Chandrilii i to nie dlatego, że mają jakieś realne kłopoty. Kolejną część historii spędzają w okolicy Podstacji Grimdock, tkwiąc w blokadzie zorganizowanej przez okręty Nowej Republiki, by przez kilka ostatnich rozdziałów dryfować w okolicach Mesulańskich Szczątków. Chociaż na pierwszy rzut oka wspomniane już przeze mnie rozłożenie akcji na kilkanaście lat może wydawać się irytujące, gdyż mamy do czynienia z ciągłym skakaniem po linii czasowej od „teraz” do „kilkanaście lat wcześniej”, to jednak chyba tylko te przeskoki wprowadzają jakąś dynamikę do tej historii. Niestety, czytelnicy mają do czynienia praktycznie z samymi przemyśleniami, przekomarzaniami i wspomnieniami bohaterów. Trochę szkoda, bo Ostatni strzał, jak na standardy tytułów spod znaku Star Wars, to naprawdę dobrze napisana książka.


„Chyba powinienem się tego spodziewać”

Sama fabuła wydaje się dość zagmatwana, ale koniec końców okazuje się, że nasi bohaterowie jak zwykle muszą stawić czoła ogólnogalaktycznemu zagrożeniu, o czym ani oni, ani czytelnicy (na szczęście) przez większą część książki nie wiedzą. Brak tej kosmicznej perspektywy wydaje się lepiej współgrać z narracją prezentującą raczej jednostki i ich relacje niż wydarzenia. Chociaż brak tu fajerwerków, to Ostatni strzał jest prawdziwą gratką dla fanów uniwersum dzięki wyśmienicie uchwyconym postaciom: Hanem (niczym z klasycznej trylogii) i Lando (w moim odczuciu bardziej kojarzącym się z młodszą wersją z filmu Solo). Również nieco filozoficzne rozważania o naturze i ewolucji robotów oraz skupienie wątków wokół sztucznie stworzonych istot zdecydowanie zaliczam na plus, podobnie jak wątpliwości Hana odnośnie swojej roli jako męża i ojca. Po lekturze zaczęłam mieć nadzieję na sporą rolę Calrissiana w Epizodzie IX, tak aby obraz tej postaci stał się kompletny, jak mieliśmy okazję zobaczyć w przypadku Hana Solo.

Mimo pewnych niedociągnięć oceniam książkę pozytywnie (ku własnemu zaskoczeniu). Trochę szkoda, że Uroboros nie zdecydował się na okładkę z paperbacka, prezentującą zarówno zarys postaci Hana jak i Lando, zwłaszcza, że historia dotyczy nawet bardziej Calrissiana. Poza tą jedną uwagą polskie wydanie jest jak zwykle bardzo przyzwoite pod względem estetycznym oraz merytorycznym dzięki fajnemu tłumaczeniu Anny Hikiert. Lekturę z gatunku „mało działania, dużo gadania” polecam zwłaszcza fanom filmu Solo, bo stanowi jego ciekawe uzupełnienie.

Spotkaj się z nami na Facebooku!