„Solo” kontra „Łotr 1” – bohaterowie

Krzywy

Jakże inni i jakże podobni byli bohaterowie obu spin-offów. Obie grupy sprzeciwiały się opresyjnej władzy i w obu widać było osoby pragnące walczyć z systemem lub zaledwie przeżyć gdzieś z dala od oczu funkcjonariuszy rządu. Po prostu w różnych proporcjach. Tak jak Łotr 1 jest opowieścią o jednej żyjącej na granicy prawa kobiecie, która ze względu na swoje dziedzictwo trafia w sam środek galaktycznej wojny domowej, tak Solo opowiada o kilku przedstawicielach szarej strefy, którym od tej wojny udaje się uciec. Nawet główny bohater zaledwie liznął jej smak po obu stronach barykady.

Porównanie jest jednak o tyle trudne, że Rogue One pokazuje nam przede wszystkim zupełnie nowe postaci w uniwersum, które w dodatku zginęły w tym samym filmie, w którym zostały wprowadzone. Owszem, poznaliśmy ich motywacje i dążenia, a niektóre kradły swoje sceny – jak chociażby fenomenalny Chirrut – ale trudno było się do nich przywiązać, a po seansie czuć było, że ich wątki zostały zamknięte. Z kolei w Solo pierwszy plan zapełniali starzy znajomi, ale z okresu swojej młodości. I chociażby z tego względu dużo łatwiej się polubić i przejmować losem bohaterów z Solo.

Suweren

Pytanie o to, który komplet bohaterów bardziej lubisz – tych z Łotra 1 czy z Solo – to pytanie z kategorii: kogo bardziej kochasz – mamę czy tatę? Dlatego na wstępie pragnę zaznaczyć, że wszystkie te postaci pochodzą z uniwersum Star Wars, więc w mniejszym lub większym stopniu lubię je wszystkie. Tym bardziej, że gdzieś tam w głębi serduszka na zawsze będę „rebel scumem”. Jednakże…


Nie mogę zaprzeczyć, że większą sympatią darzę bohaterów z Solo. I choć Qi’Ra czy L3-37 ciągną je (nieznacznie jak dla mnie) w dół, to jednak genialnie wykreowani młodzi Han Solo oraz Lando Calrissian są duetem, z którym bardzo trudno konkurować. Wpływ na to ma zapewne też fakt, że ten drugi jest moją ulubioną postacią ze Star Wars w ogóle, a ten pierwszy jest tuż za nim. Obaj są zawadiaccy i czarujący, przeżywają liczne szalone przygody i doskonale radzą sobie z pilotowaniem statków czy posługiwaniem blasterem. Reputacja hazardzistów, szulerów i kanciarzy tylko dodaje im uroku. Nie jest jednak tak, że na mój werdykt wpływ mieli tylko oni dwaj. Bo w Solo towarzyszą im inne ciekawe charaktery, takie jak chociażby Tobias Beckett. Gość idealnie nadaje się na mentora Hana, który wprowadził go w świat występku. Wirtuoz blastera i cwaniak jakich mało. Koniec końców to towarzysząc Hanowi i Lando nawet Qi’Ra i L3 nie wypadają aż tak źle. A Chewie jest, cóż… jak to Chewie – zawsze świetny!

Z drugiej strony mamy bohaterów Łotra 1 – tak bardzo ludzkich. Jyn Erso to zbuntowana uciekinierka, która koniec końców staje się bojowniczką o lepszą sprawę. Cassian Andor to gość, który robi po prostu to, co konieczne. K-2SO to cyniczny przedstawiciel swojego rodzaju, którego cięte riposty i bezpośredniość niejednokrotnie mogą przywołać uśmiech na usta (tu, w zestawieniu z L3, zdecydowanie ode mnie punkt leci dla Łotra 1). Chirrut i Malbus to typowi „brothers in arms” – trochę żartują, dobrze (a nawet zbyt dobrze) walczą i nie lękają się żadnego wyzwania. Na koniec jest też Bodhi Rook – dezerter z poczuciem misji. Każda z tych postaci jest trochę inna i to dobrze. Wszyscy tak różni, a jednak zjednoczeni przez wspólny cel. Niemniej jednak brakuje mi między nimi chemii, która występuje między podgrupami, ale nie między całą grupą. Jakoś naturalniej wypada to w przypadku postaci z Solo.

Bohaterowie obu filmów mają swoje wady i zalety. W tym przypadku, choć wybór wcale nie jest prosty, stawiam na tych z Solo.

Jedi Przemo

Czy da się w ogóle porównać bohaterów tak skrajnie różnych filmów? Nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę, że w jednym przypadku mamy do czynienia z jakby nie było dramatem wojennym, a z drugiej z bardzo lekkim heist movie, ale można spróbować się tego podjąć.

