Dooku jako Jedi – recenzja „Dooku: Jedi Lost”

Ostatnimi czasy Trylogia Prequeli wraca do łask Disneya, który przez kilka ładnych lat ją lekceważył. Pierwszą nieśmiałą próbą było wydanie Mrocznego ucznia (którego recenzję również możecie przeczytać na tym portalu) i po ciepłym przyjęciu stwierdzono chyba, że warto jednak dać Starej Republice szansę. Wpływ na tę decyzję mógł mieć zapewne również fakt, iż pierwsze osoby, które wychowały się na prequelach i The Clone Wars zaczęły już zarabiać własne pieniądze, zatem pojawiło się zapotrzebowanie na produkty skierowane bezpośrednio do tej konkretnej grupy docelowej. Stąd też Wojny Klonów w Battlefroncie II, przywrócenie ostatniego sezonu TCW czy też coraz więcej książek związanych z Epizodami I-III. Z okazji 20 lat Mrocznego widma premierę miały dwa tytuły z nim związane: Master and the Apprentice oraz Dooku: Jedi Lost. Dziś przyjrzymy się bardziej nietypowemu z nich, ponieważ Dooku na razie został wydany wyłącznie w formie audiobooka. Co prawda rozważana jest sprzedaż e-booków, ale najwcześniej pojawią się one na jesieni. Nie ma się co łudzić, że kiedykolwiek zostaną przełożone na polski, dlatego też nie ma sensu dalej zwlekać z tą recenzją. Przyjrzyjmy się młodości hrabiego Dooku!

Techniczna realizacja tego projektu stoi na wysokim poziomie i bardziej mamy tu do czynienia ze słuchowiskiem niż klasycznym audiobookiem. Oznacza to, że zaangażowano nie tylko wielu lektorów wcielających się w swoje postacie, ale zadbano również o odpowiednie efekty dźwiękowe oraz oprawę muzyczną prosto z filmów. Osoby podkładające głos angażują się w odgrywane role oraz mówią wyraźnie – nawet w sytuacjach, gdy są zdyszani, „cierpiący” lub przerażeni, doskonale rozumiemy, co konkretnie mówią (co nie zawsze jest takie oczywiste, vide gra Bounty Hunter). Mam tylko jeden, jedyny zarzut, chodzi mianowicie o głos głównego bohatera, czyli Dooku. Kompletnie nie przypomina on głosu Christophera Lee i o ile możemy sytuację zaakceptować, gdy akcja dzieje się w czasach jego wczesnej nauki, tak dorosły hrabia to zupełnie inna osoba. Dość dziwne posunięcie, biorąc pod uwagę, że w Master and the Apprentice ta postać również występuje i jej dubbing był bardzo dobrze zrealizowany. Tym bardziej nie rozumiem, co się stało, ponieważ zarówno w Qui-Gona, jak i w Raela Averossa wcieliła się ta sama osoba, co w przypadku Master and the Apprentice. Dziwna decyzja, ale można się do niej przyzwyczaić.

Sama historia jest bardzo krótka: około 6,5h to bardzo niewiele, ale nie ma też potrzeby rozciągania jej na siłę. Fabuła dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych: pierwszą jest teraźniejszość, w której Asajj Ventress dostaje misję od hrabiego i aby móc ją zrealizować, musi poznać przeszłość swojego mistrza, skrywaną w jego wiadomościach do siostry. Druga, stanowiąca jakieś 85% audiobooka, to właśnie historia opowiadana w tej korespondencji. Choć Ventress nie trawię, tak muszę przyznać, że nowy kanon robi, co może, żebym się do niej przekonał. Tutaj Asajj nadal walczy z własną przeszłością, a walka ta odbywa się poprzez ciągłe dyskusje z jej nieżyjącym mistrzem, Jedi Ky Nareckiem. Nie wiemy, czy stanowi on tylko projekcję wątpliwości Ventress czy może faktycznie rozmawia z nią jako Duch Mocy, ale efekt jest naprawdę świetny. Asajj broni się przed wszystkim, co mówi, a Ky cały czas upiera się, że Dooku ją okłamuje i sugeruje, że ciągle ma jeszcze czas, żeby odejść od SItha. Słucha się tego naprawdę dobrze i szczerze mówiąc, bardziej interesowały mnie te rozmowy niż przebieg misji zabójczyni hrabiego.