Choć Łotr 1 spodobał mi się dużo bardziej niż Solo, to nie da się ukryć, że miał pewne problemy z niektórymi bohaterami, przede wszystkim ze względu na ich liczbę. I tak Bhodi Rook jest niby w porządku, ale przy okazji został tak niedopracowany, że w zasadzie jego rola mogła się skończyć na Jedhdzie, a ten kabel spokojnie mógł podpiąć ktokolwiek. Galen Erso ma czasu ekranowego może 5 minut, które bardziej służyły promowaniu filmu znanym aktorskim nazwiskiem. Lyra Erso to z kolei, jak już dziewczyny wspomniały, matka roku praktycznie porzucająca swoją córkę. Sama zaś Jyn przechodzi niezwykłą transformację charakteru po obejrzeniu hologramu od ojca. Z drugiej strony mamy fantastycznego K-2SO z jego czarnym humorem, niejednoznacznie moralnego Cassiana Andora, który morduje w imię Rebelii oraz świetny duet Chirruta i Baze’a, między którymi jest niewiarygodna chemia mimo skrajnie różnych poglądów.

W Solo tych problemów jest mniej, ale wynika to z mniejszej liczby bohaterów – wszak dwójka naprawdę ciekawych postaci ginie w ciągu 15 minut od swojego debiutu… Nie będę odkrywczy i powiem, że największym zawodem jest Qi’ra, która jest tam w zasadzie tylko po to, żeby Han miał z kim romansować i aby można było zrobić łącznik z potencjalną drugą częścią. Mam wrażenie, że jest ona takim przewodnikiem po filmie – nie wiesz czegoś? Spokojnie, Qi’ra wszystko za chwilę wyjaśni, a przy okazji nakopie komu trzeba. Przez to wszystko ta postać jest tak niewyraźna, że praktycznie rozmywa się przy innych. Drugi problem to L3, która dla mnie stała się takim Jar Jarem z dojrzalszymi problemami – postać, która powstała żeby śmieszyć, tylko, że nie kompletnie nie bawi ani jej rewolucyjny zapał, ani aluzje, że podoba się Lando. Film windują Han, Tobias i przede wszystkim Calrsissian, którego pozorowana nonszalancja stała się chyba moim ulubionym aspektem. Ich dialogi są świetne, a aktorzy naprawdę się wczuli: jestem w stanie kupić takiego młodego i naiwnego Hana, przekonanego o własnej doskonałości Landa oraz Tobiasa, który ma ochotę to wszystko rzucić i jechać w Bieszczady, żeby grac na walakordzie.

Podsumowując, chyba muszę uznać remis jeśli chodzi o jakość bohaterów – oba filmy mają swoje problemy, ale też oba pokazują świetnie wykreowane postacie.

Vidar

Bohaterowie Łotra to w większości raczej reprezentacje różnych typów ludzi, którzy łączą się i poświęcają we wspólnej sprawie. Jak już kilka razy podkreśliłem – choć widziałem potencjał, czułem trochę sympatii i doceniam i pomysł na każdą z nich (K-2SO!), nie byłem w stanie nijak się przywiązać lub zniechęcić. A jak jest w wypadku Solo? O tym, że to inny typ filmu rozpisywać się nie muszę, poprzednicy wystarczająco dużo temu miejsca poświęcili. Od siebie dodam, że po prostu fajnie było widzieć te osoby w różnych rodzajach interakcji. Mniej i bardziej poważnych. Zajmujących się nie tylko walką, rozmawiających nie tylko o poświęceniu. Każdemu z nich poświęcono nieco więcej uwagi, czuć między nimi więcej chemii. I jakoś łatwiej mi wymienić powody, dla których mam pozytywne, negatywne lub mieszane uczucia wobec L3, młodego Lando, larwy Hana Solo czy Qi’ry niż wobec któregokolwiek z członków załogi Jyn. Wobec tego mój głos idzie na Solo.

Ithilnar

Porównywanie dwóch filmów, które są zrobione w całkowicie odmiennej stylistyce i konwencji to jak wybieranie ulubionego dziecka wśród swojego potomstwa. Oba spin-offy mi się podobały (no, Łotr 1 bardziej z wielu względów), ale z kolei w Solo jest tyle ciekawych nawiązań do westernowego kina, które też bardzo lubię… Także bohaterowie są różni, dostosowani do konwencji – bezkompromisowi Rebelianci kontra równie bezkompromisowi, choć w innym kontekście, przestępcy. Na pewno bohaterów obu filmów łączy jedno: są wielowymiarowi, a ich działania są moralnie wątpliwe, często decydując się na złe decyzje w imię czegoś większego, dobrego.

Wynik naszej małej zabawy w porównywanie bohaterów Łotra 1 i Solo zdecydowanie wygrywa drugi z filmów, wynikiem 3-0, przy dwóch remisach. A po której stronie stoicie Wy? Którzy bohaterowie są Waszym zdaniem lepsi? Podzielcie się z nami w komentarzach swoją opinią – albo zagłosujcie w naszej ankiecie na Facebooku.

Spotkaj się z nami na Facebooku!