Głównym bohaterem pozostaje jednak cały czas Dooku. Poznajemy jego historię z czasów, gdy był związany z Jedi – najpierw jako młodzik, a później jako padawan, rycerz i członek Rady. Dowiadujemy się, jak nauczał Yoda, jak rozwijała się przyjaźń z Syfo-Dyasem, jakie zwyczaje panowały w Zakonie Jedi i jaka naprawdę była jego pozycja w Republice. Wszystko to przedstawiono naprawdę dobrze, ale mam jeden problem: nie mogłem się pozbyć wrażenia, że tak naprawdę to wyłącznie pretekst do przedstawienia powodu opuszczenia Zakonu przez Dooku. Tak, wiem, czego innego spodziewać się po książce o takim tytule? Nie wiem, może większego wyważenia? Ponieważ nawet jeśli występuje szarość w tej książce, widać, że jest ona jednak ciemniejsza niż szara. Nie da się polubić Zakonu widzianego oczami Dooku i to pomimo szczerego oddania hrabiego wobec Jedi. Brakuje tu jednej, dłuższej historii, a sam audiobook zamiast skupić się na tym, skacze po różnych okresach życia przyszłego władcy Serenno. Nie opuszcza mnie wrażenie, że nawet w takiej formie można to lepiej przedstawić, ponieważ mimo wcześniejszych konfliktów z Zakonem, ani razu nie pojawia się żadna aluzja do tego, że Dooku choćby pomyślał o jego opuszczeniu. Widzimy te sytuacje, rozumiemy pretensje coraz starszego Jedi, ale sama decyzja pojawia się nagle (choć nie można powiedzieć, że niespodziewanie) i jakby wyłącznie pod wpływem finału, w którym Dooku decyduje się przejąć władzę na Serenno. Sprawia to wrażenie, że wszystkie te historie nie miały znaczenia i zostały dodane głównie po to, żeby wydłużyć słuchowisko.  Bardzo żałuję, że nie zdecydowano się również choćby na samo rozpoczęcie przez niego drogi Sitha. Owszem, w całej historii miał kilka razy styczność z Ciemną Stroną, a nawet raz spotyka się z Palpatine’em, ale to zbyt mało. Wielka szkoda, że nie zdecydowano się choćby na jeden akapit, w którym Sidious po otrzymaniu wieści, że Dooku porzucił Zakon, złowieszczo się uśmiecha i zabiera za napisanie wiadomości z propozycją spotkania. To byłoby dla mnie świetne zakończenie!

No dobrze, trochę ponarzekałem, ale tak ten audiobook naprawdę jest całkiem niezły. Historia jest ciekawa, choćby przez pokazanie świata, w którym funkcjonują główne postaci. To kolejna cegiełka rozbudowująca lore nowego kanonu, a dodatkowo podana w tak lekkiej i strawnej formie, że bez trudu przez nią przebrniemy. Ujął mnie za serce fakt, że autor zdaje się być sporym fanem Expanded Universe, ponieważ nie brakuje tu licznych nawiązań, jak choćby wspomnienie Ossusa lub tuk’aty. Sam też zauważyłem tylko jeden zgrzyt, gryzący się z tym, co mówił Obi-Wan w Master and the Apprentice o pojedynkach na miecze świetlne, ale nie chcę zdradzać, o co dokładnie chodzi, ponieważ jest to istotny element fabuły.

Czy polecam Dooku: Jedi Lost? Jeśli nie macie problemów z angielskim, zdecydowanie tak. To krótka, ale solidnie zrealizowana historia, która potrafi wciągnąć. Oczywiście, ma swoje wady, ale nie są na tyle duże, żeby przeszkadzały w słuchaniu, a w nowym kanonie wydano naprawdę dużo gorsze książki. Przyjemne, ale nie wybitne słuchowisko, w mojej ocenie zasługujące na 7/10.

Spotkaj się z nami na Facebooku!